Solidarność sumień

Imago 7/2/2012

Moment oporu przeciw konformizmowi nie musi być wielką rewolucją, może być czymś bardzo skromnym, ale właśnie taki przypadek odwagi sumienia staje się początkiem odnowy. Cnoty obywatelskie mają korzenie w ludzkim sumieniu.

 

Istnieją pojęcia rozumiane niejako intuicyjnie. Do nich należy sumienie. Mówimy o nim: „wewnętrzny głos”, „zmysł moralny”, „umiejętność odróżniania dobra od zła”. Mówimy także: „coś, co czyni nas ludźmi”, mając na myśli to, że ani zwierzęta, ani rośliny nie zastanawiają się nad wspólnotowymi konsekwencjami swojego zachowania, a tym bardziej nie oceniają ich w kategoriach moralnych. Zdolność oceny moralnej jest człowiekowi po prostu dana – inną sprawą jest, czy z niej korzysta, ale o tym później – nie zależy od jego wykształcenia, majątku i innych przydanych dyspozycji. Jest czymś pierwszym i podstawowym, wyprzedzającym wszystkie systemy etyczne. Dotyka tego, co w nas najgłębsze i jest jego wyrazem, dlatego ma potencjał wywrotowy. Każdy system totalitarny ma największego przeciwnika w sumieniu szarego obywatela, dlatego stróżowie systemów poddają w wątpliwość istnienie sumienia i prześladują tych, którzy budzą sumienie w innych.

Wielki Projekt

Wszystko zaczyna się od koncepcji człowieka. Totalitarne systemy dwudziestego wieku – nazizm, faszyzm czy komunizm – widziały w człowieku jedynie trybik w maszynie, element większej całości, pozbawiony indywidualności i samodzielności. Marksiści uznają, że świat społeczny, świat kultury i świat duchowy (religijny i filozoficzny) jest jedynie odbiciem, odzwierciedleniem świata materialnego i konsekwencją panujących stosunków produkcji. Zdaniem marksistów nie ma niczego takiego jak sumienie: jest ono złudzeniem, systemem przesądów, opium, którym właściciele kapitału odurzają wyzyskiwaną klasę robotniczą. Nie istnieje nic poza światem materialnym.

Paradoksalnie, marksizm ma charakter quasi-religijny. Celem marksizmu jest „zbawienie” człowieka, zbawienie tu i teraz, zbawienie już, zasypanie rowów dzielących go od innych lub od wytworów jego pracy, wreszcie - pozbawienie go złudzeń i fałszywej świadomości, pogodzenie go samego ze sobą, słowem: przywrócenie harmonijnej relacji między ludźmi i ludzi ze światem. Skoro całe zło jest wynikiem nieporządku w świecie materialnym, wynikiem niewłaściwego ustroju – myślą marksiści – trzeba to natychmiast zmienić. Jednostka nie ma znaczenia wobec pisanej wielką literą Historii i jej praw. Jednostka ze swoją wolnością i sumieniem jest niebezpieczna dla systemu. Zagraża realizacji Wielkiego Projektu.

Ale coś, co jest oparte na fałszywej koncepcji człowieka, czyli na przykład na założeniu, że człowieczeństwo zamyka się w materialności (albo przeciwnie: tylko w duchowości), nie może trwać.

Z doświadczenia dwudziestowiecznych totalitaryzmów płynie kilka lekcji. Po pierwsze, sumienie można zagłuszyć i wykoślawić. Bez względu na to, jak przykrą prawdą może się to wydawać, totalitaryzm był możliwy, ponieważ spotkał się z przyzwoleniem wystarczającej liczby ludzi. Przyzwolenie to miało oczywiście różny charakter. Czasem polegało na konformizmie, czyli zwykłym dopasowaniu się do tego, czego oczekiwała władza, postępowaniu tak, jak postępują inni, aby nikomu się nie narazić i po prostu przeżyć. Innym razem dopasowanie miało służyć nie tyle przeżyciu, ile osiągnięciu pewnych korzyści. Najgorętszego przyzwolenia udzielali oczywiście szczerzy wyznawcy – ci, którzy przyjęli ideały systemu za własne. W każdym przypadku sumienie musiało być zagłuszone, aby nie przeszkadzało podjętemu zadaniu. Preteksty mogły być najróżniejsze, mniej lub bardziej wzniosłe, codzienne i banalne lub ideologicznie zaangażowane, zawsze jednak prowadziły do uwikłania się w grę, w udawanie, w samooszukiwanie. Człowiek zmienia się, bo zmieniają się okoliczności, do których chce przystosować się na nowo, traci wewnętrzną sterowność. Wspaniałym studium tego procesu jest „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza.

Wolność

Po drugie, sumienie jest niebezpieczne tak jak niebezpieczna jest ludzka wolność. Na czym polega owo niebezpieczeństwo? Prawe sumienie nie toleruje niesprawiedliwości, nie godzi się ani na cierpienie, ani na kłamstwo. Odmowa udziału w grze pozorów prowadzi do jej przerwania. Zdjęcie maski oznacza zerwanie przedstawienia, sumienie ma więc wywrotowy charakter.

Świadectwem owego buntu sumienia jest wciąż bliskie doświadczenie „Solidarności” i innych ruchów dysydenckich z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Ich etycznego (i gorącego!) opisu dostarczyli Wacław Havel w eseju „Siła bezsilnych” z 1978 roku i ksiądz Józef Tischner w „Etyce solidarności” z lat 1980­‑1981.

Havel pisał o napięciu obecnym w każdym z nas. „Człowiek zmuszony jest żyć w kłamstwie, ale może być do tego zmuszony jedynie dlatego, że zdolny jest tak żyć” – pisał czeski dysydent i zaraz zaznaczał, że człowiek jest też zdolny do buntu, do wydobycia się z życia w kłamstwie, do odnalezienia swej godności i tożsamości, do realizacji swej wolności. W systemie zniewolenia próba życia w prawdzie (Havel podał tu przykład kierownika sklepu, który odmawia wywieszenia w witrynie hasła „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”) nie tylko pozwala człowiekowi pogodzić się samemu ze sobą, zobaczyć rzeczywistość taką, jaka ona jest, czy dać przykład innym. Ma też poważne konsekwencje społeczne i polityczne. Siła polityczna życia w prawdzie, zdaniem dramaturga, jest „szczególna, wybuchowa i nieobliczalna”. Prawdziwe starcie nie odbywa się na ulicy. Fizyczna walka, dążenie do reformy politycznej – jak miało to miejsce w czasie Praskiej Wiosny w 1968 roku – „jest tylko ostatnim aktem i zewnętrznym rezultatem długiego dramatu, rozgrywającego się przede wszystkim – i pierwotnie – w sferze ducha oraz sumienia społeczeństwa”. Próby zmian politycznych są rezultatem przebudzenia się człowieczeństwa, a nie odwrotnie.

Moment oporu przeciw konformizmowi innych nie musi być wielką rewolucją, może być czymś bardzo skromnym (tak skromnym, a jednocześnie odważnym, jak gest wspomnianego sklepikarza), ale właśnie taki przypadek odwagi sumienia staje się początkiem odnowy. Z drugiej strony - małe, wydawałoby się nic nieznaczące ustępstwa niosą za sobą strach i zniewolenie, podtrzymują życie w kłamstwie. Indywidualne wybory mają większe znaczenie, niż często myślimy.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie