Końca historii nie będzie

O pamięci i warunkach dialogu z prof. Andrzejem Nowakiem rozmawia Andrzej Grajewski.

Andrzej Grajewski: W książce „Strachy i Lachy” analizuje Pan przeobrażenia naszej pamięci na przestrzeni 30 lat. Jak ona się zmieniała?

Prof. Andrzej Nowak: – Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że pamięć wspólnotowa kurczy się niezwykle szybko. Doświadczenia sprzed lat kilkunastu czy kilkudziesięciu dla młodych ludzi stają się historią całkiem abstrakcyjną. Znamienna była wypowiedź rzecznika SLD, który pytany o datę powstania warszawskiego ulokował je w 1988 roku. To zjawisko pokoleniowe.

Na ile powszechne?

– Z całą pewnością nie dotyczy wszystkich. Ci, którzy chcą pamięć zachować, widzą, jak powracają z naszej niedawnej przeszłości pewne wzory pamięci, które wydawałoby się, że zostały zdezaktualizowane po 1989 roku. Przypominając różne wzory tej pamięci z ostatnich 30 lat, zobaczyłem, jak one nakładają się na siebie. W 1982 r., w okresie stanu wojennego, manifestowanej podległości Moskwie – nawiązania do XIX-wiecznych tekstów o walce o wolność, o potrzebie zmierzenia się z wyzwaniem, jakie stanowi imperialna przemoc, wydawały się aktualne. Ale już 10 lat później wiele wskazywało, że są to wzorce anachroniczne. Było przekonanie, że żyjemy w wolnej Polsce, zmierzamy do Unii Europejskiej, wchodzimy do NATO, Rosja zaś podąża w tym samym zachodnim kierunku. Może z kłopotami, kulawo, ale generalnie świat toczy się w tym kierunku, który opisał Francis Fukuyama, a więc końca historii, triumfu liberalnej ideologii, jednego wzoru życia, którego centrum jest w zachodniej cywilizacji. Wielkich konfliktów, napędzających historię – już miało nie być.

Praktyka pokazała, że to była błędna diagnoza.

– Nie tylko błędna. Okazało się, że pewne wzory pamięci zaczęły wracać. U nas wróciły w bardzo dramatycznych okolicznościach, związanych z pewną sekwencją zdarzeń. Rozpoczął ją najazd Rosji na Gruzję w 2008 roku. Niezależnie od tego, jak ocenia się początek i genezę tej wojny, była ona wielkim wstrząsem. Nagle okazało się, że w Europie czołgi potężnego imperium znów mogą ruszyć w stronę stolicy drugiego, małego państwa. To przywoływało znowu tę dawniejszą pamięć i pytania o niepodległość i Imperium, pytania z czasów sprzed końca historii. Później nastąpiło wydarzenie dla nas bezpośrednio jeszcze bardziej dramatyczne: 10 kwietnia 2010 roku. Pytania o tę tragedię, jej przyczyny, które wciąż wiszą w powietrzu w atmosferze polskich dyskusji i debat.

Katastrofa pod Smoleńskiem ma istotny wpływ na polską pamięć?

– Uważam, że tak, choć nie dla wszystkich. Postrzegam ten wpływ na przykład przez eksplozję wierszy o tematyce patriotycznej, przypominającą czasy stanu wojennego. Rzecz jasna, nie chcę przez to powiedzieć, że porównuję czasy stanu wojennego ze współczesnymi, chodzi mi tutaj o sposób reagowania na wydarzenia historyczne. Nagle pojawiają się wątki związane z patriotyzmem, walką ze zniewoleniem, obcym imperium, właśnie powtarzające pewien kanon pamięci z XIX wieku.

Ale tamten sposób reagowania wiązał się jednak z sytuacją braku własnej państwowości.

– Tradycje XIX-wieczne, romantyczne, były także bardzo mocno obecne w dyskursie obywatelskim i w pamięci w okresie II Rzeczypospolitej, która była niepodległym państwem, kiedy silnie zakorzenione było poczucie wartości niepodległości, świeżo odzyskanej, a jednocześnie poczucie jej zagrożenia. Nie jest więc tak, że pewnego rodzaju pamięć czy kultura romantyczna wiąże się tylko ze stanem niepodległości utraconej. Wiąże się w ogóle z podkreślaniem wolności, niepodległości oraz poczuciem potrzeby stałej czujności w dążeniu do ocalenia obu tych wartości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie