Tam inaczej czas płynie

Przekraczając ten próg, ma się wrażenie, że wchodzimy do zupełnie innego świata. Nie wiesz nigdy, co cię spotka… A jednak wrocławscy studenci są tam dwa razy w miesiącu.

Schronisko dla bezdomnych mężczyzn w Szczodrem może przyjąć około 90 osób. Zimą te zasady muszą zostać zawieszone. Schronienie znajduje tu 200 podopiecznych. – Zwróciłem kiedyś uwagę, jak bardzo zhermetyzowane i dzikie jest to miejsce – mówi Andrzej Ptak, wicedyrektor schroniska. – Osoby, które tu wpadają w różnych okolicznościach, często skazujemy jedynie na bycie. Te warunki sprawiają, że anomalie narastają – podkreśla. Postanowił temu procesowi powiedzieć: „nie”. Pomagają mu studenci z Duszpasterstwa Akademickiego „Dominik”.

Kilka lat temu pan Andrzej poprosił dominikanów, by wśród młodych zaangażowanych w prowadzone przez nich duszpasterstwo powstała grupa, które regularnie odwiedzałaby schronisko. – Początkowo chciałem, by te wizyty miały formę warsztatów duchowych – wyznaje. – Z czasem zauważyłem, że bardziej powinno chodzić o zwyczajne spotkanie i bycie razem. Dziś poza wspólną modlitwą kilkuosobowa grupa młodych ludzi, która dwa razy w miesiącu odwiedza Szczodre, animuje koncerty, przygotowuje seanse filmowe dla bezdomnych i akcje w stylu tworzenia choinkowych ozdób. – Chodzi tutaj bardziej o to, co A. de Saint-Exupéry nazwał wzajemnym oswajaniem się, czyli o swoistego rodzaju przyjaźń, niż o ścisłe ewangelizowanie. Język Ewangelii dla tych osób jest trudny i lepiej, jeśli jej głoszenie dokonuje się przez obecność – zauważa A. Ptak.

– Wchodząc tam, człowiek jest onieśmielony – zauważa Magda, studentka polonistyki, odpowiedzialna za „Akcję Szczodre” w DA „Dominik”. – Trudno czuć się swobodnie i mimo że odwiedzam schronisko od dłuższego czasu, zawsze przed wyjazdem są pewne obawy – podkreśla. Dodaje jednak, że rozmowy i świadectwa z bezdomnymi pozostają na długo w pamięci. – Otwierają się, opowiadają o sobie i o tym, jak trafili do schroniska. Mówią o swoich błędach. Przestrzegają przed złymi zachowaniami. Wskazują, że warto coś w życiu docenić.

Jej kolega Maks, student farmacji, mówi wprost: – Te wyjazdy zmieniły mój stosunek do ludzi bezdomnych, których codziennie spotykam na ulicach Wrocławia. Wcześniej nigdy nie wyobrażałem sobie, że między mną a nimi może wytworzyć się jakaś więź, braterstwo. Tutaj ono się rodzi – zaznacza. Studenci zgodnie podkreślają, że spotkania w Szczodrem ułatwiają przebić się przez zewnętrzną warstwę i odkryć w podopiecznych schroniska ich człowieczeństwo. – Każda rozmowa uczy pokory, bo uświadamiasz sobie, że osoba, która stoi przed tobą, tak naprawdę niewiele różni się od ciebie – wyznaje Maks.

Młodzi wolontariusze zwracają także uwagę, że od mieszkańców schroniska można się wiele nauczyć. – Na przykład spokoju – tłumaczą. – Tam czas płynie inaczej. My jesteśmy zabiegani, a każda porażka jest najważniejsza na świecie. Kiedy na przykład nie zdamy egzaminu, świat się wali i mówimy sobie: „to koniec”. Tymczasem tam widzę człowieka, który nie ma domu, rodziny, jest w totalnym dołku i cieszy się z tego, że możemy sobie obejrzeć film. Gdybyśmy nie przyjechali, może siedziałby i grał w karty.

Stąd można wyjść

Andrzej Ptak, wicedyrektor schroniska dla bezdomnych mężczyzn im. św. Brata Alberta w Szczodrem

– Musimy liczyć się z tym, że mieszkaniec wchodząc do schroniska, „zapada się”. Ten dom zaczyna go przejmować. Stawałem przed pytaniem: jak uruchomić mechanizm, który skłoniłby tych ludzi do wyjścia stąd? Rozwiązanie widziałem w spotkaniu z osobami pozornie obcymi, z innego świata, jakimi są dla naszych podopiecznych studenci z duszpasterstwa. W tym domu jest wiele piękna, które jest ukryte. Mieszkaniec schroniska, gdy wychodzi na zewnątrz, czuje się trochę jak dzikie zwierzę. Często się mówi, że tu najgorszy przestępca jest grzeczny. Owszem, może to wiązać się z pewnym reżimem, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że bardziej chodzi o to, że on tu nie musi być zły. W świecie konfrontuje się z rzeczywistością, która go przeraża, bo od niej odwykł. Przez to czuje się naznaczony, inny i gorszy. Gdzie ma wracać, skoro czuje się tak wyizolowany? To przedsięwzięcie, które udaje się dzięki dominikanom realizować, powoduje otwarcie. Nasi podopieczni przestają się bać obcych. Wiedzą, że nie wszyscy obcy są źli, i że wychodzenie do świata jest możliwe.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie