Uroki regionalnej samoedukacji

Czyli rzecz o historii Polski, Górnego Śląska i sześciu arcyciekawych wiekach.

Ze sporym zainteresowaniem przeczytałem wczorajszy komentarz Jacka Dziedziny, a dziś pozwalam sobie dorzucić swoje trzy grosze. Autor tekstu Skąd dokąd słusznie ubolewa nad reformą nauczania na poziomie gimnazjalnym, która najprawdopodobniej sprawi, że wiedza historyczna młodych ludzi będzie jeszcze uboższa niż do tej pory. Jako pasjonat górnośląskiej historii coś o tym wiem.

Co prawda w szkole podstawowej i średniej lekcji historii nikt nam drastycznie nie redukował, jednak o dziejach regionu, w którym się urodziłem i w którym od pokoleń mieszka cała moja rodzina, nie można się było dowiedzieć zbyt wiele.

Ukraińskie Dzikie Pola, stepy akermańskie i inne Litwy – ojczyzny bynajmniej nie moje – omawiano szczegółowo, natomiast na historię Górnego Śląska autorzy podręczników i nauczyciele jakoś nie bardzo mieli ochotę zwracać uwagi. Widać taki już los tej ziemi, która po tym, gdy Kazimierz Wielki w 1348 roku zrzekł się do niej praw na rzecz króla Jana Luksemburskiego, przez sześć kolejnych stuleci przechodziła pod panowanie czeskie, austriackie, pruskie...

Arcyciekawe wydarzenia miały na Śląsku miejsce przez te 600 lat, ale jakoś nikt mi o nich w czasie mojej szkolnej edukacji nie chciał opowiadać. Nie ma jednak co załamywać rąk z tego powodu i pielęgnować w sobie "poczucia śląskiej krzywdy". Wszak samoedukacja też ma swoje uroki, a poza tym coraz częściej słyszy się, że żyjemy w tzw. Europie regionów i tematyka regionalna – jako swoiste antidotum na wszechogarniającą nas globalizację - jest dziś po prostu modna.

Widać to chociażby na rynku wydawniczym. Pod koniec ubiegłego roku ukazała się znakomita, polsko-niemiecko-czeska Historia Górnego Śląska opublikowana przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Kilka dni temu Edukacjaregionalna.pl podała, że najpóźniej w 2014 roku uczniowie i nauczyciele na Górnym Śląsku będą mieli możliwość korzystania z pierwszego podręcznika edukacji regionalnej.

I na koniec prawdziwa "wisienka" – kapitalna, wydana dopiero co książka Michała Smolorza "Śląsk wymyślony", w której znany publicysta analizuje śląskość m.in. w kinie, radiu, telewizyjnych reklamach, czy teledyskach do tzw. szlagrów (najczęściej tandetnych utworów muzycznych, uchodzących za śląskie i ludowe).

Kazimierz Kutz napisał wczoraj o erudycyjnej publikacji Smolorza na łamach katowickiej "Gazety Wyborczej" tak: "dzieło ma bardzo dobrą, lapidarnie opowiedzianą historię Górnego Śląską. Tę część polecam wszystkim nauczycielom. Przyda im się bardzo na co dzień, a kiedy nadejdzie czas i gdy w szkołach uczyć będzie można nie tylko języka regionalnego, ale i historii Śląska, będzie jak znalazł".

Nic dodać, nic ująć.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie