Zdrowe ręce Teresy

- Po przyjęciu Komunii świętej uścisnęłam relikwie św. ojca Pio. Poczułam ciepło, a potem silne pulsowanie w rękach i kręgosłupie. Mimo odczuwanego bólu wiedziałam, że coś się stało - wyznaje Teresa Walicka.

Od 6 lat czciciele św. ojca Pio, poza comiesięcznymi spotkaniami, które odbywają się w parafiach, gdzie zawiązały się wspólnoty, uczestniczą także w diecezjalnym dniu skupienia. Ostatni z nich miał miejsce w Czerniewicach w ostatnią sobotę kwietnia. Uczestniczyło w nim ponad 100 osób z Łowicza, Dmosina, Skierniewic i – oczywiście – Czerniewic. Uroczystą Eucharystię odprawił bp Marek Stolarczyk, kolega kursowy miejscowego proboszcza. Jak zwykle, spotkanie było okazją do wspólnej modlitwy, formacji, wymiany doświadczeń i wysłuchania świadectw.

Sam do mnie przyjechał

O tym, że ojciec Pio jest jednym z bardziej skutecznych orędowników, jego czcicieli nie trzeba przekonywać. Każdy z nich zna przynajmniej kilka przypadków, w których jego interwencja pomogła w rozwiązaniu trudnych spraw, powrocie do zdrowia czy ożywieniu życia parafialnego. Mimo to, za każdym razem, gdy ktoś daje o tym świadectwo, w oczach słuchających kręcą się łzy. Tak też było w Czerniewicach podczas świadectwa Teresy Walickiej, która – dzięki wstawiennictwu ojca Pio – odzyskała sprawność w rękach.

– Choroba moich rąk zaczęła się od mrowienia i drętwienia – mówi T. Walicka. – W sierpniu 2006 roku udałam się do Ośrodka Zdrowia w Czerniewicach. Dodatkowym objawem był silny ból w prawej dłoni, promieniujący od nadgarstka do łokcia i pod pachę. Nie mogłam się podpisać, zjeść ani posmarować chleba. Przedmioty wypadały mi z ręki. Dłoń się zaciskała. Nie miałam w niej siły. Doktor uznał, że jest to zespół cieśni nadgarstka. Zapisał mi leki. Po kilku miesiącach zostałam skierowana do Poradni Ortopedyczno-Specjalistycznej w Tomaszowie Mazowieckim na badania, które potwierdziły wcześniejszą diagnozę. Podczas kolejnych wizyt lekarskich i pobycie w sanatorium wszyscy zgodnie twierdzili, że konieczny jest zabieg operacyjny – opowiada pani Teresa. W sierpniu 2008 r., gdy usłyszała o pielgrzymce do grobu ojca Pio, w sercu pani Teresy zrodziło się wielkie pragnienie, by tam pojechać. Akurat zbliżały się jej 50. urodziny i 40. rocznica śmierci świętego zakonnika. Intuicyjnie czuła, że jego wstawiennictwo mogłoby jej pomóc. Niestety, z powodu ważnych spraw rodzinnych, o wyjeździe nie było mowy. – Później stało się tak, że to on sam do mnie przyjechał – mówi pani Teresa. – W październiku na palcach moich obu rąk pojawiły się guzki. Wokół białych plam zaczęłam tracić czucie. Badania w Klinice Dermatologicznej przy ul. Krzemienieckiej wykazały chorobę krążeniowo-naczyniową. Po powrocie ze szpitala nasiliły się również objawy cieśni. Wypadały mi włosy i traciłam siły. Nie miałam wówczas wątpliwości, że moim jedynym ratunkiem jest Bóg – wyznaje.

Zawsze świeże fiołki

Na cud nie trzeba było długo czekać. Zdarzył się on podczas rekolekcji wielkopostnych, głoszonych przez ojca Bogusława, który do parafii w Czerniewicach przywiózł relikwie św. ojca Pio. Po spowiedzi i przyjęciu Komunii świętej Teresa Walicka, po dotknięciu relikwii, poczuła ciepło. A po chwili silne pulsowanie w rękach i kręgosłupie. – Czułam, że coś się dzieje. Było mi dobrze. Patrzyłam w ołtarz i relikwie. W sercu wyznałam: „Skoro ma boleć, niech boli, ale proszę Cię tylko, Panie Jezu, abyś mnie nigdy nie zostawił i dodawał sił”. Od rekolekcji do Wielkanocy ręce przestały mnie boleć, wróciła sprawność, przykurcze odpuściły. Po chorobie krążeniowo-naczyniowej również nie było śladu. Ręce stały się bardziej sprawne niż przed chorobą. I tak jest do dziś. Od tamtego czasu św. ojciec Pio jest moim ojcem, przyjacielem, powiernikiem – mówiła wzruszona pani Teresa. Z jej uzdrowienia cieszy się nie tylko rodzina, ale także wszyscy czerniewiccy czciciele ojca Pio, na czele z ks. proboszczem Krzysztofem Osińskim. – Od kilku lat w naszej parafii jest żywy kult tego świętego. Przed jego relikwiami każdego dnia można spotkać modlące się osoby. Nie brakuje też świadectw tych, którym pomógł. Pragnieniem parafian jest, by stał się on patronem naszego kościoła – mówi ks. Krzysztof Osiński.

O codziennej pomocy od świętego z Pietrelciny chętnie mówią także Piotr Włodarczyk i Jadwiga Adamowicz. – To jest nasz święty. Przez jego wstawiennictwo nie tylko wypraszamy wiele łask, ale także czerpiemy siłę do służby innym – podkreśla pani Jadwiga. – O jego kulcie świadczy także frekwencja na comiesięcznych spotkaniach oraz gesty wdzięczności. Pan Piotr na przykład dba, by zawsze przy jego relikwiach były świeże fiołki, które – jak wiadomo – lubił święty. – Stawiam je, bo dzięki pomocy ojca Pio wszystko mi się układa. Idzie z górki, a nie po grudzie. Z nim po prostu jest łatwiej. Te kwiaty są moim dziękczynieniem – wyznaje pan Piotr.  

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie