Życie na walizkach

Prawie 2,5 miesiąca w ubiegłym roku Lech Wałęsa przebywał za granicą: był w kilku krajach europejskich, na Filipinach, Maroku oraz dwukrotnie w USA. "Coraz gorzej to znoszę" - przyznaje. Dochodzą do tego wyjazdy po Polsce, w których spędził półtora miesiąca.

  Jakub Szymczuk/GN Lech Wałęsa
"Ograniczam wyjazdy maksymalnie. Odmawiam więcej, jak przyjmuję zaproszeń, dlatego, że rzeczywiście czuję się zmęczony" - powiedział PAP b. prezydent o swoich zagranicznych wyjazdach.

Wałęsa przyznał, że znalazł sposób na łagodzenie trudów podróży. "Staram się łączyć przyjemne z pożytecznym tzn. wykonać główne zadanie, które wiąże się z wyjazdem, ale zawsze staram się też dzień, dwa odpocząć z boku. I może dlatego to jeszcze jakoś wytrzymuję" - podkreślił

B. przywódca Solidarności zaznaczył, że niebagatelne znaczenie mają też komfortowe warunki, w jakich podróżuje.

"Na długich trasach, jak wchodzę do samolotu, ubieram się w piżamę. Jest fotel, który rozkłada się jak łóżko, przychodzi ktoś z obsługi kładzie prześcieradło, ścieli to, daje piżamę i prawie wszyscy, bo obowiązku nie ma, w tej klasie się przebierają" - opowiada Wałęsa.

Nie zawsze jednak od razu wpada w objęcia Morfeusza. "Trochę też pooglądam filmów. Lubię filmy przyrodnicze, o archeologii. W niektórych samolotach jest internet, więc korzystam też z komputera" - dodał.

Najdłuższy wyjazd Wałęsy w 2012 roku to 17-dniowa, kwietniowa podróż do USA przy okazji szczytu laureatów Pokojowej Nagrody Nobla. Tylko o dzień krótszy był prywatny pobyt w końcu stycznia i pierwszej połowie lutego na Florydzie i Chicago.

Przez 12 dni Wałęsa przebywał w listopadzie na Filipinach na zaproszenie prezydenta tego kraju Benigno Aquino III. Na uczelni w stolicy Manili wręczono mu tytuł honorowego profesora. Podróż do Azji trwała ponad 20 godzin i wiązała się z dwoma przesiadkami na lotniskach.

B. prezydent był też czterokrotnie we Włoszech (Rzym, Como, Rovereto, Barletta), trzykrotnie w Niemczech (Berlin, Bochum, Dillingen), a także w stolicach Austrii i Ukrainy - Wiedniu i Kijowie. Na mapie podróży nie zabrakło także Afryki - w listopadzie Wałęsa spędził trzy dni w marokańskim Tangerze.

Ogółem, Wałęsa spędził poza granicami kraju 69 dni.

"Naprawdę spotkania ze mną cieszą się w dalszym ciągu wielkim zainteresowaniem. Może tylko na jednym z takich spotkań na sali widać było, że nie ma kompletu, a tak mam zawsze full" - podkreślił Wałęsa.

B. prezydent zdradził, że jego ulubionym miejscem relaksu i wypoczynku jest Miami na Florydzie, gdzie jeździ co roku już od kilkunastu lat. Przebywa tam w elitarnym i luksusowym hotelu.

"Gościł w nim m.in. Winston Churchill (premier Wielkiej Brytanii w latach 1940-45 i 1951-55). Na co dzień jest tam wielu milionerów i innych ważnych osób. Atmosfera jest spokojna, nikt nie przeszkadza, nie jest specjalnie nachalny. 20 metrów do oceanu, cudowne miejsce. Biorę tam kijki nordic walking, tak ze cztery godziny z nimi spaceruję, dwie godziny w basenie, a reszta komputer i spanie" - opisuje Wałęsa.

Przyznał, że żadna z podróży, nawet tych starszych, nie utkwiła mu szczególnie w pamięci.

"Generalnie, wszystko jest podobne. Wszędzie ode mnie wymagają, żebym się określił: powiedział coś o przeszłości i przyszłości. Może gdybym jeździł bardziej na luzie, to lepiej bym zapamiętał. W gruncie rzeczy jestem dowożony i odwożony" - wyznał polski laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

B. prezydent nie robił nigdy statystyki państw, do których wyjeżdżał. "Jest bardziej pytanie, gdzie nie byłem. Nie jestem w stanie policzyć krajów, które odwiedziłem. I to jest największy problem, bo czasami ktoś mnie pyta: +a czy pan tu był?+. A ja na to: +o kurcze - byłem, nie byłem, nie wiem+" - dodał.

Wałęsa podkreślił, że zawsze osobiście pakuje walizki. "Nigdy mnie żona nie pakowała i nie pakuje. Tu jestem absolutnie niezależny" - zapewnił.

"Patrzę na program pobytu i wtedy pakuję się, bo jak widzę, że np. będzie gdzieś bal to trzeba wziąć smoking, czy frak. Ważny jest też oczywiście klimat w danym miejscu. Ale generalnie biorę jak najmniej, bo na początku to człowiek ładuje do walizki ile wlezie, a potem się okazuje, że większość rzeczy jest niepotrzebna" - mówi Wałęsa.

Jeśli wyjazd zagraniczny ma charakter prywatny, Wałęsa opłaca jego koszty z własnej kieszeni; w przypadku gdy podróż odbywa się na zaproszenie wszystkie wydatki pokrywają organizatorzy. Najczęściej b. prezydentowi towarzyszy prezes Instytutu Lecha Wałęsy Piotr Gulczyński, dodatkowo często w wyjazdach bierze udział tłumacz i obowiązkowo, co najmniej jeden z funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Wiele wykonanych podczas podróży zdjęć Wałęsa zamieszcza na swoim blipie. B. prezydent fotografuje np. widoki z hotelowego pokoju. Mnóstwo jest też zdjęć Wałęsy z bardziej lub mniej znanymi osobistościami, przypadkowymi osobami, stewardessami, obsługą hotelu i restauracji.

"Pokazuję w ten sposób wszystkim, że pracuję. Nie opisuję jednak specjalnie tych zdjęć - można się zastanawiać, gdzie to było, z kim to było, trochę utrudniam życie oglądającym. Bywa, że niektórzy chcą przyjechać do mnie z zaskoczenia. A tak spojrzą na stronę i widzą: +o Wałęsy nie ma w domu+" - żartuje b. prezydent.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Rozpocznij korzystanie