Cukierek na pół

Katarzyna i Michał Paniczowie zobaczyli na własne oczy, jak potrzebna jest pomoc dzieciom w Burkina Faso. Dzięki ośrodkowi misyjnemu na Górze Świętej Anny 350 dzieci z tego podsaharyjskiego kraju może się uczyć.

Od 8 lat w Burkina Faso (dawniej: Górna Wolta) pracują franciszkanie prowincji św. Jadwigi Śląskiej. Proboszczem parafii w Korsimoro jest pochodzący z Fałkowic o. Rafał Segieth, a pomaga mu o. Robert Jurzysta. O. Segieth w Afryce pracuje już 30 lat, wcześniej był w Togo. – Kiedyś o. Rafał przyjechał na wakacje i opowiadał mi, jaka jest tam sytuacja dzieci. Pomyślałem, że moglibyśmy jakoś pomóc i o. Rafał się na to zgodził – mówi o. Krystian Pieczka, dyrektor referatu misyjnego prowincji i szef ośrodka misyjnego na Górze Świętej Anny. Burkina Faso jest bardzo biednym krajem, a jego północne tereny należące do strefy Sahelu często nawiedza susza. Wskaźnik analfabetyzmu należy do najwyższych w świecie – sięga 72 procent. Dlatego franciszkanie pięć lat temu rozpoczęli systematyczny program wspierający naukę dzieci pn. „Dać im nadzieję”.

Kasia i Michał spotykają Clarissę

System jest prosty. Ktoś – osoba prywatna, klasa, szkoła, grupa, stowarzyszenie czy instytucja – bierze pod opiekę konkretne dziecko i deklaruje co najmniej roczną pomoc. Minimalny koszt rocznej nauki wynosi 40 euro. Wydatkowanie pieniędzy jest dokładnie kontrolowane przez o. Rafała. Mogą one służyć tylko potrzebom szkolnym, a jeśli osoba adoptująca deklaruje i wpłaca większą sumę – wydawane są również na żywność i lekarstwa. Wymaga to wielu zabiegów ze strony misjonarza. – Ojciec Rafał jest niesamowity, wstaje o piątej rano, a spać idzie o drugiej w nocy – opowiadają Katarzyna i Michał Paniczowie z Kadłuba Turawskiego, którzy w ostatni weekend listopada wrócili z Burkina Faso, gdzie razem z o. Krystianem Pieczką gościli przez trzy tygodnie.

Michał jest przewodniczącym Stowarzyszenia Pomocy Misjom Franciszkańskim im. o. Dominika Kiescha. Razem z żoną, która uczy angielskiego w szkole w Osowcu, wspierają Clarissę Sabadogo z wioski Soubeira. Pomagający dzieciom z Burkina Faso znają ich imiona, mają ich zdjęcia, z czasem rozwija się korespondencja między darczyńcą i obdarowanym. Katarzyna i Michał będąc w parafii Korsimoro spotkali „swoją” Clarissę. – Jednak największym dla mnie przeżyciem było spotkanie z 13-letnim chłopcem – Irénée Zabre. Nie znaliśmy go w ogóle. Podszedł do nas na ulicy i powiedział, że też chciałby mieć przyjaciela. Nie wiedzieliśmy, o co mu chodzi. Okazało się, że szukał przyjaciela, który pomógłby mu się uczyć – wspomina Katarzyna. Paniczowie stali się również jego przyjaciółmi, będą opłacać jego edukację. – Jak się o tym dowiedział, to codziennie przychodził na misję i dziękował nam – mówi Michał.

Święto dzieci

Dzieci i mieszkańcy, a także wodzowie wiosek wiedząc, że małżonkowie i o. Krystian stoją za pomocą 350 dzieciom z parafii Korsimoro, okazywali im wdzięczność na każdym kroku. Obdarowywali żywymi kurami, kogutami, zapraszali do domów, urządzali posiłki, a nawet kupowali prezenty. Delegacja Stowarzyszenia Pomocy Misjom nie przyjechała z pustymi rękami. Przywieźli dla wszystkich dzieci uczestniczących w programie T-shirty, zasponsorowane przez firmę „Stegu” z Jełowej. O. Krystian kupił 4 kozy, 200 kilo ryżu, kobiety ugotowały z tego wielkie ilości jedzenia i zaproszono dzieci oraz rodziców na misję.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie