Spojrzenie Mariele

Oto historia przyjaźni małej dziewczynki i wielkiej nauczycielki. Opowieść o tym, jak wychowanie sercem daje rezultaty niezwykłe...

Dzieciaki podskakują zabawnie, doskonale w rytm, i na głosy wyśpiewują skomplikowane melodie. Ich słynne, wyszczekane, wymiauczane i wybeczane „Nella vecchia fattoria” (stary Donald farmę miał) – to chyba cała końcówka PRL-u nuci. A z pewnością większość polskich dzieciaków lat 80.: na podwórkach i trzepakach. Niejedną matkę to i zazdrość bierze. Bo u nas nikt tak z dziećmi nie śpiewa: profesjonalnie, a zarazem zwyczajnie, po dziecięcemu. Gdzie tam reżimowej, sztywno uśmiechniętej Gawędzie do bolońskiego Piccolo Coro dell’Antoniano?

Przesłuchanie, czyli preludium

Jednocześnie większość rodziców myśli sobie: jak można tak wyszkolić dzieci, że mimo kilku lat śpiewają głosami? Z doskonałą artykulacją i tak melodyjnie? I kim jest drobna, siwawa kobieta, która prowadzi zespół? Taka żelazna dama to z pewnością musiała dzieciakami ostro dyrygować!

Karolinka Olczedajewska z Warszawy nad takimi sprawami nie zastanawiała się. Bo nawet tej siwej pani nie kojarzyła. Gdy ma się cztery lata, to się tylko nad ważkimi sprawami skupia. Czyli nad dobrą muzyką (czyt. Piccolo Coro). Bo odkąd dostała od mamy kasetę z nagraniami chóru z Bolonii, słuchała do zdarcia. Nawet plastikowe lalki zdziełane w ZSRR i miśki zaraziła miłością do chóru. Stawiała towarzystwo w rządku, kaseta w ruch, i jej własne Piccolo Coro śpiewało na całego.
Więc gdy prawdziwe Piccolo Coro przyjechało do Polski, a to był chyba 1988 rok, żeby do dziecięcego, bolońskiego festiwalu muzyki dla dzieci Zecchino d’Oro wybrać polskie dziecko, Karolina poszła z mamą na przesłuchanie.

Jakiś dom kultury i dzikie tłumy. Karolina pamięta wyłącznie kolory: brązowy i żółty. Brązowy to pewnie z kotar, którymi wszelkie domy kultury były ciężko poobwieszane. A żółty? Może lampy świeciły jej w oczy? Potem było drugie przesłuchanie – i już nieco mniej dzieci. I wreszcie przesłuchanie z pianistą. Na końcu do przesłuchań dołączyła „żelazna dama”, muzyk, dyrygentka i założycielka Piccolo Coro: pani Mariele Ventre.
Mama i córka wróciły z przesłuchań zadowolone: fajna przygoda była. I choć Karolince śniło się, że wygrała, w wygraną jakoś nie wierzyły. Jednak kilka dni później jakiś dziennikarz zadzwonił do mamy z nowiną: Karolina jedzie do Włoch! Do Bolonii! Zaśpiewa z prawdziwym Piccolo Coro dell’Antoniano! Wariowały z radości.

A potem było pierwsze spotkanie z panią Mariele. Lało. Zimny i mokry dotyk burego, przeciwdeszczowego płaszcza. Średnio przyjemne przytulenie. Ale gdy spojrzała w górę, zobaczyła brązowe, radosne oczy, z wielką uwagą i spokojem patrzące w te niebieskie, dziecięce. Wtedy wszystko się zaczęło. Do dziś pamięta to spojrzenie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie