Readmitowani z raju

Wystarczy krzyknąć: „Azyl, azyl!”, żeby związać ręce pogranicznikom. Tak zaczyna się zabawa w ciuciubabkę, której stawką jest lepsze życie.

Przed dwoma laty zdesperowana grupa Czeczenów próbowała przedostać się na Zachód, siłą okupując pociąg relacji Wrocław–Drezno.   Jedrzej Rams/ GN Przed dwoma laty zdesperowana grupa Czeczenów próbowała przedostać się na Zachód, siłą okupując pociąg relacji Wrocław–Drezno. Jest późne popołudnie. W cichym niewielkim biurze dzwoni telefon. Telefonują z posterunku Straży Granicznej. Znowu będzie transport. Bożena Jastrzębska z Centrum Pomocy Migrantom i Uchodźcom ze Zgorzelca, prowadzonego przez Caritas Diecezji Legnickiej, wstaje od biurka i już wie, co ma robić. Przecież reaguje na każdy taki telefon już od 1998 roku. Mimo pewnej rutyny wie, że każde tego typu spotkanie w siedzibie Straży Granicznej w Zgorzelcu jest inne. Za każdym razem spotyka przecież innego człowieka, z inną historią i innym powodem determinacji w walce o lepsze życie.

Każdego miesiąca zgorzelecka placówka Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej przejmuje średnio 10 cudzoziemców, readmitowanych z Niemiec. Dlaczego używamy tego trudnego słowa? Bo jest to specjalne oznaczenie trudnego i niewdzięcznego zadania, jakie przypadło w udziale Straży Granicznej. Chodzi o przejęcie wydalanych z Niemiec cudzoziemców przebywających tam nielegalnie. A dlaczego w ogóle ma to robić polskie państwo? Ponieważ obliguje go do tego konwencja genewska, umowy stowarzyszeniowe z Unią Europejską i regulacja Dublin 2. A tak w ogóle – podstawowe prawa człowieka.

Ciężko o azyl

Historia zaczyna się właściwie zawsze tak samo. Na polsko-białoruskie przejście graniczne w Terespolu przyjeżdża grupa cudzoziemców. Mają dokumenty uprawniające do wjazdu na teren Rzeczypospolitej Polskiej albo ich nie mają. Nie ma to znaczenia. – Obowiązkiem Straży Granicznej jest wylegitymowanie przybywających. Wystarczy, że w czasie kontroli legitymowani krzykną słowo „azyl”, i pogranicznicy muszą zacząć ich traktować jak uchodźców. Oczywiście chodzi o to, że trzeba wszcząć procedurę przyznania każdej z tych osób statusu uchodźcy bądź odmowy przyznania. A weryfikacja zawsze jest żmudna i długotrwała – opowiada st. chor. Sylwia Andrzejuk ze Straży Granicznej. W ten sposób cudzoziemcy dostają się na teren Polski, a co za tym idzie – Unii Europejskiej. Trafiają do półotwartych ośrodków dla cudzoziemców. Stąd prędzej czy później próbują dostać się za naszą zachodnią granicę. Nie jesteśmy dla nich atrakcyjnym krajem. Wolą uciekać do Niemiec, Francji czy Włoch. Oczywiście nielegalnie. Skoro potrafią pokonać tysiące kilometrów z Gruzji lub Czeczenii, to próbują dojechać do raju, który jest już dosłownie na wyciągnięcie ręki.

– Jest w Zgorzelcu małżeństwo – on Czeczen, ona Rosjanka – które przez kilka lat nielegalnie żyło w Niemczech, ale zostało odesłane do Polski. Jeszcze w Niemczech pomagała im pewna Niemka. Zaufała im na tyle, że pożyczyła im sporo pieniędzy na wadium do TBS-u na wynajęcie mieszkania. Ciągle im pomaga. Procedury legalizacji pobytu przedłużają się, ale małżeństwo ma nadzieję na pozytywne rozwiązanie sprawy. Wtedy będą się starać legalnie wyjechać do Niemiec – opowiada Bożena Jastrzębska.

Niemieckie procedury nadania obywatelstwa bądź zalegalizowania pobytu są bardzo skomplikowane. I to właśnie jest jedną z przesłanek, aby próbować legalizować pobyt na terenie Unii Europejskiej akurat w naszym kraju. Państwo polskie ma najwyższy współczynnik pozytywnie rozpatrywanych wniosków o azyl spośród wszystkich krajów Unii – ok. 65 proc. W pozostałych krajach współczynnik ten oscyluje wokół 30 proc. Z kolei nasze państwo ma najniższą średnią cudzoziemców na swoim terenie. Wyższy mają nawet Słowacja i Finlandia. Przyznanie statusu uchodźcy zależy od kilku czynników – sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej państwa, z którego pochodzą zatrzymani migranci, statusu materialnego poszczególnych osób, ich poglądów politycznych i ewentualnych prześladowań politycznych czy religijnych. I tak Czeczenom łatwiej było uzyskać ten status w połowie lat 90. XX w. i na początku XXI w. Niedawno, kiedy trwał konflikt rosyjsko-gruziński, taki status otrzymało sporo Gruzinów, ale obecnie nie ma za bardzo ku temu podstaw.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie