Nie ma mowy o agitacji

O szukaniu drogi powołania z ks. Sławomirem Wasilewskim, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu, rozmawia Agnieszka Napiórkowska.

Agnieszka Napiorkowska: W tym roku już po raz ósmy diecezja łowicka, seminarium i siostry apostolinki są organizatorami Diecezjalnego Czuwania Modlitewnego w intencji powołań. Jakie są założenia tego spotkania?

Ks. Sławomir Wasilewski: – Założenia są ciągle te same, dlatego, że czuwanie jest naszą odpowiedzią na apel Jezusa: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Podobnie, jak w latach ubiegłych, zaplanowany został czas na modlitwę, śpiew, świadectwa ludzi już powołanych oraz na spotkanie z Bogiem żywym podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. W tym roku naszym hasłem były ewangeliczne słowa: „Spojrzał na niego z miłością”. Bo właśnie tak – z miłością – patrzy na nas Jezus. Doświadczenie takiego spojrzenia Jezusa winno nas zachęcać do tego, byśmy i my uczyli się patrzeć na Niego w ten sam lub przynajmniej podobny sposób.

Wielu ludzi boi się nawet zapytać Jezusa, jaką przygotował im drogę.

– Nasze spotkania są adresowane do osób młodych, czyli do takich, które mogą podjąć w całkowitej wolności piękną decyzję na całe życie, bo wszystko jest jeszcze przed nimi. Chodzi o to, by pomóc im spotkać się z Jezusem żywym, bo z osobistego spotkania z Panem zawsze rodzi się coś dobrego. Organizując czuwania czy rekolekcje powołaniowe, nie mamy zamiaru wmawiać ludziom powołania do kapłaństwa, życia zakonnego czy małżeństwa. Przede wszystkim staramy się im pomóc usłyszeć od samego Jezusa, do czego On każdego z nich zaprasza. Dziś jest nie tyle problem z brakiem powołań, bo Bóg ciągle powołuje, ile z tym, że wiele osób boi się na powołanie pozytywnie odpowiedzieć. Liczba obecnych w seminarium jest istotna, ale jednak nie najważniejsza. Mówiąc o powołaniach, trzeba bowiem pamiętać, że statystyka nie należy do miar Bożych. W przypadku powołań chodzi nie tylko o ilość, ale głównie o jakość.

Uczestnicząc w spotkaniach, młodzi ludzie nie powinni się obawiać, że będą agitowani do seminarium. Gdy mówi się o powołaniu, chodzi przecież o ukazanie różnych jego dróg.

– Zdecydowanie tak. Zarówno teraz, jak i w zeszłym roku, kiedy organizowaliśmy rekolekcje powołaniowe w seminarium, nie chodziło nam o jakieś „pozyskiwanie” kandydatów do seminarium. W trakcie grudniowych rekolekcji była mowa o powołaniu do kapłaństwa, był czas na świadectwo siostry zakonnej, ale także i na świadectwo małżeństwa z 11-letnim stażem i trójką dzieci. Bo chrześcijańskie życie w rodzinie to też powołanie.

Dziś można chyba zaryzykować stwierdzenie, że wiele osób nie odpowiedziało na powołanie. W czym upatruje Ksiądz źródła takiego stanu rzeczy?

– Na pewno jest wiele powołań niepodjętych, nieodczytanych lub zagłuszonych. Żeby odpowiedzieć na wezwanie Jezusa, trzeba usłyszeć Jego wołanie. A do tego potrzebna jest cisza – ta zewnętrzna i ta w sercu. Z pewnością jest też pewna liczba powołań niezrealizowanych do końca. Zdarza się też, że ktoś słyszy głos, ale z powodu braku odwagi, ze względu na niewłaściwe wzorce lub lęk przed niezrozumieniem i wykpieniem nie idzie za nim. Powodem może być także to, że dzisiejszy człowiek ma własne wyobrażenie o seminarium i kapłaństwie. I widząc, że rzeczywistość nie zawsze pokrywa się z jego marzeniami, wycofuje się. By zdobyć się na odważną i pozytywną odpowiedź na Boże wezwanie, trzeba wiedzieć, że realizacja powołania nie zależy jedynie od czynników zewnętrznych, ale odbywa się we wnętrzu, w sercu. Kto słyszy ten głos w sobie, kto mówiącemu Jezusowi wierzy i ufa, kto dokłada do tego swoją miłość i odwagę, ten powołanie zrealizuje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie