Mam dom

Zbiegiem i tułaczem będziesz na ziemi… Komu tak Bóg powiedział? Kainowi? Chyba tak. Czy ktoś taki może znaleźć swój dom?

Teza brzmi: dzięki sakramentom w Kościele czujemy się jak w domu – zasugerował mój rozmówca. Brr, cóż za karkołomne stwierdzenie? Jak ja nie lubię takich wydumanych tematów! – pomyślałem. Może ktoś w Kościele czuje się jak w domu, ale... jeśli nawet tak jest, to jak czyjeś uczucia ująć w słowa? No i jak przekonywać wszystkich, że mają czuć to samo?

Potem zacząłem się zastanawiać, czym jest dom. Miejscem które daje poczucie bezpieczeństwa, czymś do czego się tęskni podczas (wakacyjnej)  tułaczki, oazą swojskości, z której wychodzi się w nie zawsze sympatyczny świat…. To byłoby zbyt proste. Przecież młodzi tęsknią za wyrwaniem się z domu, a i całkiem dorosłym domowe relacje czasem mocno doskwierają. Nie ma co idealizować domu. Połowa ewentualnych czytelników takiego tekstu wzruszy ramionami, że to puste slogany…

Ale potem pomyślałem sobie, że nawet jeśli te nasze ziemskie domy są byle jakie, to jakoś każdy z nas czuje, jaki powinien być ten jedyny, najlepszy. I każdy chyba jakoś za takim domem tęskni. Z czasem, gdy upływają lata, przedmiot tęsknoty coraz rzadziej jest ulokowany na tym świecie. Coraz częściej staje się szczęśliwą przystanią w wieczności. Tam, gdzie nie będzie krzywd, chorób, cierpienia i śmierci…

A potem przypomniała mi się rozmowa, z pewnym „niespokojnym duchem”. Opowiadał o tęsknocie, która, gdy jest w jednym miejscu, każe mu gnać w drugie, a kiedy już jest w drugim przypomina mu o kolejnych. „To nie tylko miejsca. To też ludzie. Nie mieszczą się już wszyscy w moim sercu, a przecież byli tak wspaniali”. „Przecież to Cię kiedyś zje. Masz na to jakieś lekarstwo albo znieczulacz?” – zapytałem. „Niebo” – uśmiechem odpowiedział. „Widzisz, jeśli czegoś zazdroszczę Panu Bogu, to tego, że potrafi być jednocześnie wszędzie i z wszystkimi” – dodał. „Ale – zastanowił się przez chwilę – kiedy siedzę na Eucharystii, ta tęsknota mija. Trochę jakbym był wtedy już w niebie i spotykał się z wszystkimi swoimi znajomymi z wszystkich czasów”.

No tak. Dla Niego Eucharystia była przedsmakiem nieba. A niebo domem, w którym będzie miał czas dla wszystkich swoich ukochanych gości. Chyba coś jednak w tym jest.

Chrzest przyjęliśmy bez świadomości tego, co się z nami dzieje. Bierzmowanie – dawno temu. Podobnie jest z innymi sakramentami. Dwa z nich – te przyjmowane najczęściej, Eucharystia i sakrament pokuty – faktycznie mogą nam dać poczucie odnalezienia domu. Eucharystia – jednego wielkiego tu i teraz, podczas którego Chrystus jednoczy dawno zapomnianych przyjaciół. Spowiedź – przebaczenia, dzięki któremu zapiekli w gniewie czy broniący się przed przyznaniem się do własnych słabości dźwigamy się z klęczek by odnajdować radość w poczuciu, że mimo wszystko Bóg się nami cieszy.

„Patrz: ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Przymierza mieszka w namiocie” – powiedział niegdyś Dawid do proroka Natana. Bóg jednak nie pozwolił Dawidowi wybudować sobie domu. Sam zatroszczył się o jego – dom, ród, rodzinę. My też budujemy Bogu domy, kościoły. Ale tak naprawdę to On troszczy się o nasz dom. Ten w wieczności. A dzięki sakramentom, daje nam przedsmak nieba.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie