Skazani na in vitro

W lipcu ruszy program finansowania „leczenia niepłodności” metodą in vitro. Obejmie 15 tys. par i rocznie może powiększyć grono Polaków o półtora tysiąca urodzonych oraz do 60 tys. zamrożonych dzieci. Jest obawa, że Komisja Europejska postawi nas za to przed Trybunałem Sprawiedliwości.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz podpisał zgodę na refundację programu in vitro z budżetu państwa w ramach programu zdrowotnego na lata 2013–2016. Program ma zapewnić równy dostęp do „procedury zapłodnienia pozaustrojowego parom, u których stwierdzono niepłodność kobiety albo mężczyzny”. Są tu mankamenty finansowe i niezgodność z polskim oraz europejskim prawem – nie wprowadzając żadnej ochrony ludzkich embrionów, program łamie m.in. unijne dyrektywy tkankowe. Jak przekonują eurodeputowani, to najgorsze rozwiązanie w tej dziedzinie w Europie. Ministerstwo Zdrowia zadbało o kryteria funkcjonowania klinik in vitro, o finanse, nie myśląc w ogóle o ludzkim życiu. Z punktu widzenia etyki jest to niemoralne i nie do przyjęcia. Już nazwa programu budzi poważne wątpliwości: „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego”. – To jest semantyczne nieporozumienie – tłumaczy dr Maciej Barczentewicz, ginekolog-położnik z Instytutu Leczenia Niepłodności Małżeńskiej w Lublinie. – In vitro nie jest programem leczenia. To próba uporania się z problemem bezdzietności. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przekonuje, że chodzi „przede wszystkim o obniżenie liczby par bezdzietnych” oraz o „poprawę trendów demograficznych”. Biorąc pod uwagę skuteczność procedury, łatwo obliczyć, że w ciągu roku funkcjonowania programu na świat w sztucznych warunkach przyjdzie ok. 1,5 tys. dzieci. Za to imponująca będzie liczba zamrożonych maluchów – jeśli w przypadku każdej z 15 tys. par objętych programem zapłodni się 6 komórek jajowych, to rachunek jest prosty (wyłączając transfery). Będziemy mieć co najmniej 60 tys. obywateli w ciekłym azocie. Z poczęć naturalnych rodzi się rocznie ponad 400 tys. małych Polaków.

Chybione cele

Program ma być dostępny dla par, „u których (…) wyczerpały się inne możliwości leczenia” niepłodności. Tyle że kwalifikacje do programu – jak np. endometrioza – z powodzeniem eliminuje naprotechnologia. A ministerstwo od razu refundować chce tu in vitro. Po co? Są tu też tak enigmatyczne zwroty jak „pacjentki zdyskwalifikowane z powodu braku szansy powodzenia leczenia operacyjnego niepłodności” czy „u pacjentek po nieskutecznej operacji mikrochirurgicznej”.

– Co to oznacza? Obawiam się, że będzie można tu podciągnąć sporo niezdefiniowanych spraw. Warto dodać, że nikt w Polsce nie wykonuje operacji mikrochirurgicznych przywracających drożność jajowodów – tłumaczy dr Barczentewicz. Program wychodzi z założenia, że „skuteczność i bezpieczeństwo zapłodnienia pozaustrojowego zostały potwierdzone w wielu badaniach”, dlatego „wiele krajów finansuje tę technikę ze środków publicznych”. Jednak niektóre z nich – jak Izrael, Dania, Włochy – już wycofują się z finansowania in vitro, bo nie tylko nikt nie potwierdził bezpieczeństwa tej techniki, ale procedura ta budzi coraz więcej naukowych wątpliwości. Wystarczy zajrzeć na strony ESHRE, Europejskiego Stowarzyszenia ds. Ludzkiej Embriologii i Sztucznego Rozrodu, czy polskiego ARTNews- lettera, by przekonać się o mankamentach in vitro, opisywanych przez specjalistów. Niepłodność w tym programie została zdefiniowana jako „niemożność zajścia w ciążę po roku utrzymywania przez parę regularnych stosunków płciowych w celu uzyskania potomstwa”. Podręcznikowa definicja niepłodności brzmi: choroba narządów wewnętrznych odpowiedzialnych za rozród, czy „stan chorobowy, który wynika z nieprawidłowości mechanizmów warunkujących zapłodnienie” (podręcznik ginekologii i położnictwa). Po in vitro u par niepłodnych narządy chore pozostaną nadal chore. Program nie dość, że nie zmieni epidemiologicznego obrazu płodności, nie naprawi też demografii – na czym tak zależy ministerstwu i rządowi. Faktem jest, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Z danych GUS wynika, że w 1990 r. urodziło się ok. 550 tys. maluchów, a w roku 2011 mniej niż 400 tys. Ale wśród przyczyn niżu demograficznego ani GUS, ani sondaże nie wskazują na problem niepłodności. Są inne przyczyny: nasilona emigracja czy odkładanie czasu na potomstwo z powodu kariery. GUS wskazuje, że poważnym powodem spadku dzietności jest mało przyjazne dla macierzyństwa państwo. Sytuacja ta nieznacznie się odwróciła, kiedy rząd wydłużył urlopy macierzyńskie i wychowawcze. Nie chodzi o to, by bagatelizować problem par niepłodnych, ale czy nie lepiej wdrożyć program profilaktyczny na temat przyczyn niepłodności, takich jak antykoncepcja, wczesne współżycie nastolatków, stres i odkładanie potomstwa na okres po 35 r. życia u kobiety, czy niehigieniczny tryb życia i bliskość urządzeń elektrycznych (telefony komórkowe noszone w spodniach przy jajnikach są jedną z przyczyn chorób narządów płciowych i tzw. niepłodności idiopatycznej, czyli takiej, gdzie nie sposób rozpoznać przyczyny). Albo czy nie lepiej sfinansować prawdziwe leczenie niepłodności, a nie proponować produkcję dzieci obarczoną ryzykiem i śmiercią innych istot?

Fałszywa matematyka

Minister zdrowia przekonuje, że program ma pomóc wszystkim niepłodnym parom, tak by niezależnie od statusu finansowego skorzystały z in vitro. Kłopot w tym, że mimo iż na in vitro wydamy 250 mln zł, na procedurę nadal stać będzie tylko zamożniejszych. Dofinansowanie wynosi 7,5 tys. zł, czyli wystarcza na: preparatykę nasienia, samo zapłodnienie, hodowlę zarodków i ich transfer oraz przeniesienie po rozmrożeniu (część biotechnologiczna). To najbardziej kontrowersyjna część procedury in vitro. Tymczasem za diagnostykę niepłodności (ok. 1300–1500 zł), leki i badania hormonalne oraz cytologiczne (od 2 do 3 tys. zł) i kriokonserwację (zamrożenie niewykorzystanych zarodków) korzystający z programu będą musieli wydać co najmniej kolejne 4–5 tys. zł. Jak taki wydatek na in vitro odbije się na podstawowym leczeniu? Minister Arłukowicz broni się, że pozostali pacjenci nie stracą, bo in vitro będzie finansowane z puli wyznaczonej na programy zdrowotne, a nie z zasobów NFZ. Skoro zatem są środki, dlaczego ministerstwo nie przygotuje programu zdrowotnego dla już chorujących, np. na nowotwory lub na mukowiscydozę, dzieci. Maluchy z zanikiem mięśni odpowiedzialnych za pompowanie powietrza do płuc potrzebują ponad 6 tys. miesięcznie na leki. Tymczasem będziemy finansować masową produkcję ludzi i mrożenie ich. Nie wiemy, jakie czekają nas jeszcze koszty z tym związane. W programie ministerialnym zastrzeżono, by rodzice regularnie badali dzieci poczęte in vitro pod kątem wad genetycznych. Nie jest wykluczone, że rodzice ci już niedługo wyciągną ręce po refundację także i tych badań. A potem na ewentualne leczenie. Marek Balicki w rozmowie z portalem medycznym Med- express.pl podkreślił, że koszty i skutki stresu związanego z niepłodnością mogą mieć dewastacyjne konsekwencje dla naszej populacji. A jakie będą zdrowotne konsekwencje dla populacji poczętej w szkle? Lekarze wykonujący in vitro przyznają, że jest to procedura obarczona ryzykiem. Prof. Rafał Kurzawa, ginekolog wykonujący in vitro: – Ryzyko wystąpienia wad genetycznych jest o 1,5 raza większe u dzieci poczętych metodą zapłodnienia pozaustrojowego, ale to wynik nie tyle in vitro co niepłodności. To choroba generuje wady. Na świecie są na ten temat prace naukowe. Innego zdania są genetycy. – Kiedy przy zapłodnieniu pozaustrojowym wpychamy plemnik do komórki jajowej, nie wiemy, czy jest ona odpowiednio dojrzała i przeprogramowana w zakresie tzw. procesów epigenetycznych. Tak dochodzi do zaburzeń – mówi prof. Alina Midro z UM w Białymstoku. Potwierdza to naukowa literatura, m.in. publikacje w prestiżowym amerykańskim „Human Reproduction”. Wady genetyczne nie mogą być tylko efektem niepłodności, bo przecież to w warunkach laboratoryjnych zakłóceniu ulegają mechanizmy segregacji chromosomów. – Przy in vitro, kiedy brak tzw. matczynego zabezpieczenia, czyli odpowiedniego ciepła, ciemności, a do zapłodnienia dochodzi przy świetle, energii, która zmienia niektóre procesy biochemiczne, ryzyko zmian genetycznych z tego wynikające jest duże. I zapłacą za nie przyszłe pokolenia – dodaje prof. Midro.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gut
    23.05.2013 16:30
    Skazani na in vitro - skazani na przemoc.
  • Renia
    23.05.2013 16:55
    Wiele juz napisano w tym temacie. Urodziłam dziecko z in vitro, a byłam bezpłodna. Więc moim zdaniem in vitro leczy, w takim samym stopniu jak okulary wzrok, czy insulina cukrzycę.
  • RaBi
    23.05.2013 18:10
    Trzeba głośno powiedzieć dlaczego ta metoda jest stosowana.
    Ano dla tego, że się opłaca klinikom, które przeprowadzają in vitro.
    I tak długo jak będzie się opłacało tak długo będą ją stosować.
    Arłukowicz to zwykły lobbysta, który dba o "swoje" zaplecze finansowe. Rynek 250 mln zł podzieli między siebie ok. 10-15 klinik to daje na jedną klinikę ok. 16 - 25 mln zł na klinikę w ciągu 3 lat, czyli rocznie obrót ok. 5 - 7 mln rocznie!!
    Żyła złota, w duszy kliniki mają problemy pacjentów, liczy się kasa!!
    Od cała prawda o "programie leczenia niepłodności"
    jest to nielegalne dofinansowanie branży.
  • Hannaonline84
    23.05.2013 18:17
    Moim skromnym zdaniem program dofinansowania in vitro z budżetu państwa, który został wprowadzony "tyłem" ma na celu utrzymanie u władzy rządu Pana Donalda Tuska.
    Aby to się powiodło rząd obecny musiał wprowadzić go jak najszybciej pomimo braku dobrych norm prawnych w kwestiach in vitro i wszelkich przeciwwskazań.
    W końcu rząd ma coraz mniej czasu by pokazać co dobrego zrobił dla ludzi albo przynajmniej pewnej grupy ludzi, czyli potencjalnych wyborców. Wprowadzenie dopłaty do in vitro należało do najłatwiejszych i najszybszych sposobów by pokazać, że "coś" robią dla dobra (?) polaków.
    Na rezultaty trzeba poczekać, ale właśnie dlatego tak rząd premiera Tuska się pośpieszył z tym programem.
    Tak to już bywa w polityce, że nie tyle się robi dla dobra polaków co dla władzy. Przynajmniej tak jest w większości przypadków (polityków).
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie