U Boga czas płynie inaczej

Dariusz jest urzędnikiem państwowym. Ma kolejne mieszkanie, samochód i mnóstwo pieniędzy. Mimo swoich 48 lat, chce zostawić wszystko i pójść drogą do kapłaństwa.

Był piękny majowy dzień. Dariusz, student II roku Akademii Ekonomicznej, nie widział tego piękna ani w ogóle sensu swojego życia. Wyszedł z akademika z głębokim poczuciem pustki i wewnętrznym pytaniem: „Jeśli moje życie ma tak wyglądać, to po co żyć?”. W głowie kołatała się tylko jedna myśl: „Co zrobić – zapić się czy…” i poszedł do kościoła ojców kapucynów. Tam padł na klęczki w przedsionku i przez fioletowy witraż zobaczył cień krzyża. Był tam kilkanaście minut, a po wyjściu zobaczył... wszystko na nowo. Jego życie zaczęło się zmieniać, tak że koledzy „od szklanki” chcieli go „ratować”. Dziś, ponad 25 lat od tych wydarzeń, chce zrealizować swoje pragnienie i wstąpić do seminarium.

Tęsknota za akceptacją

– Pochodzę z małej miejscowości pod Wałbrzychem. Mój tato nadużywał alkoholu. Od początku mojego świadomego życia chciałem wyjechać z domu. To dlatego wybrałem szkołę średnią z internatem w Świdnicy – opowiada Dariusz. W jego domu religia była jednak zawsze obecna, chociaż niekoniecznie były w niej elementy wiary. – Zwiewałem z Mszy św., ale zawsze potrafiłem powiedzieć rodzicom, który ksiądz odprawiał – mówi. Patrząc przez pryzmat kilkudziesięciu lat, Darek cieszy się, że w jego podświadomości istniały wartości chrześcijańskie, które nie pozwoliły mu zaprzeczyć istnieniu Boga i żyć w grzechu ciężkim.

W świdnickim internacie pojawiły się pierwsze „przygody” alkoholowe. Jak zaznacza, to on uczył pić starszych. Po co? By im zaimponować. – Zawsze czułem się jakiś inny; przede wszystkim samotny, a alkohol i koledzy pozwalali o tym zapomnieć – opowiada. Po maturze zdał egzaminy wstępne na wrocławską Akademię Ekonomiczną. Jego studiowanie nie było ukierunkowane na zdobywanie wiedzy. – Do Wrocławia przyjechałem tylko po to, by wziąć kasę i pohulać między egzaminami. W „Ślężaku” bawiliśmy się świetnie. Na drugim roku doszło do tego, że ciągle się zapijałem i nie miałem już czasu na egzaminy, co skończyło się dziekanką. Nawet to nie powstrzymało mnie przed dalszym korzystaniem z życia – mówi. Mimo że był w centrum zainteresowania, towarzyszyło mu jeszcze większe poczucie bezsensu i samotności.

Odkrywanie powołania

– Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Po wyjściu z kościoła od kapucynów czułem się bardzo lekki. To było niesamowite uczucie – wspomina Dariusz. Były wtedy Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej – dobra okazja, by wypić, ale on już nie był tym zainteresowany. – Na początku myśleli, że się zgrywam, potem się denerwowali i zaczęli mi na swoich imprezach „wrzucać” panienki do pokoju. Mnie to nie ruszało, a oni przychodzili rano popatrzeć, czy jest dziura w suficie i czy już poszedłem do nieba – opowiada. Wspomina też momenty, które nawet dla niego samego były zaskakujące. – Gdy rzuciłem hasło, że robimy wigilię, to wszyscy podjęli temat. Nie wiedziałem, skąd mi się to wzięło. Było coś do jedzenia i opłatek. Złapaliśmy się za ręce i składaliśmy sobie życzenia. Nawet najwięksi twardziele płakali – mówi.

Po pewnym czasie Dariusz zaczął angażować się w życie duszpasterstw akademickich, najpierw „Stygmatyka”, a potem u ojców jezuitów. Ciągle w głowie kołatały się jednak pytania. Pewnego razu, jadąc z kolegą tramwajem ulicą Grabiszyńską, zobaczył na kościele św. Elżbiety zaproszenie na katechezy neokatechumenalne. – Kolega powiedział, że idziemy, a ja zażartowałem, że... jeszcze ze mnie świętego zrobi. Jak wszedłem do kościoła, usłyszałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. To był dopiero początek.

We wspólnocie jest już 25 lat. Od tamtej pory wiele się wydarzyło. Wiele razy pojawiała się myśl, by wybrać drogę kapłaństwa. – Ostatecznie zdecydowałem się dopiero teraz, gdy mam 48 lat. Czuję ogromne powołanie. Nie było mi łatwo podjąć to wyzwanie, bo przez 15 lat byłem zaangażowany w związek z dziewczyną. Kolejne 8 trwał „odwyk” od niej. W sumie 23 lata w plecy. Dopiero teraz stałem się wolny i jednocześnie zdolny do odkrycia mojej drogi – opowiada.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie