Buszujący w sieci

Portale społecznościowe są dla ludzi wierzących i szansą, i zagrożeniem. Wszystko zależy od tego, jak się z nich korzysta.

Czy Kościół „upaja się” nowymi mediami, jak twierdzi szef watykańskiej telewizji Dino Boffo, krytykując pojawienie się Benedykta XVI na Twitterze? A może wręcz przeciwnie: nie nadąża za wyzwaniami cyfrowego świata? Ludzie Kościoła są w tej kwestii podzieleni, choć papież dodaje im odwagi w kolejnych orędziach na Dni Środków Społecznego Przekazu. Kardynał Ravasi „twittuje” (czyli dosłownie: „ćwierka”) w sieci od dawna. Konto na Twitterze od roku ma też abp Józef Michalik. Jednak wielu duchownych z rezerwą odnosi się do obecności na portalach społecznościach, Boffo zaś wyraził głośno obawy wielu chrześcijańskich intelektualistów: – Za to upajanie się drogo zapłacimy. Obudzimy się wtedy, kiedy nie będzie już tradycyjnych mediów katolickich.

2 miliony „followersów”

12 grudnia 2012 roku poszedł w świat pierwszy papieski wpis: „Drodzy Przyjaciele, z radością łączę się z Wami przez Twitter. Dziękuję za Wasze liczne odpowiedzi. Z serca Wam błogosławię”. Bardzo szybko zareagowało 1,2 mln osób. Konto Benedykta XVI oficjalnie śledzą już 2 mln „followersów”. Dużo to czy mało? W porównaniu z największymi celebrytami – niewiele. Specjaliści od nowych mediów zwracają jednak uwagę, że choć Justin Bieber, idol nastolatek, w ciągu kilku lat uzbierał na swoim koncie 32 mln obserwatorów, to praktycznie wszyscy oni pozostają bierni. Natomiast na „tweet” Benedykta XVI odpowiedziała ponad połowa „followersów”. Do Biebera posty wysyła zaledwie 0,7 proc. fanów. Przypomnijmy, że Twitter jest stosunkowo młodym medium i ma swoją specyfikę. Można zamieszczać na nim jedynie krótkie wiadomości tekstowe, mikroblogi do 140 znaków. To język esemesów, czyli najbardziej rozpowszechnionej dziś formy komunikacji. Inaczej niż na Facebooku nie zamieszcza się na nim zdjęć czy filmów, a jedynie linki, czyli adresy przekierowujące do konkretnych miejsc w sieci. Ma to swoje wady, ale i zalety. Najważniejsza to ta, że z TT (każda nazwa własna ma tu swój skrót, także sam Twitter) można korzystać wszędzie i praktycznie na każdym urządzeniu mobilnym.

Nie „czy”, tylko „jak”

W odróżnieniu od odbiorów tradycyjnych mediów użytkownicy sieci nie są jednie bierni. Stają się zaangażowani, tworzą tkankę społeczną, budują nowe relacje. Zdaniem Benedykta XVI, to bardzo ważna ich cecha. W tegorocznym orędziu na Dzień Środków Społecznego Przekazu papież zwrócił uwagę, że w sieci nie tylko dzielimy się poglądami i informacjami, ale w ostateczności przekazujemy samych siebie. Dlatego osoby aktywne na portalach powinny starać się być w tym, co mówią, autentyczne. Powinny dawać świadectwo. „Kultura sieci społecznościowych oraz zmiany form i stylów komunikacji stanowią poważne wyzwania dla tych, którzy chcą mówić o prawdzie i wartościach” – pisze Benedykt XVI. Papież zaskakuje doskonałym wyczuciem tego, czym jest świat cyfrowy. Wie, że dla wielu ludzi, zwłaszcza najmłodszych, stanowi on naturalne społeczne środowisko, swoisty ekosystem. A zatem jeśli Dobra Nowina nie będzie obecna tu, to może jej w ogóle zabraknąć w doświadczeniu wielu osób. Benedykt XVI ostrzega jednak, że „zrozumienie tego środowiska jest warunkiem wstępnym znaczącej w nim obecności”. – Kościół nie pyta już, czy korzystać z nowych mediów, ale jak to robić – komentuje ks. Piotr Studnicki, doktorant na Wydziale Komunikacji Społeczno-Instytucjonalnej Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie.

Król Twittera z Częstochowy

Światem cyfrowym rządzą inne zasady niż te znane z tradycyjnych mediów. Znikają pośrednicy, każdy staje się nadawcą, na portalach społecznościowych nie ma żadnej bariery selekcyjnej. Panuje pełna demokracja (ze wszystkimi jej wadami i zaletami). Nie ma hierarchii, a raczej: tworzy się zupełnie inna, nowa hierarchia. Nie słucha się tu mocnych w realnym świecie autorytetów, ale nie jest też tak, że rządzą wyłącznie skandaliści i celebryci. Kuba Wojewódzki właśnie poddał się i zamknął swój profil na Facebooku. Szymon Majewski praktycznie od zera próbuje budować pozycję, tworząc własny program w YouTube. Istnieje pewien fenomen internetu, jakim są wideoblogi osobliwych postaci, niemających kompletnie nic sensownego do powiedzenia, ale nie należy z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Internauci śmieją się z infantylnego Gracjana Roztockiego, ale królem polskiego Twittera jest Ludwik Siadlak, częstochowianin, informatyk, absolwent University of Oxford, twórca nowatorskiej metody negocjowania i prowadzenia szkoleń. Obserwuje go już regularnie ponad 63 tysiące osób. Siadlak jest jedną z wielu gwiazd nowych mediów, które świetnie potrafią posługiwać się językiem skrótu, obrazem i dźwiękiem, by komunikować rzeczy ważne. Rośnie grupa takich liderów, kompletnie anonimowych dla świata telewizji i gazet, za to sprawujących rząd dusz w świecie bitów.

Tysiące martwych dusz

Wchodząc w świat wirtualny, trzeba także mieć świadomość zagrożeń, jakie w nim czyhają. Dorota Gawryluk, dziennikarka Polsatu i publicystka, nie jest fanką portali społecznościowych, nie ma konta na TT ani strony na FB. Dlaczego? – Zniechęca mnie powierzchowność, jaka tam dominuje, i bezkarność, z jaką można pisać wszystko o wszystkich. Poza tym nie przepadam za językiem skrótu, wolę pogłębione formy wypowiedzi, które pozwalają na dłuższe uzasadnienie swojego zdania – wyjaśnia. Jednocześnie dostrzega istniejące w sieci ogromne możliwości szybkiego docierania do informacji i łatwość poznawania ludzi. – Widzę, że portale zaspokajają dziś coraz więcej potrzeb komunikacyjnych, przez co inne relacje przestają być potrzebne. I to mnie przeraża – mówi Dorota Gawryluk. Biernym użytkownikiem Twit-tera jest Brygida Grysiak. Jej zdaniem trzeba śledzić TT choćby dlatego, że wielu polityków właśnie tam w pierwszej kolejności ogłasza istotne decyzje. Ale nie kryje swoistej „aspołeczności”, czyli wierności papierowym mediom. – Jestem przywiązana do tradycyjnych i mało przyszłościowych form komunikacji – śmieje się dziennikarka TVN. Świat cyfrowy przy pozornej transparentności pełen jest także oszustów. Począwszy od istnej plagi fałszywych kont na TT i profili na FB, gdzie anonimowi nadawcy podszywają się pod znane postaci (najczęściej dla żartu, ale także by komuś zaszkodzić), a skończywszy na tysiącach nieistniejących w „realu” osób, martwych dusz rejestrowanych po to, by podbić statystyki, pozyskać klientów lub zwolenników swoich opcji politycznych.

Koniec „spirali milczenia”

Marzena Paczuska, dziennikarka TVP, jest bardzo aktywnym użytkownikiem Twittera, toczy tam gorące dyskusje o sprawach ważnych. – Ale czasem i o pozorne drobiazgi warto powalczyć – podkreśla i przypomina swoją wygraną batalię o to, by nie używać skrótu AK na określenie terrorystycznej Al-Kaidy. Jej zdaniem, Twitter wbrew pozorom jest dziś miejscem istotnej debaty kulturowej. – Dlatego powinni na nim być obecni także ludzie o ugruntowanych poglądach, którzy potrafią dać świadectwo i pociągnąć za sobą innych – zachęca. Socjologia zna pojęcie „spirala milczenia”. Osoby, których zdanie nie jest reprezentowane w mediach, milkną także w swoich środowiskach. Wolą się nie wychylać. I to nawet jeśli są w większości. Prowadzi to do wzmacniania, utrwalania się jednego poglądu, który staje się powszechnie obowiązujący, choć w gruncie rzeczy nim nie jest. Tak było przed pojawieniem się portali społecznościach. Być może ich największą zasługą jest zniwelowanie efektu „spirali milczenia”. Rozproszeni i nieobecni w starych mediach ludzie o poglądach konserwatywnych, często wstydzący się swej wiary, zobaczyli się i policzyli. Na ten aspekt cyfrowego świata także zwrócił uwagę Benedykt XVI.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie