Zamach na książkę

Rząd wprowadza do szkół nowe technologie. Wydawcy ostrzegają, że przy okazji może pogrzebać rynek książki.

Rząd przyjął do realizacji program „Cyfrowa szkoła”. Ma on funkcjonować w czterech obszarach: e-uczeń, e-szkoła, e-nauczyciel i e-podręczniki. W odróżnieniu od innych reformatorskich pomysłów tego rządu (sześciolatki, nowe liceum) ma on jeden wielki plus. Eksperyment nie dotyka całej populacji, jest jedynie pilotażem, który ma być realizowany w około 400 szkołach na poziomie IV klasy szkoły podstawowej. Ale tylko w trzech pierwszych obszarach. W tym czwartym plus zamienia się w wielki znak zapytania. Powstanie darmowego e-podręcznika ma dotyczyć wszystkich uczniów i może mieć nieodwracalne skutki. Nie tylko dla rynku książki.

Najmniej kontrowersyjne punkty programu dotyczą szkoły i nauczycieli. E-szkoła zakłada wyposażenie objętych pilotażem podstawówek i ogólnokształcących szkół muzycznych I stopnia w nowoczesne pomoce dydaktyczne. Z kolei e-nauczyciel zakłada przeszkolenie 40 „e-trenerów” i 1200 „e-moderatorów”, którzy będą prowadzić szkolenia dla ok. 19 tys. „e-koordynatorów”. Nie ma żadnych wątpliwości, że bez względu na dalsze losy programu tak wydane pieniądze nie zmarnują się. Same działania wydają się też logiczne, a procedura wyboru szkół czytelna. Do 18 kwietnia dyrektorzy mogli zgłaszać się do pilotażu, do 23 kwietnia samorządy mogły wystąpić do wojewodów o dofinansowanie. Co innego z podręcznikiem.

Wiedza jak z Wikipedii

Ośrodek Rozwoju Edukacji ogłosił konkurs na przygotowanie cyfrowych podręczników, które unowocześnią naukę w szkołach. Nie jest to przetarg, a „poszukiwanie partnera”, który podejmie się przygotowania darmowego, ogólnodostępnego, interaktywnego e-podręcznika, działającego trochę jak Wikipedia. Polska Izba Książki zareagowała błyskawicznie. W specjalnym oświadczeniu zaznaczyła, że cały program „Cyfrowa szkoła” jest w tej sytuacji niewykonalny, bo praca nad dobrym multimedialnym podręcznikiem trwa 3 lata, a nie 3 miesiące. A więc gdy ruszy pilotaż, e-uczniowie w e-klasach nie będą mieli z czego się uczyć, bo podręcznika dla nich jeszcze nie będzie (jego wprowadzenie rząd planuje na rok 2014). Jak zatem oceniać efekty pilotażu, skoro nie będzie badane w nim podstawowe narzędzie edukacyjne, jakim jest podręcznik?

W poczuciu odpowiedzialności najbardziej doświadczone wydawnictwa ogłosiły bojkot tej części programu „Cyfrowa szkoła”. PIK za patologiczne uznała to, że zarówno twórcą, jak i recenzentem e-podręczników stanie się ten sam podmiot, czyli resort edukacji. „W obecnej sytuacji za stworzenie podręczników odpowiadają firmy komercyjne, działające w warunkach konkurencji, poddawane weryfikacji przez MEN. Taki system gwarantuje, że do szkół trafiają wyłącznie najlepsze podręczniki. Czy można być pewnym, że poziom darmowych e-podręczników, tworzonych na zlecenie podmiotu, który sam je recenzuje, będzie równie wysoki?” – zapytała w specjalnym stanowisku Polska Izba Książki

„Drogie notatniki”

Oficjalnie rząd podszedł do zapowiedzi bojkotu ze spokojem. Nieoficjalnie wskazał lobby wydawców jako przeszkodę na drodze do postępu. Wydawcy z kolei uruchomili szeroką akcję informacyjną na temat zagrożeń związanych z programem, zaś w kwestii lobbingu wskazali na branżę producentów sprzętu informatycznego.

Ale najważniejsze, że samą ideę darmowych podręczników wydawcy uznają za utopijną i szkodliwą. – Przecież wydawca, który wziąłby udział w konkursie na darmowy podręcznik MEN, byłby samobójcą... Kto zapłaci za treści chronione prawem autorskim, używane w podręcznikach? Kto stworzy materiały pomocnicze dla nauczycieli, które wydawcy edukacyjni rozdają nauczycielom za darmo, by promować swe książki? – pyta Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. I ostrzega, że w przypadku zrealizowania rządowych planów nauczyciel będzie miał „do wyboru” tylko jeden podręcznik, ten za darmo. – Wreszcie kolejne rządy będą mogły realizować swą „politykę historyczną”. Każdy inną – dodaje.

19 kwietnia zakończyło się VII Międzynarodowe Forum Edukacyjne IPA (International Publishers Association), podczas którego podsumowano doświadczenia innych krajów, które przeprowadziły podobne pilotaże. Nie są one zachęcające. W raporcie z marca 2012 roku minister edukacji Peru przyznaje, że podarowanie uczniom 850 tys. laptopów nie dało nic – tylko
13 proc. 7-latków uzyskało oczekiwany efekt w nauce matematyki, a 30 proc. – w czytaniu i pisaniu. Sandro Marcone, odpowiedzialny w rządzie za technologie edukacyjne, podsumował: „Zainwestowaliśmy 225 mln w bardzo drogie notatniki”. Do podobnych wniosków doszli nauczyciele w Katalonii, gdzie w 800 szkołach wprowadzono projekt „Laptop dla każdego ucznia”. Połowa szkół objętych programem zrezygnowała z komputerów i powróciła do podręczników papierowych. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Belgii, która całkowicie zrezygnowała z papierowych podręczników w szkole. Efektem było obniżenie poziomu edukacji, potwierdzone testami PISA.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • cloud
    12.05.2012 20:11
    Jak ludzie, szczególnie ci młodzi mają mieć ochotę na czytanie skoro wkoło jest tyle alternatywnych form pozyskiwania informacji. Poza ty, ceny książek są bardzo wysokie w porówaniu z zarobkami. Nikt nie jest w stanie stwierdzić ile polacy czytaj książek, bo wiele pozycji można podoo sobie ściągnąć z intenretu. Na publi.pl znajdzieice wiele artykułów o kryzysie czytelnictwa w polsce
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie