Kapłan do bólu potrzebny

Jest ich kilkunastu. Jak sami mówią, spełniają najbardziej dojrzałą posługę: kapłańską i ludzką, doczesną i wieczną. Odwiedzamy niektórych z nich i rozmawiamy z księżmi z płockich Winiar, z Ciechanowa i Makowa Mazowieckiego.

Szpital to coś więcej
– Już sama obecność księdza jest ważna. Ona pokazuje choremu jeszcze inne, głębsze odniesienie do trudnej sytuacji zdrowotnej. W szpitalu, gdzie są jednakowe uniformy służby zdrowia, rzuca się w oczy ksiądz w sutannie, z komżą i stułą. To sygnał, żeby inaczej spojrzeć na siebie i na chorobę. Wielu ludzi po prostu nie wierzy, że Bóg może im pomóc. Z drugiej strony nie zawsze są gotowi. Ale w tym może pomóc sam szpital: nie tylko w wyzdrowieniu, ale również w przemyśleniu ważnych spraw dotyczących życia i wiary. Jest to przestrzeń, gdzie jest więcej czasu na bycie sam na sam ze sobą, na zebranie myśli, osobistą modlitwę. To wprowadza ład w człowieku, chyba że ktoś wypełni swój czas przy laptopie czy telewizji – mówi ks. Tomasz Markowicz, kapelan Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku.

– Przecież tutaj chory nie tylko czeka na odpowiedni lek, badanie czy operację. Nie jest jednostką chorobową, ale osobą, z całą swą wrażliwością, lękiem i nadzieją. Tak właśnie patrzę na chorych w naszym szpitalu. Spokojnie, przez rozmowę i modlitwę chcę uświadamiać, że uzdrowienia potrzebuje nie tylko ciało, ale również dusza – opowiada kapelan. Często powtarza pacjentom, którzy zmagają się z chorobą i może nie chcą jej zaakceptować, że Bóg jest z nimi. – On naprawdę wyciąga rękę, aby pomóc, abyśmy z Nim przeżyli ten stan słabości. Wielu tak nie chce, bo myślą, że w szpitalu spędzą tylko chwilę, a później wszystko wróci do normy – dodaje ks. Tomasz.

A jak wierzy sam kapelan, gdy patrzy na cierpienie i umieranie, i musi wydobyć z siebie słowo pociechy dla chorych i ich rodzin? – Ja po prostu wierzę, że Bóg jest! Bardziej już tego nie analizuję – mówi. Jego posługa to nie tylko spowiedź i sprawowanie sakramentu namaszczenia. – Kiedyś przed operacją pewnemu pacjentowi udzieliłem chrztu. Ale kiedy idę z Najświętszym Sakramentem i pytam chorych o spowiedź, Komunię świętą, to namacalnie szukam i duchowo uczestniczę w walce o tych, których Bóg jeszcze nie dotknął i nie umocnił – podkreśla ks. Markowicz.

Czasem trudno znaleźć słowa
To swoiste duchowe pogotowie: pełna dyspozycyjność, codzienne bycie z chorymi i pokazywanie sensu cierpienia – tak o swojej posłudze mówi kapelan ciechanowskiego szpitala, ks. Marek Trymers. – Czasami trudno znaleźć słowa, wtedy modlę się przy chorym. Gdy widzę, że stan zdrowia jest poważny, częściej wracam i modlę się. Wspólny pacierz więcej znaczy niż słowa pocieszenia. Wiem, że muszę ważyć słowa. Gdy idę na oddział, pytam najprościej: jak minęła noc, czy nie boli, czy odwiedziła rodzina. W tym musi być dużo uśmiechu, trochę żartu – opowiada ksiądz kapelan.

Zauważa, że osoby dojrzałe i starsze bardzo życzliwie traktują jego posługę i są wdzięczne. Inaczej jest z młodymi, zwłaszcza z pacjentami po wypadkach drogowych. – Młodzi nie korzystają z sakramentów. Dwóch chłopaków uratowało się z wypadku, gdy wracali z dyskoteki. Ich dwóch kolegów zginęło na miejscu. Ci ocaleli, ale zachowują się, jakby nie było wypadku: w głos się śmieją, palą papierosy, nawet szydzą z księdza, ironicznie mówiąc: „nic się nie stało” – zauważa ks. Trymers. Dodaje, że najtrudniejsze oddziały, które odwiedza, to hospicjum i onkologia. – Te odwiedziny uczą dojrzałego spojrzenia na życie i świat. Słowa pocieszenia tam się nie liczą. Tam liczą się wiara i sakramenty, człowiek niewiele już może, wszystko może tylko Bóg – podkreśla ksiądz kapelan.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie