Widmo gender nad Polską

Rząd przygotowuje program równościowy, opierający się na głoszonej przez skrajne feministki ideologii gender, której celem jest „wyzwolenie” kobiet przez odrzucenie macierzyństwa i rodziny.

We wprowadzeniu do „Krajowego Programu na rzecz Równego Traktowania na lata 2013–2015” czytamy: „Wszystkie resorty powinny wdrażać politykę gender mainstreaming, czyli wprowadzać politykę równości płci do głównego nurtu swoich działań” czytamy. Program ten opracowała pełnomocnik rządu ds. równego traktowania min. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz i w lutym przesłała do konsultacji międzyresortowych. Wkrótce trafi on pod obrady rządu. Minister ds. równości otwarcie pisze, że program opiera się na ideologii gender. Tymczasem ideologia ta, głoszona przez ekstremalne nurty feminizmu, jest sprzeczna z naturą człowieka, kwestionuje bowiem płeć biologiczną i zakłada istnienie płci społeczno-kulturowej, którą człowiek może wybrać. Gdyby program został przyjęty, zwolennicy rewolucji obyczajowej w Polsce mogliby ją przeprowadzać poprzez agendy rządowe.

Założenie, że wszyscy ludzie są równi, dlatego nie powinni być dyskryminowani z powodu płci, wieku, niepełnosprawności czy pochodzenia narodowego, jest jak najbardziej słuszne i dobrze, że rządowa instytucja stara się nierównemu traktowaniu przeciwstawić. Problem polega na tym, co uznajemy za dyskryminację, jak diagnozujemy jej przyczyny i w związku z tym jakimi metodami mamy z nią walczyć. I tu zaczynają się kontrowersje. Program równościowy min. Kozłowskiej-Rajewicz skupia się na zagadnieniu dyskryminacji ze względu na płeć, w której widzi główne źródło nierówności. Sposobem na przeciwstawienie się temu zjawisku ma być ideologia gender. Jak czytamy w dokumencie, pojęcie to „tłumaczy się jako płeć społeczno-kulturowa w odróżnieniu od pojęcia sex, czyli płci biologicznej”. Płeć gender jest kształtowana przez czynniki społeczne i kulturowe, które są źródłem ról płciowych i stereotypów uznawanych przez dane społeczeństwo za odpowiednie dla kobiet i mężczyzn. Według gender, aby osiągnąć równość płci, należy właściwie kształtować te role i zwalczać stereotypy przez „oddziaływania na tworzenie i stosowanie prawa, ład instytucjonalny oraz zachowania społeczne”. Właśnie takie działania, które sprowadzają się do przebudowania naszego życia społecznego, zawiera program równościowy. Na czym polega niebezpieczeństwo takiego podejścia, widać na przykładzie propozycji przeciwdziałania nierówności i dyskryminacji w procesie edukacji.

Według programu min. Kozłowskiej-Rajewicz, „w większości autorzy podręczników nie przestrzegają zasady gender mainstreaming”, a w związku z tym podręczniki te powielają szkodliwe stereotypy. Jakie? Na przykład prezentują kobiety w rolach żon, matek czy córek, podkreślając ich opiekuńczość. Szczególnym źródłem nierówności jest, według pani minister, preferowanie „rodzinnocentrycznego typu społeczeństwa i stereotypowych układów w rodzinie: mama, tata, dwoje dzieci. Nieobecny jest natomiast problem »inności«”. W konsekwencji gdyby wszedł w życie program równościowy, nie znaleźlibyśmy w podręcznikach szkolnych obrazu kobiety jako matki czy żony albo rodziny jako naturalnej i, zgodnie z polską konstytucją, preferowanej przez państwo formy życia społecznego.

Rodzina – wróg

Właśnie stosunek gender do macierzyństwa i rodziny pokazuje, jak wielkim zagrożeniem jest ta ideologia. Powołując się bowiem na słuszne dążenie do równości, wskazuje drogę, której realizacja oznaczałaby zniszczenie istoty człowieczeństwa i relacji międzyludzkich. W historii feminizmu można wyróżnić kilka etapów. Tak zwana pierwsza fala w XIX wieku walczyła o prawo do dziedziczenia, do uczestniczenia w relacjach handlowych, a potem o prawa polityczne. Druga fala w XX wieku żądała prawa do wykształcenia i na równi z mężczyznami obecności w przestrzeni publicznej, zawodowej czy kulturalnej. Nie wdając się w szczegóły, generalnie wszystkie te postulaty były jak najbardziej pozytywne. Jednak okazało się, że choć kobiety zdobyły, co chciały – są wykształcone, pracują jako profesorowe na uczelniach, robią kariery zawodowe – rzadziej np. osiągają sukcesy w zawodzie, gdyż trudno im połączyć rolę matki z pracą zawodową. Stąd w latach 80. poprzedniego wieku pojawia się tzw. trzecia fala feminizmu, której wyrazem jest właśnie ideologia gender. Według niej, kobiety mogą osiągnąć równość, jeśli oprócz pracy zawodowej nie będą miały innych obowiązków, czyli będą funkcjonować jak większość mężczyzn. Aby tak się stało, należy odrzucić macierzyństwo i rodzinę, które są wyrazem dominacji mężczyzn nad kobietami. Drogą do tego jest zmiana tradycyjnych ról społecznych. I tu zrodziła się koncepcja płci społeczno-kulturowej jako roli, zachowań i działań, które można ukształtować niezależnie od płci biologicznej. Na marginesie warto podkreślić, że takie podejście nie jest jedyne w tzw. trzeciej fali. Są feministki, które uważają, że kobiety mają inne cele niż mężczyźni, inne priorytety i często wybierają macierzyństwo, świadomie rezygnując z kariery zawodowej. W takim ujęciu pozycja kobiety nie jest wynikiem władzy sprawowanej nad nią przez mężczyznę, tylko jej wolnego wyboru. I choć ten ostatni nurt jest silny, obecnie dominuje genderyzm. U jego podstaw leży błąd antropologiczny, polegający na kwestionowaniu swojej cielesności, czego wyrazem jest dążenie do uniezależnienia się od biologicznej płci. Nie przypadkiem w agendzie gender pojawiają się takie postulaty jak aborcja na żądanie czy antykoncepcja, bowiem dzięki nim kobieta „panuje” nad swoim ciałem. A jeśli już urodzi dziecko, należy stworzyć takie warunki, aby nie musiała go wychowywać. Stąd postulaty rozbudowanej opieki państwa nad dziećmi od momentu urodzenia, np. poprzez żłobki, które, wbrew wiedzy psychologicznej, są przedstawiane jako niezbędne dla właściwego rozwoju dziecka. Jeśli ideologia gender zostanie przyjęta przez państwo za obowiązującą, może to doprowadzić do nowej formy totalitaryzmu. Oto bowiem państwo będzie kształtować ludzkie zachowania wbrew naturalnej tożsamości człowieka. A jeśli ktoś nie będzie chciał uznać tej ideologii? W Amsterdamie wprowadzono prawo, według którego osoby kwestionujące normalność homoseksualnych aktów będą musiały osiedlić się w specjalnym getcie. To nie jest ponury film science fiction, to się dzieje naprawdę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • mrozjan
    15.04.2013 14:45
    Pani Aleksandra Jakubowska nie jest postacią z "mojej bajki", ale polecam z nią wywiad w sobotniej Rz. Trochę otuchy z nieoczekiwanej strony.
  • Fryderyk
    15.04.2013 20:59
    Jest niezawodny, potwierdzony urzędowo sposób na rozróżnianie kobiet i mężczyzn przy pomocy dwóch kartek papieru i zszywacza biurowego. Otóż dowiedziono, że kobieta zszywa kartki papieru w lewym górnym rogu sytuując zszywkę poziomo, a mężczyzna pionowo. Babo-chłopy i chłopo-baby zszywają pod kątem 45 stopni. Jeżeli więc któraś pani albo któryś pan czynią to odwrotnie to jest to sygnał, by zacząć myśleć o zmianie płci. Trzeba to przekazać pani minister od apartheidu, genderowcom, by w końcu, na tej podstawie rząd najjaśniejszej Rzeczypospolitej przygotował, a następnie Sejm uchwalił stosowną ustawę.
  • Moria
    23.05.2013 10:25
    Dlaczego gender jest groźne?

    http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,605,dlaczego-gender-jest-grozne.html
  • gd
    08.07.2013 16:44
    Dzisiaj nasza pani zachowała się bardzo dziwnie. Czekała na nas w klasie wydając głębokie westchnienia, a przecież zawsze jest wesoła. Wzdycha tylko, jak odpytuje Klotariusza, a wtedy Klotariusz robi się całkiem czerwony.
    Powiedziała –„No dobrze, skoro pan minister, który zajmuje się naszą edukacją zdecydował odwołać się do młodzieży, by zmienić naszą mentalność, będziemy mieć lekcje wychowania seksualnego. A pierwszy, który zacznie się robić głupie żarty, pójdzie się zobaczyć z Rosołem”. Nikt nie miał ochoty robić głupich żartów, bo nasz Rosół też z nami nie żartuje.
    Pani popatrzyła na nas i powiedziała, że najważniejsze w życiu, to być tolerancyjnym. My jesteśmy cholernie tolerancyjni. Więc wszyscy powiedzieli tak. A Ananiasz, który jest pieszczoszkiem naszej pani i zawsze siedzi w pierwszej ławce powiedział, że jest jeszcze bardziej tolerancyjny niż cała klasa, bo przecież ze wszystkiego jest najlepszy w klasie, z wyjątkiem w-f. Euzebiusz powiedział mu – „Nie bądź taki cwany kolego, bo zobaczysz, jaki ja jestem tolerancyjny” ! Myślę, że pani zrozumiała, że nie pójdzie łatwo.
    Pani podeszła do tablicy, poczekała aż się uspokoimy i spytała z bardzo poważną miną : « Dobrze, kto jest dziewczynka, niech podniesie rękę”. Wszystkie dziewczynki podniosły ręce, także Klotariusz ale z trochę zakłopotaną miną.
    Ale pani powiedziała tak : »Bardzo dobrze, Klotariusz, to twój wybór, jeśli chcesz być dziewczynką, masz prawo zadecydować”. Klotariusz zrobił się cały czerwony –„Nie proszę pani, ja chce iść siku”. Dobrze, powiedziała pani –„Możesz iść”. „Tylko nie wchodź do dziewczynek” – zawołał Euzebiusz. Ale pani uderzyła w biurko i powiedziała, że jeśli Klotariusz chce iść do toalety dziewczynek, to jego wybór i nie można sobie z tego robić żartów. Obowiązuje nas gender theory, która pozwala każdemu mógł wybrać płeć. I kazała nam napisać w zeszytach – „Każdy ma prawo wybrać płeć!”
    „Jeszcze czego” - powiedział Rufus – „ja mam siusiaka, nie mogę zdecydować, że będę dziewczynką”. Pani mu wytłumaczyła, że to, co on robi, nazywa się heteroseksizm. I że trzeba wreszcie skończyć z heterokracją. Że jak tak dalej pójdzie, to nas wsadzą do ciupy jako homofobów. Popatrzyłem na Ananiasza, nawet on zrozumiał.
    Wszystko się komplikowało, juz wolałbym chyba lekcję matmy. Pani wyczuła, że się trochę zgubiliśmy, postarała się wyjaśnić innym sposobem: „Macie ciała… to wy decydujecie… „ „A ja mam drugie śniadanie, a nie jakieś ciało !” zawołał Alcest. „Moje ciało to ja !” Muszę wam powiedzieć, że Alcest to taki kolega, który ciągle je, cały dzień coś przeżuwa, ma czas zastanawiać się nad życiem. Jak się z kimś bije, to mu trzymam rogalika, a potem zawsze mi daje ugryźć kawałek.
    « Dobrze » - powiedziała pani –« kontynuuję ». Dziwne nam się to wydało, ale nic nie mówiliśmy, bo nie chcieliśmy jej robić przykrości. Zabrała się za rysowanie białego kółeczka na tablicy. „To jest spermatozoid”. I poprosiła mnie, żebym powiedział, co rozumiem przez to słowo. Dobrze się złożyło, bo właśnie tata w zeszłym tygodniu opowiadał mi, że jest kupa takich małych ziarenek, które tata daje w prezencie mamie i potem z tego rośnie dzidziuś i cyk ! - Dziecko się rodzi ! Wszyscy je całują i dzwoni się do babci, że została babcią.
    „Dziękuję Mikołaju” – powiedziała pani. „Kontynuuję. Oczywiście myślicie wszyscy, że rodzina to tatuś, mamusia i dzieci. Jednak są inne modele i byłoby zupełnym wstecznictwem tego nie uznać. Jeśli dwaj panowie albo dwie panie kochają się nie ma powodu, żeby im zabronić zawrzeć związek małżeński i pozwolić adoptować dziecko”.
    „To fajnie się składa” – zawołał Rufus. ”Ja bardzo kocham Leonię i Kloe, to się ożenię z nimi obydwiema, bo one też mnie kochają”. Leonia powiedziała, że absolutnie się nie zgadza, a Kloe powiedziała, że ożeni się ze swoim tatą. Jeśli dwaj panowie mogą się żenić, to ona może ze swoim tatą, bo ona bardzo kocha swojego tatę. ”Acha” – zawołał Rufus – „ale on już jest ożeniony z twoja mamą” !
    Pani powiedziała, że nie jest to tematem lekcji, szkoda,akurat zaczęliśmy się fajnie bawić. Znowu zastukała w stół i dalej tłumaczyła, że postęp techniki pozwala nam robić, co nam się zamarzy. Można robić dzieci w szkle, trzymać w lodówkach i wynajmować sobie brzuchy.
    Wytłumaczyła nam, że pan może dać te małe nasionko dwom paniom, które z pomocą pana doktora już sobie dalej same poradzą. Albo dwaj panowie pomieszają swoje nasionka i pójdą w odwiedziny do pani, żeby dała swoje nasionko i to wszystko można dać innej pani, która zrobi sobie dziecko w brzuszku i potem odsprzeda je tym panom.
    « Ja » - powiedział Rufus –« widziałem reportaż w telewizji, że niedługo będzie można mieć swojego klona ! Jeśli ktoś siebie kocha, ma prawo mieć swojego klona !» Ananiasz powiedział, że byłoby najlepiej, żeby jego sklonować, bo się najlepiej uczy. Na pewno pan minister będzie wolał, żeby klonowac jego zamiast Rufusa.
    Już mieli się zacząć bić, ale Geoffroy spakował się i założył plecak. ”Dokąd idziesz ? - spytała pani. „Idę sobie. Jeżeli można wybrać płeć, można wybrać i gatunek. Ja chce być pingwinem. Pingwiny nie chodzą do szkoły, idę do domu”. Popatrzyłem na Geoffroy’a, on naprawdę jest podobny do pingwina ! I zresztą to jego wybór ! Ale Geofrroy spojrzał na panią i zrozumiał, że lepiej wrócić na swoje miejsce.
    Już mieliśmy znowu zacząć rozróbę, ale przestaliśmy, bo okazało się, że na końcu klasy płacze Julietka. Ona nigdy nic nie mówi. Julietka płakała, bo jeśli to jest tak, to ona rzuci się z mostu. I tak jest trudno żyć, jak się ma rodziców w separacji. A jeśli teraz zaczną robić dzieciaki bez taty i mamy, to ona uważa, że to niesprawiedliwe i głupie. I jeśli wszyscy mają prawo do miłości, to może nie należy zapominać, że dziecko ma prawo do mamy i taty. I że to jest po prostu równość wobec prawa. I że można dać tyle tatusiów dziecku, ile się chce, ale to nie zastąpi mamy !
    Powiedziała to jednym tchem, pani patrzyła na nią z otwartymi ustami i widziałam, że zaraz zacznie płakać. Ale nie płakała. Przytuliła Julietkę, ucałowała jak mamusia czasem mnie i coś jej miłego szepnęła do ucha. Potem popatrzyła na nas, jednym ruchem wytarła tablicę i powiedziała -to wszystko jakieś głupoty, nie można pozwalać robić ludziom wszystkiego, co im się zamarzy. I żeby pan minister spróbował zrobić tę lekcję za nią. A na razie, to zrobimy lekcję gramatyki. No nie…
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie