Świadectwo

Świadek daje to, co sam otrzymał, na co patrzył, czego doświadczył.

Mało kto jeszcze pamięta starą „foskę”, czyli znak przynależności do Ruchu Światło-Życie. Na niebieskim tle biały krzyż i trzy słowa: liturgia, diakonia, martyria. Ostatnie najczęściej kojarzone z męczeństwem. Poprawnie, bo męczeństwo jest najdoskonalszą formą złożonego świadectwa wiary. Ale nie jedyną. Martyr to przede wszystkim świadek. Całym swym życiem wypełniający polecenie, dane uczniom przed Wniebowstąpieniem. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że świadectwo słowa i życia jest sprawdzianem autentyczności wiary. W rekolekcjach ewangelizacyjnych chodzi o to, by posługując się słowami opowiedzieć o tym, czego Jezus dokonał w życiu konkretnego człowieka. Jak to już zostało wspomniane, świadek jest obok głoszących przesłanie jak chromy obok świętego Piotra. Jest żywym „dowodem” na to, że Pan żyje i działa w swoim Kościele.

We wspólnotach ewangelizacyjnych mówi się o dawaniu świadectwa. Zatem dar. Przyjęty, a następnie ofiarowany innym. Świadek daje to, co sam otrzymał, na co patrzył, czego doświadczył. Dlatego świadectwo jest historią o Bogu i o człowieku. Historią, ale nie rozdziałem zamkniętym. To, co się wydarzyło, może się powtórzyć w nowy, zaskakujący sposób. Jeśli słuchający świadectwa otworzy się na działanie Ducha Świętego.

Głoszone podczas rekolekcji ewangelizacyjnych świadectwa można podzielić na trzy grupy. Opowieści o cudownych uzdrowieniach z choroby. Opowieści o wyzwalaniu z grzechu. Opowieści o doświadczaniu Bożej miłości w szarej codzienności wykonywanych obowiązków. Pierwsze i drugie bywają nazywane świadectwami mocnymi. Co nie znaczy, że jedynie one skutecznie poruszają serca i umysły słuchaczy. Wielu z nich nie jest zanurzonych po uszy ani w grzechu, ani w dolegliwościach fizycznych, doświadczając tego, co nazywamy szarzyzną dnia. I w tej szarzyźnie, monotonii obowiązków, trosce „o wiele”, gubi się to, co ważne. „Potrzeba tylko jednego.” Tych ludzi bardziej przekona świadectwo uporządkowanego życia niż świadectwo byłego narkomana.

Spośród wielu usłyszanych podczas ewangelizacji świadectw zapamiętałem jedno. O tym jak regularne korzystanie z sakramentu pojednania leczyło serce z nienawiści do ojca alkoholika. Było w tej opowieści zmaganie się z trudną sytuacją domową i doświadczenie Pana, uzdrawiającego serce. Zapytał później ktoś dlaczego Bóg nie wyzwolił ojca. Bo dokonał – odpowiedziałem – czegoś większego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • kratka
    19.12.2011 23:30
    Słuchając czyjegoś świadectwa, odczuwam moją duchową nędzę... Pewnie dlatego nie potrafię otworzyć się na działanie Ducha Świętego..
  • Gabriela
    20.12.2011 10:36
    Kratka, kiedy ktoś świadczy o Jezusie, nie akcentuje swoich grzechów, ale miłość Jezusa; mówi o tym co dla niego uczynił i to za darmo. Ale tak jak Ty, ma świadomość swoich słabości i nędzy duchowej. Doświadczył jednak przebaczającej miłości Jezusa i dlatego głosi Go innym z radością.
  • Ka_
    20.12.2011 21:05
    Świadek dostaje lanie.
    Takie skojarzenie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie