Rozmnażanie marchewki

„Panie Boże, potrzebujemy dwóch par brązowych sznurówek długości 50 cm, materiału na obrusy, karniszy do firanek i marchewki na obiad”. Siostry z charyzmatycznego zgromadzenia Uczennic Pana Jezusa Chrystusa w USA modlą się konkretnie, bo utrzymują się tylko z tego, co same zrobią lub dostaną. O tym, jak Pan Bóg działa dzisiaj, opowiadała na spotkaniu Magnificatu w Lublinie siostra Bernadette.

Był taki dzień w jej życiu, kiedy bardzo wyraźnie usłyszała w swoim sercu zapewnienie, że będzie bardziej szczęśliwa jako siostra zakonna niż w jakimkolwiek innym stanie. – Głos był tak wyraźny i niósł ze sobą tyle pokoju i radości, że nawet przez chwilę nie miałam wątpliwości, że Pan Bóg mnie powołuje – opowiadała siostra Bernadette podczas lubelskiego spotkania. Kwestią wyboru było tylko zgromadzenie, do jakiego wstąpi. Rozważała różne możliwości, w tym także nowo powstałą wspólnotę charyzmatyczną założoną przez matkę Janinę Stuart. Kiedy jednak dowiedziała się, że siostry w tym zakonie o wszystko się modlą, nie mając po ludzku żadnego zabezpieczenia, uznała, że to przekracza jej możliwości.

– Zwyczajnie się bałam. Kochałam bardzo Pana Boga, ale nie byłam gotowa do życia na krawędzi, jak mi się wtedy wydawało. Siostry modliły się o wszystko, poczynając od jedzenia, przez ubranie, po dach nad głową. Myślałam, że mnie na to nie stać. Chciałam mieć zapewnione jakieś minimum, by czuć się bezpiecznie. Tymczasem ciągle w sercu słyszałam wezwanie, żeby być właśnie tutaj. Prowadziłam więc z Nim dyskusje i pytałam, co będzie, jeśli zabraknie nam jedzenia. Nie wiem, czy potrafię być głodną zakonnicą. Pomyślałam sobie w końcu: dobrze, Panie Boże, ale jeśli umrę z głodu, policzysz mi to jako śmierć męczeńską. Niestety, przez wszystkie lata mojego życia w zakonie nie byłam ani razu głodna – mówi siostra Bernadette.

Hojnie obdarowane
Została przydzielona do pracy w kuchni. Trudno było zaplanować jakiś jadłospis, bo siostry nie wiedziały, czym będą dysponować. Miały trochę zapasów z własnego ogrodu, hodowały też zwierzęta, ale większość produktów otrzymywały w darze od ludzi. – Pamiętam, że to był grudzień i trudno było o warzywa. Zaczęłyśmy się modlić o marchewkę. Ja trochę z niedowierzaniem. Modliłyśmy się chyba z tydzień. Zaczęłam myśleć, że przesadzamy. W końcu mamy inne jedzenie, więc po co zawracamy głowę Panu Bogu jakąś marchewką. Dlatego moje zdumienie nie miało granic, kiedy pewnego dnia na nasze podwórze zajechał samochód ciężarowy i jakiś pan oznajmił nam, że przywiózł dla zgromadzenia marchewkę. Nie było to kilka marchewek czy kilka kilogramów – on przywiózł nam cały ciężarowy samochód marchewki. Zapytałam go, ile tego jest. Odpowiedział po prostu: „Tona”. Tak też zrobiłyśmy marchewkę pod wszelkimi znanymi nam postaciami. Miałyśmy surówkę z marchewki, ciasto marchewkowe, zupę marchewkową, wszystkie nasze zwierzęta jadły marchewkę, a w naszej spiżarni urosła góra przetworów marchewkowych. Pomyślałam sobie wtedy: „Panie Boże, przesadziłeś”. Zapytałam więc na modlitwie, dlaczego dał nam aż tyle. Usłyszałam wyraźną odpowiedź: „Żebyście wiedziały, że Ja jestem Panem Bogiem wielkim i hojnie obdarowuję moje dzieci”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie