Zwyczajni, ale z misją

Gdy jest taka potrzeba, pomagają w udzielaniu Komunii św. i w zanoszeniu jej chorym. – Jesteśmy trochę jak osoby publiczne. Są pewne ramy, w których powinniśmy występować, ale jesteśmy też normalnymi ludźmi. Mamy swoje rodziny, prace, przyzwyczajenia i zainteresowania – mówią świeccy szafarze Komunii św.

W naszej diecezji ustanowionych jest łącznie 77 szafarzy. Obecnie, jak informuje Wydział Duszpasterski płockiej kurii, prowadzone są zapisy na kolejny kurs przygotowujący do pełnienia tej posługi. Udzielanie Komunii św. nie jest takie łatwe, jakby się wydawało – mówią jednym głosem nadzwyczajni szafarze. Podkreślają, jak trzeba być skupionym, i pokornie wierzyć, że dłońmi dotyka się Pana Jezusa. Wiedzą, że spotkał ich wielki zaszczyt i wyróżnienie.

Taka sama kolejka

– Nigdy nie przejawiałem szczególnej chęci, by zostać szafarzem. Pewnie dlatego, że nawet nie wiedziałem, w jaki sposób można by było nim zostać – mówi Stefan Swat z Dobrzykowa. – Zaproponował mi tę posługę mój ówczesny proboszcz. Było to dla mnie duże wyróżnienie, a jednocześnie szok. Ale przyjąłem ten zaszczyt z wielką radością – wspomina pan Stefan, który w swoim kościele parafialnym pomaga ks. proboszczowi od 5 lat. Na co dzień uczy religii, ma żonę Elżbietę i córkę Karolinę. Jak przyznaje, najbliższa rodzina ucieszyła się na wieść o propozycji szafarzowania. – Moja mama, gdy się dowiedziała, była wręcz wniebowzięta, że jej najstarszy syn zostanie nadzwyczajnym szafarzem – wspomina z uśmiechem.

Takie odczucia podzielają matki chyba wszystkich szafarzy, którzy podczas corocznych spotkań wymieniają się swoimi doświadczeniami, opowiadają o reakcjach rodziny i otoczenia. – Na naszych zjazdach koledzy szafarze czasem opowiadali, że ludzie nie podchodzili do Komunii do nich, tylko szli do księży. U mnie nie było takiego problemu. Do mnie jest taka sama kolejka jak do ks. proboszcza – zaznacza z uśmiechem. Dodaje jednocześnie, że to zasługa księdza, że dzięki odpowiedniemu przygotowaniu wiernych, on jako szafarz został tak dobrze przyjęty. Na pytanie, czy boli ręka, odpowiada szybko: – Na pewno. Szczególnie, gdy są rekolekcje i wielu idzie do Komunii. Wtedy naprawdę kolejka jest bardzo długa, a ręka po prostu boli, ale to jest tylko moment – zapewnia.

Żona woli do księdza

Grzegorz Chabowski z płockiej fary został szafarzem 11 lat temu. Przez wiele lat posługiwał jako ministrant i zawsze był blisko Kościoła. Przyznaje, że w głębi ducha czekał na tę szczególną ofertę. Wiedział, że taka misja istnieje w Kościele, choć w Płocku nie była jeszcze dobrze znana. Na co dzień pracuje, ma żonę i dwójkę dorosłych dzieci. A od 43 lat, w wolnych chwilach, zbiera monety z całego świata, dzięki czemu, jak mówi, wirtualnie podróżuje. Reakcja bliskich na jego posługę też była pozytywna. – W domu raczej nie rozmawialiśmy na ten temat, jednak wiem, że dla mojej matki był to najszczęśliwszy dzień w jej życiu, a córka była ze mnie dumna – mówi Chabowski. – Ale żona do Komunii raczej nie podchodzi do mnie, tylko do któregoś z księży – śmieje się. Jak twierdzi, w środowisku żon szafarzy to dość typowe zachowanie. Małżonki często tak reagują i należy zrozumieć, że trochę się dystansują. Pan Grzegorz po raz pierwszy udzielał Komunii św. w Wielki Piątek. – Byłem ogromnie wzruszony. Towarzyszył mi też strach, że upuszczę Eucharystię z ręki – dodaje szafarz z płockiej fary.

Pokora przede wszystkim

Dla Stefana Swata bycie szafarzem to niesamowite wyróżnienie. – Poza satysfakcją na pewno odczuwa się lekki prestiż, ale to podrzędna sprawa. Myślę, że wzbudzam zaufanie. Zdarza się, że czasem i do mnie parafianie zgłaszają się z jakąś sprawą – mówi pan Stefan. – W pewnym sensie moja posługa to wyróżnienie, ale jednocześnie obowiązek względem siebie samego i wspólnoty – mówi Grzegorz Chabowski. – Chyba najważniejsza jest pokora. Czuje się radość duszy i serca, ale też pokorę przed Bożym Majestatem. Bywa, że czasem nachodzi myśl: „Czy ja mogę, czy mi wolno…”, ale zaraz myślę: przecież nic nie dzieje się bez woli Pana Boga. Dlatego radość jest ogromna – dodaje. Podkreśla, że szafarze powinni być świadomi swojej misji. Prawo kanoniczne nie wylicza, czego szafarzowi nie wolno, ale jest też prawo moralne niepisane, nasza świadomość. I to powinno być najważniejsze. Szafarz sam dla siebie powinien być cenzorem, a jeżeli nie potrafi, może się poradzić, zapytać.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Szymon
    15.12.2011 22:53
    Jesteśmy niestety zupełnie bezradni wobec tych wszystkich kolejnych eksperymentów mających nas niby uszczęśliwić.
  • mikel
    16.12.2011 00:12
    I tu kłania się historia,a kto kiedys zanosił Komunię Św?Czytać historię!!!
  • Natka
    16.12.2011 03:14
    Boze, ratuj nas i przebacz nam. Jestem w Japonii i tutaj w jednym kosciele komunie swieta rozdaje zakonnica, a w tym czasie ksiadz idzie po drugi kielich. Zajmuje mu to okolo 5 minut tak, ze jak wraca, to juz wiekszosc ludzi jest po Komunii sw. Wyglada to tak, jakby zakonnica byla glownym celebransem. Poza tym, nie ma nawet jednego momentu w czasie mszy, w ktorym by sie klekalo...Wszystko na siedzaco lub stojaco (Komunia sw. na stojaco do reki).
  • Anka
    16.12.2011 21:48
    Wiele kościołów jest otwartych tylko na czas odprawiania Mszy. W kościele ludzie powinni przebywać jak najkrócej, w czym pomocni są szafarze. Takie mamy teraz tendencje zmian. Czy na lepsze?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie