Wyłudzą miliony?

Tutaj nikt nie ukrywa, że chodzi o pieniądze. Szkoda, że przy okazji cierpi na tym dobre imię zakonników.

Kampania medialna skierowana przeciwko Misjonarzom Świętej Rodziny, którzy odzyskali swoją własność po przeszło 50 latach użytkowania jej przez państwo, nabiera rozpędu. Wokół zamku na Szczytniku, niewielkiego wzniesienia w Kotlinie Kłodzkiej, gromadzą się czarne chmury pomówień, uproszczeń i podejrzeń. Chodzi o pieniądze, o 16 mln, których powiat kłodzki żąda od Skarbu Państwa tytułem odszkodowania za utratę budynku („zamku”). Pieniądze są potrzebne na wybudowanie nowego Domu Pomocy Społecznej dla dotychczasowych mieszkańców zamku, upośledzonych umysłowo chłopców i mężczyzn. Cel godny uznania, tym bardziej że DPS mieszczący się w budynku o kiepskim stanie technicznym z trudem spełnia wymogi obowiązujące tego rodzaju placówki. Problem jednak w tym, że powiatowi kłodzkiemu brakuje tytułu do wysuwanych roszczeń. Czy Skarb Państwa da się naciągnąć na milionowe odszkodowanie? Dla pensjonariuszy DPS byłoby to powodem do radości. Dla systemu prawnego – porażką.

Prawo i bezprawie

Rok 1930. Misjonarze Świętej Rodziny prowincji niemieckiej zakładają na Szczytniku Szkołę Misyjną „Regina Pacis” (Królowa Pokoju). W tym czasie finalizują umowę kupna posiadłości, którą w roku 1832 wybudował jako zamek myśliwski Leopold von Hochberg, a której właścicielem ostatecznie stała się firma budowlana Spechta z Berlina. Zgromadzenie Misjonarzy Świętej Rodziny powstało w Holandii, jednak w Niemczech mogło działać prawnie wyłącznie jako stowarzyszenie. Dlatego stroną w umowie kupna nieruchomości jest Ravengiesburg „Maria Hilfe”. Misjonarze przez kolejne 10 lat rozbudowują posiadłość, tak by w 1936 r. stała się siedzibą szkoły i Wschodnio-Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny. W tym czasie mieszka tu 30 kapłanów, 39 braci zakonnych, 5 nowicjuszy i 200 uczniów.

Rok 1945. Ksiądz Gerard Szajor z Polskiej Prowincji Misjonarzy Świętej Rodziny zostaje pierwszym przełożonym domu zakonnego na Szczytniku w Szczytnej, gdzie natychmiast organizuje niższe seminarium duchowne. Część zamku zostaje wydzierżawiona Państwowemu Prewentorium Przeciwgruźliczemu dla dzieci górników.

Rok 1952. Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa zamykają niższe seminarium duchowne i bez żadnego tytułu prawnego siłą zajmują dom zakonny i wyrzucają misjonarzy z ich własności na bruk. Duchowni osiedlają się w pomieszczeniach dla służby i w pobliskiej leśniczówce.

Kto jest kim

W publikacjach szkalujących dobre imię Misjonarzy Świętej Rodziny najczęstszym nadużyciem jest odmawianie polskiej prowincji prawa do przejęcia majątku po swoich niemieckich braciach. Dziennikarze opisujący konflikt między misjonarzami a powiatem pomijają podstawowe fakty prawne określające zasady, na jakich ojcowie polskiej prowincji misjonarzy stali się spadkobiercami i kontynuatorami misjonarzy niemieckich.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • normalny
    10.06.2012 09:15
    Powiedz skąd to wszystko kościół miał? Czy księża ciężko pracowali? Ten majątek, to majątek wszystkich katolików, z tym że katolicy jako wspólnota nigdy o tym nie decydowali, a komuniści w ramach reformy rolnej ten majątek, ziemie dali chłopom. Kościół wchodził w posiadanie majątków w bardzo różny sposób.Przypominam, że w ramach rekompensaty w 1950 roku powstał Fundusz kościelny, który działa już ponad 60 lat i jest dzisiaj suma około 100 milionów złotych rocznie!! A jakie sposoby miał kosciół na pozyskiwanie majątków oprócz mordowania i rabowania? Poczytaj
    Kler opracował gruby katalog sposobów na
    wyciąganie kasy. W pełni kontrolował życie
    publiczne, wykorzystywał monopol w edukacji,
    informacji (jedynym medium publicznym była
    ambona) i w kulturze. Oto niektóre sposoby:

    Iura stolae – prawo stuły – opłaty za
    chrzty, śluby, pogrzeby i inne czynności
    religijne. Największe żniwa urządzał kler na
    pogrzebach. Magnackie były wielodniowymi
    uroczystymi widowiskami z armią księży i
    zakonników w rolach głównych.

    Na przykład w roku 1646 za trumną hetmana
    Stanisława Koniecpolskiego – właściciela 16
    miast i miasteczek oraz ponad 200 wsi – szło
    142 zakonników i nie mniej księży dowodzonych
    przez biskupów. Za trumną hetmana Józefa
    Potockiego w roku 1751 szło... 324 księży
    katolickich i 150 unickich!

    Skromniejsze pogrzeby ziemiańskie i
    mieszczańskie potrafi ły poważnie uszczuplić
    zasoby rodziny. Słono płatne były też pogrzeby
    chłopskie, które omówimy w części dotyczącej
    poddanych.

    Klechy nie odpuścili nawet innowiercom.

    Już w roku 1420 biskupi na synodzie kaliskim
    postanowili, że Żydzi mają płacić proboszczom
    za pogrzeby swoich bliskich takie same opłaty jak
    parafianie. I to stało się prawem!

    Opłaty za sądy kościelne – Kościół
    wywalczył sobie pełne prawa sądownicze wobec
    poddanych w swoich dobrach, do orzekania kary
    śmierci włącznie. Była to kopalnia złota, bo
    ludzie kłócili się i będą się kłócić
    zawsze. O przywilej sądowniczy biskupi zaciekle
    walczyli przez cały okres rozbicia dzielnicowego,
    nie cofając się przed osłabianiem państwa,
    pospolitą zdradą, spiskami przeciwko
    książętom, rzucaniem na nich klątw,
    skłócaniem i szczuciem jednych na drugich.

    Sądy duchowne sądziły całą ludność Polski
    niezależnie od stanu, poddaństwa i wyznania w
    sprawach wiary, obyczajowych, małżeńskich,
    spadkowych, uchylania się od dziesięcin,
    kradzieży mienia kościelnego.

    Wszystko podlegało opłacie, kasa płynęła
    rzeką. Tysiące naszych przodków wszystkich
    stanów sądy kościelne doprowadziły do ruiny.

    Iura menta – opłata za występowanie duchownego
    (jako adwokata) obok petenta w sądach, także
    świeckich.

    Rzecz cała sprowadzała się na ogół do
    poręczenia za oskarżonego, którego udzielał
    ksiądz. Oczywiście, wina była tu najmniej
    ważna, liczyła się kasa za poręczenie.

    Konfiskata majątku „heretyków” – majątek
    innowierców był konfiskowany, a lwią część
    zagarniał „poszkodowany herezją” Kościół.
    Po 1/4 zagarniali: donosiciel; trybunał
    inkwizycyjny, biskup; papież (o to szły
    kłótnie, bo... orzynali Ojca Świętego!);
    władza świecka.

    Znaczne nasilenie konfiskat nastąpiło po wydaniu
    w roku 1424 przez Władysława Jagiełłę
    (naciskanego przez papieża Marcina V) edyktu
    wieluńskiego. Na jego mocy „herezja” – jako
    obraza majestatu – była karana śmiercią i
    konfiskatą majątku. Masowe prześladowania
    dotknęły wówczas polskich światłych
    husytów.

    Takie procesy ucięła reformacja w połowie XVI
    w., ale natychmiast Kościół zastąpił je
    procesami o „bluźnierstwo” (patrz niżej –
    grzywny od innowierców). Tu donosiciel zgarniał
    aż połowę majątku skazanego, przez co
    fałszywych oskarżeń, często ze strony
    proboszczów, było co niemiara. Bywało, że
    bogatego „heretyka” karano grzywną i
    obowiązkową pielgrzymką. Mógł on na
    pielgrzymkę wysłać... zastępcę – za
    dodatkową opłatę złożoną Kościołowi,
    oczywiście.

    Żydów ścigano sfałszowanymi procesami o
    „mordy rytualne” i profanację hostii.

    Gminy żydowskie dawały łapówki, by uniknąć
    procesów i pogromów.

    Trybunał Koronny – na 33 deputatów było w nim
    6 duchownych. Deputatów szlacheckich wybierały
    sejmiki co rok.

    Byli to najczęściej niewykształceni szlachcice,
    klienci magnatów.

    Z uwagi na katolicki charakter państwa i fakt,
    że duchowni byli jako tako wykształceni, w
    rzeczywistości to Kościół trząsł Trybunałem
    (tak jak teraz trzęsie Sejmem).

    Technika była prosta: w sprawach wielkiej wagi
    dla wiary i Kościoła (wagi KASY, rzecz jasna)
    ustalano skład Trybunału: 6 przedstawicieli
    szlachty (z tych posłusznych) i 6 duchownych. Po
    czym szły na szybką ścieżkę legislacyjną,
    np. „rejestr ariański”. Niewygodne dekrety
    (często w interesie państwa) szły na dno
    szafy.

    To i pole do korupcji było niebywałe.

    Niewydolność i korupcja katolickiego Trybunału
    były jedną z przyczyn rozkładu państwa. Polska
    musiała upaść. Sądy usprawnili dopiero zaborcy
    dzięki pogonieniu z nich czarnych pasożytów, co
    też znacznie ograniczyło korupcję.

    Grzywny od innowierców – opanowanie Trybunału
    Koronnego pozwoliło pazernej bestii rzucić się
    do gardeł innowiercom. Szlachtę ewangelicką i
    prawosławną ścigano procesami o dziesięciny i
    zmuszanie chłopów do pracy w katolickie
    święta.

    Za byle przewinienie wytaczano ewangelikom procesy
    „o bluźnierstwo”, karano grzywnami, np. za
    niezdjęcie czapki przed katolicką procesją.
    Mnożyły się prowokacje ze strony proboszczów,
    klasztorów.

    Pogromy protestantów wszczynane przez uczniów
    szkół jezuickich kończyły się wyrokami
    skazującymi... ewangelików na grzywny i
    odszkodowania dla klasztorów i kościołów,
    głównie jezuitów; apelacje ciągnęły się
    latami.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie