Zbudzeni ze snu

Do niektórych ludzi przychodzi codziennie, bez zaproszenia, a oni przyjmują je z uśmiechem.

Stowarzyszenie Ochotników Cierpienia powołał do życia w 1947 roku sługa Boży ks. Luigi Novarese. Jako młody chłopiec poważnie zachorował na gruźlicę kości. Młodzieńcze lata spędził na cierpieniu i samotności, oddalony od rodziny, zmuszony długi czas przebywać w różnych sanatoriach i szpitalach. Ten czas był dla niego wielką próbą i doświadczeniem, które zaważyło na całej jego duchowości i późniejszej działalności. Za wstawiennictwem Matki Bożej oraz św. Jana Bosko został cudownie uzdrowiony – po trzech nowennach, do których włączyła się młodzież z Oratorium Księży Salezjanów w Valdocco, zamknęło się samorzutnie siedem otwartych wrzodów, ustąpił proces gruźliczy, a noga, która nie była już w stanie utrzymać ciężaru ciała, wzmocniła się i odzyskała normalną siłę.

Luigi, zgodnie z obietnicą daną wcześniej Maryi, całe swoje życie poświęcił cierpiącym. Wspólnota zaczęła działalność na Warmii w 1989 roku. Tymczasowe centrum prowadził ks. Jan Szymko, a 10 marca 1991 roku abp Edmund Piszcz wydał dekret zatwierdzający statut i formalizujący działalność wspólnot Ochotników Cierpienia oraz Braci i Sióstr Chorych. Od 2005 roku stowarzyszenie działa już jako Centrum Ochotników Cierpienia Archidiecezji Warmińskiej.

Nazwa nie musi być medialna

Ksiądz Luigi Novarese chciał, by chorzy zrozumieli, że ich cierpienie ma sens, i odkryli, że ich powołaniem jest ofiarowanie tego cierpienia Kościołowi. Członkowie stowarzyszenia zdają sobie sprawę, że nazwa ich wspólnoty jest trudna do przyjęcia. – Ks. Novarese podkreślał, że trzeba robić wszystko, aby z cierpieniem walczyć, aby było go jak najmniej. Gdy jednak nie można mu zapobiec, trzeba, zgodnie z orędziem Matki Bożej ochoczo je ofiarować, aby Pan Bóg mógł z niego wyprowadzić jak najobfitszy owoc – tłumaczy Danuta Steckiewicz. Nazwa ruchu przez wiele lat budziła kontrowersje i przełożeni myśleli o zmianie na bardziej neutralną. Poprosili więc o radę papieża Jana Pawła II. Ten odparł, że jeżeli odrzucą nazwę wybraną przez założyciela, zatracą sens, który opiera się na cierpieniu. Często jest to ból, który wydaje się niesprawiedliwy, a odpowiedzią na niego jest początkowo bunt, rozgoryczenie, czasem nawet rozpacz.

Stowarzyszenie działa na zasadzie „chory pomaga choremu”. Członkowie nawzajem umacniają się w tym, co robią. – My nie mamy użalać się nad sobą, ale wydobywać nasze talenty i nimi służyć innym. Okazuje się wtedy, że jest w nas wielkie bogactwo, którym możemy się dzielić z innymi, każdy na miarę swoich możliwości. Odkrywamy jednocześnie, że we wszystkim, co nas spotyka, jest Pan Bóg, On ma moc wszystko przemieniać. Ludzie wierzą w to i dzięki temu mają uśmiech na twarzach i mnóstwo pomysłów na szczęśliwe życie – mówi Iwona Cymerman. – Chodzi o to, żeby nie zamykać się ze swoim bólem. Uważam, że jak młodzi ludzie nie zaakceptują swojej niepełnosprawności, to się zamkną, a my staramy się wyciągać ludzi z domów, żeby człowiek nie został sam ze sobą i swoim cierpieniem. Wszyscy na tym korzystają, np. ja kupię Danusi lekarstwa, a ona mnie podtrzyma na duchu, jak mam gorszy dzień – opowiada Teresa Skuza, przewodnicząca stowarzyszenia. Iza Rogulska z kolei tłumaczy całą ideę słowami Jana Pawła II, który powiedział, że cierpienie jest po to, byśmy budowali na świecie cywilizację miłości.

Jak w rodzinie

Centrum Ochotników Cierpienia Archidiecezji Warmińskiej liczy 50 członków oraz kilkunastu niezrzeszonych sympatyków. Podzieleni są na 6 mniejszych grup – 4 w Olsztynie, po jednej w Ornecie i Nidzicy. Wspólnota spotyka się w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele Matki Bożej Ostrobramskiej w Olsztynie. Po Mszy św. jest spotkanie formacyjne. Grupy pracują na materiałach pomocniczych umieszczanych m.in. w czasopiśmie „Kotwica”, wydawanym przez wspólnotę Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie. W tym roku tematem jest uniwersalność egzystencji. – Nasza wzajemna bliskość trzyma nas w stowarzyszeniu. Czekamy na te spotkania, bo wiemy, że przyjdą bliskie dla nas osoby – wyjaśnia Daniela Szymczyk. – Jest to również czas, żeby wspomnieć innych, np. zadzwonić do kogoś, kto dawno już nie pojawił się na spotkaniu, bo może czeka na telefon i potrzebuje chwili rozmowy. W chwilach trudnych nie można zapominać o innych – dodaje Iwona Cymerman.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie