Zarzynanie tradycji

Polska to zagłębie rzeźni, w których bydło zabijane jest według zasad uboju rytualnego – bez ogłuszenia, co wzbudza protesty.

W tym sporze po jednej stronie mamy racje religijne, po drugiej stawiane jest prawo zwierząt do śmierci bez zadawania zbędnego cierpienia. Od początku roku ubój religijny jest w Polsce zakazany, ale podejmowane są starania, aby to zmienić.

Szochet to nie rzeźnik

Żydzi jedzą koszerne mięso parzystokopytnych przeżuwaczy, takich jak krowa, owca, koza, jeleń, a także ptactwo – gęsi, kury, kaczki, perliczki, bażanty. W ich kuchni nie może znaleźć się mięso konia, wielbłąda; do spożycia nie nadaje się zwierzę, które padło albo zostało rozszarpane przez drapieżnika. Nie zjedzą zdrowej, dorodnej jałówki, która 30 minut wcześniej zwichnęła nogę na pastwisku. Takie zwierzę uznawane jest za trefne, nieczyste. Na koszernym stole musi się znaleźć okaz zdrowia. Żydowski ubój religijny (szechita) dokonywany jest bez ogłuszenia, czyli bez pozbawienia świadomości. Od 3 tys. lat krowę przewraca się na grzbiet – tak żeby odsłoniła szyję – i zarzyna jednym cięciem. W rzeczywistości polskiej rzeźni proces ten przebiega następująco: popędzana pastuchem krowa wchodzi do ciasnej metalowej komory, z której tylko głowę może wychylić na zewnątrz. Komora obraca się o 180 stopni – tak że krowa leży do góry nogami, a pneumatyczny uchwyt unieruchamia jej głowę, przez co zwierzę zmuszone jest do naprężenia szyi, wtedy ostrym nożem przerzyna się jej gardło. W judaizmie ubój rytualny wykonuje szochet – mąż godny zaufania, wybrany przez społeczność żydowską. Przez wiele lat Polska nie miała szocheta. Dopiero w XXI w. został nim Paweł Bramson z Warszawy, mąż godny zaufania, ojciec rodziny. – Chciałem być przydatny dla społeczności żydowskiej i pomyślałem, że jest sporo problemów z powodu braku szocheta. Mięso musieliśmy sprowadzać z zagranicy albo szochet przyjeżdżał do nas – mówi P. Bramson. Swój fach szlifował w Republice Południowej Afryki. Zaczynał od kur, owiec, a na koniec przyszły krowy. Najwięcej problemów miał z kurami, bo łatwo się skaleczyć przy zadawaniu cięcia. Nóż szocheta to chalaf. Musi być ostrzejszy niż brzytwa. Bramson, jak każdy szochet, ma 3 noże: duży do bydła, średni do cieląt, mały do drobiu. Z tymi nożami jeździ po polskich ubojniach. Jego dzień pracy trwa zazwyczaj osiem godzin. Nie chce zdradzić, ile w tym czasie zarzyna krów. – W ubojni na początku odmawiam błogosławieństwo – tylko przed pierwszą krową, ale myślę o każdej kolejnej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie