Nie możemy milczeć!

O handlu ludźmi, szukaniu pomocy i uzdrawianiu przez Boga z s. Anną Bałchan rozmawia ks. Zbigniew Wielgosz.

Ks. Zbigniew Wielgosz: Siostry pomagają…

S. Anna Bałchan: – Od 10 lat prowadzimy dom dla kobiet i dzieci w Katowicach, ale to wynika z celu naszego zgromadzenia, które ma za zadanie towarzyszyć kobiecie, zwłaszcza w depresji, bezrobotnej, prostytuującej się, sprzedanej do agencji towarzyskich, doświadczającej przemocy. Pomagamy także mężczyznom, którzy są ofiarami handlu ludźmi. Szukamy dla nich dróg wyjścia, wspierając się łaską Pana. Jesteśmy świadkami ich strasznych historii.

Jaka jest skala tego problemu?

– Tylko z danych urzędu pracy wynika, że 15 tys. Polaków rocznie staje się ofiarami handlu ludźmi. To znak czasu. 10 lat temu nie pomyślałabym, że to się dzieje naprawdę. Polacy, także z waszych terenów, trafiają do obozów pracy we Włoszech, Holandii, Anglii; kobiety do agencji towarzyskich. Jesteśmy też krajem tranzytowym, gdzie przebiega transfer ludzi ze Wschodu na zachód Europy. Ale bywa, że i Polacy wykorzystują u siebie Ukraińców, Białorusinów czy Mołdawian. Teren waszej diecezji cechują bezrobocie i niskie płace. Stąd emigracja, ale też szerokie pole do działania dla oszustów i ich werbowników.

Z naszej diecezji mnóstwo ludzi wyjechało za granicę…

– I nie zawsze trafiają na uczciwych pracodawców. Często się zdarza, że nie otrzymują pełnego wynagrodzenia, czasem nie wiedzą też, ile się im należy. Bywają fałszywie oskarżani o niewykonanie zleconej roboty. W obozach pracy są zastraszani jako świadkowie czyjegoś pobicia. Przestępcy grożą też rodzinie ofiar. Najgorszą torturą jest brak snu. Dlatego nawet, wydawałoby się, silni mężczyźni nie potrafią się bronić. Tym bardziej kobiety. Zresztą ludzie wyjeżdżają, żeby zarobić. I wiedzą, że w kraju ich porażka spotka się z odrzuceniem.

A handel dziećmi?

– Spotkałam się z perfidną formą wykorzystania dzieci. Otóż jeden z domów dziecka opanowała szajka, która pod płaszczykiem fundowania wychowankom drogich prezentów oswajała ze sobą dzieci, tak by po ukończeniu przez nie 18. roku życia można było je zwerbować. One nie czują zagrożenia ze strony ludzi, którzy w przewrotny sposób im pomagali. Podobnie jest z młodzieżą, zwłaszcza taką, która ma jakieś problemy z relacjami rodzinnymi. Doskonałym miejscem dla werbowników są kluby, gdzie nawiązują oni kontakt z młodymi dziewczętami i chłopcami, okazując im zainteresowanie, troskę, ofiarowując prezenty lub pomoc materialną. A później wykorzystują zaufanie, naiwność. Na ulicach naszych miast często można spotkać oferentów szybkich kredytów.

Długi są też przyczyną niewolniczej pracy?

– Oczywiście, zwłaszcza jeśli się wpadnie w pętlę zadłużenia, a kolejne pożyczki idą na spłatę starych. Ludzie, wiedząc, że przyjdzie komornik, rezygnują na przykład z legalnej pracy, wybierają robotę na czarno, czasem za granicą. Bywa, że znikają, zostawiając rodzinę z długami, albo pracują za marne grosze jak niewolnicy.

Najbardziej zagrożeni są ludzie z rodzin patologicznych?

– Właśnie nie. Problem dotyka tak zwanej przeciętnej krajowej rodziny. Każdy może stać się ofiarą niewolnictwa, handlu, oszustwa.

Dla ofiar handlu ludźmi prowadzi Siostra stowarzyszenie i ośrodek „Po MOC”.

– Przychodzą do nas kobiety, mężczyźni, którzy nie mają dokumentów, ubezpieczenia, którzy potrzebują ochrony, bo boją się o życie swoje i bliskich; którzy potrzebują opieki lekarskiej. Czasem muszą zmienić nazwisko, zamieszkanie, bo byli świadkami przestępstw. Nie mogą wrócić do rodzin. Stawiamy ich na nogi, dajemy siłę do samodzielnego życia. Oczywiście ze świadomością, że to Pan uzdrawia. Bez Niego nasze wysiłki nie miałyby sensu.

Spotkała się Siostra z prawie wszystkimi księżmi w diecezji podczas kursu duszpasterskiego?

– Bo musimy razem mówić o tych problemach i im przeciwdziałać. Przede wszystkim budując Kościół jako dom, nie instytucję. Poza tym do księży przychodzą ofiary handlu ludźmi do spowiedzi, na rozmowę. Wtedy można im pomóc, podpowiadając na przykład, że istnieje taki ośrodek jak nasz, choć podobne są jeszcze we Wrocławiu czy Krakowie. Jeździmy też do szkół. Organizujemy warsztaty, szkolenia, wydajemy płyty, książki. Szukamy dobroczyńców, bo państwo nie wspiera naszej działalności.

 

Stowarzyszenie „Po MOC” dla kobiet i dzieci im. Maryi Niepokalanej ul. Zygmunta Krasińskiego 21; 40-019 Katowice, tel. (32) 255 38 69; e-mail: biuro@po-moc.pl Stowarzyszenie jest organizacją pożytku publicznego. Można je wesprzeć 1% podatku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie