Żyję po to, by umrzeć

Wydawnictwo Promic Choć fizycznie unieruchomiona Marta nie pozostaje bezczynna. Tysiące osób z całego świata odwiedzają ją, prosząc o modlitwę, duchowe wsparcie, wskazówki w trudnych sytuacjach.

Nie ma tajemnicy Marty Robin, którą trzeba byłoby odszyfrować, jak to ma miejsce w policyjnym śledztwie. Jej tajemnicę stanowi tajemnica Jezusa. Bowiem Marta jest kimś więcej niż Martą. Może powiedzieć jak św. Paweł: „Dla mnie żyć to Chrystus”.

Książkę można wygrać w naszym konkursie

Oto dotarliśmy do końca drogi, którą razem szliśmy. Nie chodziło nam o to, aby wywołać niezdrową ciekawość, ani też rozbudzić nienaturalny smak cudowności, wobec której Marta była nadzwyczaj nieufna. Nie jadła, nie piła, to fakt, ale nie czyniła tego na pokaz. Nigdy nie przypisywała jakiejkolwiek wartości temu narzuconemu postowi, który trwał ponad pięćdziesiąt lat.

Faktem jest też, że zdarzało się Marcie czytać w głębi serca, widzieć przyszłość, ale nie miało to nic wspólnego z wróżbiarstwem. Sytuowała się w innym porządku, jak mawiał Pascal. Właśnie w dniu, w którym przypisano jej intuicję co do mających nastąpić wydarzeń, odpowiedziała: Ja znam łaskę tylko jednego wydarzenia: Przyjścia Pana. To z tej perspektywy należy patrzeć, aby zrozumieć Martę, zamiast robić z jej życia sensację.

Nie ma tajemnicy Marty Robin, którą trzeba byłoby odszyfrować, jak to ma miejsce w policyjnym śledztwie. Jej tajemnicę stanowi tajemnica Jezusa. Bowiem Marta jest kimś więcej niż Martą. Może powiedzieć jak św. Paweł: „Dla mnie żyć to Chrystus”. W jej życiu uobecniają się tajemnice Wcielenia, Męki i Zmartwychwstania Jezusa, którego Wniebowstąpienie przywołuje Zesłanie Ducha Świętego. Sztuka bycia córką Kościoła oznacza dla Marty życie w tej właśnie potrójnej tajemnicy.

Wcielenie
Wcielenie to przede wszystkim zaakceptowanie swej własnej natury ludzkiej, hic et nunc, z tym wszystkim, co ona oznacza, z jej ograniczeniami i uzależnieniami. „Chrystus, najbardziej powszechna miłość Boga”, wciela się w ograniczoność swego krótkiego istnienia historycznego. Ograniczoność! To słowo bardzo odpowiada Marcie! Marta kochała najpierw swoją rodzinną wioskę, swych bliskich, swoją parafię. Przyzwoliła z ufnością na to, by stopniowo zanikały jej zdolności fizyczne: brak snu, brak pokarmu, brak ziemskiego światła. Jej ciało nie wykonywało żadnych ruchów. Była całkowicie uzależniona od otoczenia.

Duch Święty zstępuje na człowieka w jego cielesności i stopniowo przeobraża go, poprzez posłuszeństwo Jego wezwaniom. A to zakłada owo niesłychane ogołocenie, o którym mówi św. Paweł w Liście do Filipian: On [Jezus Chrystus], istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (Flp 2, 6-8).

Męka i zmartwychwstanie
Dla Marty to posłuszeństwo wymagało wyrzeczenia się swych dóbr i więzi uczuciowych. Na wieść o śmierci swojej ukochanej siostry, pani Brosse, Marta nie mogła powstrzymać się od tego, by nie powiedzieć: Wszystko mi zabierze! Ale to dlatego, że wszystko Mu oddała: Już nic nie mam, nic mojego – napisała w 1925 roku. Tylko Ty, o mój Jezu... Tylko Ty jedyny na zawsze! Bądź prawdziwie moim Życiem, moją Miłością i moim Wszystkim! Ona znikała po to, aby On wzrastał. Ukrywała się po to, aby On się objawił.

Kiedyś pewien dziennikarz zapytał ze szczyptą humoru: „Czy trzeba być chorym, aby zobaczyć Boga?”. Olivier Clément odpowiedział: „Trzeba czegoś znacznie więcej – trzeba umrzeć”. Umrzeć dla siebie samego, dla swej własnej woli, pozwolić, by Bóg dokonywał w człowieku swego dzieła. Marta sama była zdziwiona przemianą, która się w niej dokonała. W 1930 roku odnotowała: Moja istota uległa przeobrażeniu równie tajemniczemu, jak głębokiemu. Moje szczęście kaleki w łóżku jest głębokie i trwałe, ponieważ jest boskie. Co za wspaniała praca! Jakie wniebowstąpienie! A ileż agonii własnej woli trzeba było, żeby umrzeć dla siebie samej! Ileż agonii własnej woli – dla niej było to bardzo ważne słowo.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Janunge
    07.02.2012 11:52
    "Nie moja wola , lecz Twoja niech się stanie"...
    kilka razy doświadczyłem już tego odczucia , że wtedy , kiedy oddajemy Bogu pierwszeństwo i przestajemy walczyć , doświadczamy łaski.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie