Szydełkowy 
biznes

Pod Budką mieszkają kaczka, lis, tuzin laleczek. Czasami w Budce można też spotkać Elvisa. A Święta Rodzina, nie tylko włóczkowa, 
ma w Budce 
miejsce stałe.

Gdy Kasia Budyś kończyła architekturę na Politechnice Gdańskiej, przez myśl jej nie przeszło, że po trudnych studiach przyjdzie taki czas, że zostanie potrójną domową mamą. Tym bardziej gdy rozpoczęła inżynierską zawodową karierę, przez chwilę nawet nie przypuszczała, że kiedyś – z ostrym narzędziem w ręku – będzie jednoosobową firmą designersko-zabawkarską. Ale czasem życie mocno zaskakuje. 


Projekt „matka”


– Po studiach pracowałam w biurze urbanistycznym i z wielką pasją projektowałam… miasta – opowiada pani Kasia, siedząc w budkowym świecie: w centrum Elbląga, w środku własnego mieszkania, na wielkiej kanapie. I trzymając w dłoni srebrzyste długie narzędzie zabawkarskie. Szydełko.

Na kanapie, prócz Kasi, kłębi się też kłąb kolorowych materiałów, ścinki filcu, ze trzydzieści różnokolorowych włóczek, szpilki i igły. 
– A teraz projektuję i wykonuję na szydełku autorskie lalki, misie, myszki, inne zwierzaki oraz postaci z książek dla dzieci. A ta kanapa to moja Budka: biuro i mała fabryka. 
Zanim jednak zwykła salonowa kanapa zamieniła się w niezwykłe przedsiębiorstwo, Kasia wyszła za mąż. Niedługo potem wraz z mężem oczekiwali narodzin pierwszego dziecka. W 1995 r. urodził się Maciej. 
– Poszłam na urlop macierzyński, wzięłam wychowawczy. Potem wróciłam do pracy na pół etatu. Po kilku latach urodziłam Anię, i to był koniec mojej urbanistycznej kariery zawodowej – opowiada Kasia. – Po pierwsze chciałam więcej czasu poświęcać dzieciom. A po drugie w pracy zaczął się kryzys, nie było zamówień. I zrobiło się jakoś tak niepewnie…
Więc decyzja o nowym etapie w (domowym) życiu zapadła. Kasia została mamą domową. A po kolejnych kilku latach urodziła trzecie dziecko, Gabrysię. 
– Nigdy nie żałowałam swojej decyzji, nie żałowałam czasu spędzonego w domu, swojego kolejnego życiowego projektu o roboczej nazwie „matka” – mówi pewnym głosem. – Czułam się w domu spełniona, mąż mnie wspierał. A żeby nie popaść w rutynę i frustrację, działałam społecznie, poznawałam ludzi właściwie z całego kraju, byłam obecna na internetowym forum dla mam, poświęconym wychowaniu dzieci w wierze. 
Kasia i jej mąż współtworzyli też (i współtworzą) elbląską Wspólnotę Rodzin. 
– Pochodzimy z do-
mów katolickich, a nie byliśmy wychowani w wierze. Jednak Pan Bóg znalazł do nas drogę. Krok po kroku poznawaliśmy życie wiarą, Pismem Świętym, Eucharystią. I udało nam się stworzyć własną rodzinę z Jezusem – opowiada pani Kasia, cały czas skupiona na kolorowej robótce. A spod jej palców, które śmigają w szydełkowym rytmie, wydostaje się właśnie różowe ucho bawełnianej myszy. 


Szydełkowa Katastrofa


Kasine szydełkowanie zaczęło się wiele lat temu, gdy 12-letnia Kasia z żółtaczką zakaźną trafiła do szpitala. Z nosem na kwintę, z pretensjami o zepsute wakacje, leżała tak bez przydziału i w ogólnym poczuciu niesprawiedliwości. Szczęściem na łóżku obok jej starsza sąsiadka pacjentka pracowicie coś dziergała. 
– Śliczne rzeczy robiła na szydełku. Więc i ja z nudów nauczyłam się szydełkować. Miałam do tego dryg. Jeszcze jako dziecko robiłam wiele ładnych rzeczy: serwetki, ubranka dla lalek. 
Z czasem jednak Kasia o szydełku (prawie) zapomniała. Wyszło z życiowego worka, dość zaskakująco, po latach. Jakoś na początku 2008 r. siedzieli razem z mężem i debatowali o rodzinnych finansach. Zgodnie stwierdzili, że do mężowskiej pensji dobrze by było dorobić choć ze 200 zł miesięcznie. Niedługo potem koleżanki Kasi z internetowego forum stwierdziły: tyle jest polskich kapitalnych książek dla najmłodszych i tyle ciekawych, bajkowych postaci. Dużo więcej niż dziecięcych bohaterów rodem z Zachodu. Jednak na Zachodzie dzieciaki do woli mogą przytulać swoich książkowych przyjaciół: w sklepach z zabawkami pełno książkowych gadżetów. A u nas? Żadnego rodzimego książkowego bohatera w formie przytulaśnej maskotki nie uświadczysz… Więc Kasia pomyślała: skoro inni mają okołoksiążkowe gadżety dla dzieci, to Polki nie gęsi. I szydełka mają. 
– Wzięłam szydełko, wzięłam wełnę. I zrobiłam kaczkę Katastrofę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie