Domy ojca Marko

W Chorwacji, jak Polska katolickiej w 90 proc., zgodnie z prawem co roku zabija się 10 tys. nienarodzonych dzieci. W 4-milionowym kraju to straszna liczba. O. Marko Glogović i jego wspólnota wyrywają śmierci rocznie około 100 dzieci.

Kiedy Barbara dowiedziała się, że jest w ciąży, jej chłopak w pierwszej chwili nawet się ucieszył. Jednak jego rodzice przygotowali dla syna inny plan. Dla dziecka nie było w nim miejsca w tym czasie. Chłopak zostawił więc Barbarę i nienarodzone jeszcze dziecko. Wtedy pomyślała o aborcji. Na szczęście trafiła do naszego domu, gdzie znalazła pomoc – opowiada o. Marko.

Gdy chłopak Ireny dowiedział się o dziecku, stwierdził, że „nie jest na to gotowy”. Chciał zapłacić za usunięcie ciąży, ale dziewczyna nie zgodziła się na to, więc wyrzucił ją na ulicę. O domu dla samotnych matek
w Karlovacu powiedziała jej siostra, zakonnica. Zdecydowała się tu zostać i urodzić dziecko, po tym jak w jednej książce przeczytała wstrząsające świadectwa kobiet, które dokonały aborcji.

– Podobnych historii słyszę zbyt wiele – mówi o. Marko.

Zaczęło się w Leśniowie

W Chorwacji od 1978 roku funkcjonuje ustawa, która zezwala na „wolne decydowanie o rodzeniu dzieci”. W całym kraju nie ma ani jednego okna życia. A w dwóch domach, gdzie schronienie i pomoc znajdują samotne matki, zgodnie z chorwackim prawem może mieszkać tylko po 6 kobiet z dziećmi. Nie dostają od państwa żadnej pomocy.

Pierwszy taki dom o. Marko Glogović założył w 2009 r. w Karlovacu. Do tej pory schronienie znalazło w nim 30 kobiet i niemowląt. Teraz funkcjonują już dwa takie domy, a na otwarcie trzeciego zbierane są fundusze. Mieszkające w tych domach dziewczyny razem pracują, sprzątają, jeśli chcą, to się modlą. Tutaj się uczą, że ich problemy nie znikną, ale one mogą je pokonać. Zostają maksymalnie 2 lata. W tym czasie wolontariusze, pielęgniarka, pracownicy opieki społecznej i psycholog przygotowują je do samodzielnego życia.

A wszystko zaczęło się w nowicjacie, w Leśniowie w Polsce, ponad 10 lat temu. – Słuchałem konferencji nieżyjącego już o. Krzystofa Kotnisa, który płakał, gdy mówił o aborcji. Kiedyś zapytał, kto pragnie pomóc Jezusowi i Jego Matce w ratowaniu dzieci poczętych. Podniosłem rękę. To był 1995 rok. Nie miałem pojęcia o aborcji, nie podejrzewałem, co będę cierpiał w przyszłości, ale gdy widziałem, jak ten zakonnik płacze, poczułem, że chcę robić to, co on. Zacząłem czytać na ten temat i kiedy pełen entuzjazmu 4 lata później wróciłem do Chorwacji, nie znalazłem ani jednej publikacji we własnym języku. Chciałem wydać ulotkę z modlitwą duchowej adopcji dziecka poczętego, ale nie miałem pieniędzy. Opowiedziałem o tym w lokalnym Radiu Maryja. Tej audycji słuchał Željko z Zagrzebia. Potem trzy noce nie spał, aż zjawił się u nas w klasztorze z kopertą w ręce. To była bardzo gruba koperta. Jego wszystkie oszczędności, które zbierał dla przyszłej żony i dzieci. Postanowił nam to oddać. Niedługo potem Željko się ożenił i dziś ma troje dzieci. Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi – wspomina Marko.

Pieniądze od Željki wystarczyły na wydrukowanie ulotek, ale o. Marko miał o wiele większe plany. Chciał otworzyć dom dla samotnych matek. Razem z ludźmi podzielającymi jego pragnienie modlił się o to 10 lat. Zarządził nawet post. – Nieco zniechęceni tym, że nasze modlitwy nie przynosza rezultatu, odprawialiśmy nowennę do św. Filomeny. Dokładnie w dniu jej święta (10 sierpnia) nasza dawna parafianka, od lat mieszkająca w Chicago, zaproponowała, byśmy wzięli jej dom, bo ona nie ma rodziny i nie chce, żeby przepadł. Budynek potrzebował remontu. Z pomocą burmistrza i anonimowych ofiarodawców w ciągu czterech miesięcy zebraliśmy ponad 50 000 euro – wspomina o. Marko.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie