Wiosna dżihadu

O islamskiej międzynarodówce, „religii pokoju” i okresie przejściowym na obcinanie rąk z dr. Bartłomiejem Grysą rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Końca krwawego konfliktu w Syrii nie widać. Żadna strona nie chce ustąpić, Zachód też nie będzie interweniował. Czy sytuacja jest patowa?

Dr Bartłomiej Grysa: – W pewnym sensie tak. Tam ścierają się interesy wielkich mocarstw. Syria jest bramą do Iranu, a na Iran ma ochotę Zachód, ale z kolei za Iranem stoją Chiny.

Kto z kim właściwie walczy w Syrii – reżim z ruchem obywatelskim czy reżim z dżihadowską międzynarodówką?

– Myślę, że to nie obywatele wszczęli tę rewolucję. W ogóle nie lubię tego określenia – „wiosna arabska”, bo raczej należałoby mówić o „wiośnie islamskiej”. Syryjskie służby bezpieczeństwa w ostatnich tygodniach wyłapują coraz więcej obywateli z paszportami irańskimi. Również Turcja ma chrapkę na Syrię. Podobnie jest z północnym Irakiem. Ewidentnie jest jakiś plan, żeby Syrię rozebrać czy urwać pewne kawałki dla siebie. Myślę, że w ogóle ta „arabska wiosna” to próba sterowania nastrojami społecznymi albo przez Iran, albo bezpośrednio przez Hezbollah, albo przez Bractwo Muzułmańskie. Albo też wszystkie te siły się jakoś dogadały.

Czy przykład Tunezji nie pokazuje jednak, że tym masom ludzi, które wyszły na arabskie ulice, naprawdę chodzi o demokrację?

– Niezupełnie. Kilka dni temu salafici w Tunezji wpadli na pomysł, żeby na krzyż cerkwi prawosławnej w Tunisie nałożyć worki na śmieci. Zaczyna się od pogróżek. Przykład Tunezji jest nieciekawy. Jeżeli w tak zsekularyzowanym kraju bierze się zakładników na uniwersytecie po to, by zmusić wszystkie muzułmanki do zakrywania twarzy hidżabem, to możemy sobie wyobrazić, co się dzieje w innych krajach ogarniętych „arabską wiosną”. W Syrii też widzę raczej wpływ międzynarodówki dżihadowskiej. W Homs bojówki islamskie chodziły od domu do domu i kazały chrześcijanom wynosić się w ciągu kilku minut. Prawie 90 proc. ludności chrześcijańskiej w Homs musiało uciekać. Nie widzę tutaj udziału tzw. zwykłych obywateli. To jest pewien mit, który próbuje pokazać Zachód, że w krajach arabskich zachodzą demokratyczne zmiany. Jaka to demokracja, skoro w Egipcie przywódcy Bractwa Muzułmańskiego zapowiedzieli, że nie będą obcinać rąk... przez pięć lat od momentu wprowadzenia szarijatu.

Tyle że to Bractwo, które było prześladowane za Mubaraka, wygrało wybory w Egipcie. W Syrii większość sunnicka była spychana na margines przez rządzącą mniejszość alawitów. Czy nie jest tak, że teraz po dziesięcioleciach większość w końcu ma głos? Nawet jeśli oznacza to, że islamiści dojdą do władzy, to taka jest przecież cena demokracji.

– Algieria jednak inaczej rozwiązała ten problem. Kiedy islamiści doszli do władzy, to wojsko zrobiło przewrót. Oczywiście rozpętała się wojna domowa, ale uznano, że pewnych sił nie można dopuszczać do władzy, ponieważ one wykorzystują demokrację, by narzucić prawo szarijatu. Abp Giuseppe Bernardini wspominał, że w czasie oficjalnego spotkania na temat dialogu katolicko-muzułmańskiego usłyszał bardzo spokojne słowa strony muzułmańskiej: wasze demokratyczne prawa są nam potrzebne po to, by zaprowadzić szarijat.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie