Wymień się noclegiem

Chcesz znaleźć darmowy nocleg w dowolnym miejscu na świecie? A może potrzebujesz tylko przewodnika lub kogoś, kto zaprosi cię na obiad?

Nic prostszego. Wystarczy zarejestrować się w jednym z portali społecznościowych, którego członkowie oferują takie usługi. Jest tylko jeden istotny szczegół – sam też musisz być gotowy na przyjęcie innych. Na profilu umieszczasz informacje o sobie: zainteresowania, znajomość języków, zdjęcia. Zaznaczasz, co możesz zaoferować gościom i czego oczekujesz w zamian. Być może już wkrótce ktoś zechce u ciebie przenocować.

Dom pełen gości

W najpopularniejszym portalu tego typu, Couchsurfing.org, zarejestrowało się już 2 mln użytkowników z ok. 240 krajów. Polacy stanowią 2,2 proc. wszystkich „kanapowców” (couch to po angielsku kanapa). Projekt zarabia milion dolarów rocznie. Pieniądze pochodzą z datków i nieobowiązkowej weryfikacji adresu zamieszkania, zwiększającej bezpieczeństwo kontaktu z innymi użytkownikami. Są też inne podobne serwisy, np. Hospitality Club czy – nieco bardziej specjalistyczny – Pasporta Servo, ułatwiający zdobycie noclegu esperantystom.

Krzysiek Kusz, na co dzień pracujący jako kamerzysta, o Couchsurfingu dowiedział się od znajomych. – Zapisaliśmy się tam z żoną – opowiada. – Myśleliśmy z Elą, że to raczej my będziemy jeździć po świecie. A tu okazało się, że przez parę miesięcy prawie codziennie mieliśmy gości. Przez nasze mieszkanie przewinęło się już ok. 50 osób.

Mimo to Krzysiek nie żałuje. Odwiedziło go mnóstwo ciekawych osób z całego świata. Pojawił się słynny Hindus, który przemierza świat na rowerze (notabene okazał się bardziej marketingowcem niż pasjonatem kolarstwa). Ksiądz z Węgier przyjechał po sutannę, bo podobno u nas są tańsze. Japonka przyrządziła dla gospodarzy sushi.

Przykra niespodzianka w postaci pijanych gości zdarzyła się tylko raz. Poza tym jeden z „kanapowców” nie przyjechał, nie zawiadamiając o tym. – Przygotowałem dla niego obiad, a on się nie zjawił. Od razu wpisałem mu na portalu negatywną opinię – wspomina kamerzysta.

Sto procent zaufania

Oceny i komentarze są właściwie jedyną obroną uczestników Couchsurfingu przed nieuczciwością. Bo cały projekt opiera się na zaufaniu. – Ludzie nieraz zostawiają do dyspozycji całe mieszkanie – zaznacza Krzysiek Kusz. – Zresztą czego tu się bać? Telewizora nie mam, pieniądze trzymam na koncie, więc co mi się może stać?

Za to korzyści z uczestnictwa w programie są ogromne. Krzysiek właśnie wrócił z Kanady, gdzie całą trasę oparł właściwie na Couchsurfingu. – Kiedy przyjechaliśmy do Gordona, który mieszka na północy Kanady, mieliśmy już przygotowane ciepłe ubrania. Od razu mogliśmy pójść oglądać zorzę polarną – uśmiecha się kamerzysta. Sam gości odwiedzających go w Katowicach zabiera na Nikiszowiec, pokazuje im Spodek i tereny poprzemysłowe.

Przemysław Białkowski, dziennikarz Polsat News, korzystał z Couchsurfingu, podróżując z kolegą po Ameryce Płd. Uczestnictwo w serwisie przydało mu się także podczas wyprawy do Skandynawii. – W Malmö mieliśmy mały problem, bo dziewczyna, u której mieliśmy mieszkać, początkowo nie odbierała telefonu. Wydawało się, że nocleg przepadł, ale sprawdziłem raz jeszcze numer i uświadomiłem sobie, że musiała się pomylić: podała duński numer kierunkowy zamiast szwedzkiego. Na pograniczu dwóch państw taka pomyłka mogła się zdarzyć. Raz jeszcze zadzwoniłem do niej i wszystko się wyjaśniło. Wprawdzie nie mogła się już z nami spotkać, ale mieszkanie, jakby żywcem wyjęte z Ikei, czekało na nas. Klucz leżał pod drzwiami. Sto procent zaufania.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie