Polak leczy się sam

Nie wykupujemy leków wypisywanych przez lekarzy. Rośnie za to sprzedaż środków dostępnych bez recepty.

Ta sytuacja nie zmienia się od kilku lat, a potwierdza ją ostatnie badanie „Jak Polacy biorą leki” (Millward Brown 2013). Wynika z niego, że blisko połowa z nas nie wypełnia wszystkich zaleceń lekarzy i część recept wyrzuca do kosza. 10 proc. robi to regularnie. Jednocześnie w tempie kilkunastu procent rocznie rośnie rynek leków dostępnych w każdym sklepie bez recepty. Głównie przeciwbólowych. Inny ciekawy wniosek z badania: dla coraz większej grupy rodaków lekarzem pierwszego kontaktu stał się… dr Google, czyli doradca (często anonimowy) znaleziony przez internetową wyszukiwarkę. Przyjmuje za darmo i jest zawsze do dyspozycji.

Bo był za drogi

Jak łatwo się domyślić, najczęstszym powodem przerywania lub całkowitej rezygnacji z wykupienia leków są problemy finansowe pacjentów. – Polacy często z posiadanej recepty wykupują tylko jeden, dwa leki. Powody są prozaiczne – koszt preparatów lub ich brak w konkretnej aptece – komentuje raport dr n. med. Krzysztof Kuszewski z Narodowego Instytut Zdrowia Publicznego. Ta tendencja wzmocniła się w 2012 r. w efekcie zamieszania związanego z protestem receptowym. Protest minął, ale związane z nim obawy pozostały. Zdaniem Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, mamy do czynienia z długofalowym zjawiskiem, które jest pochodną zbiurokratyzowania całego procesu refundacji. W sposób myślenia medyków został bowiem już wdrukowany swoisty mechanizm autocenzury: po co mi kłopoty, najbezpieczniej będzie, jeśli wypiszę lek bez refundacji. Niepokojąco niska jest także świadomość pacjentów dotycząca możliwości uzyskania tańszych zamienników wypisanego leku. Tylko co 5. badany deklaruje, że o nie prosi w aptece, a 60 proc. młodych osób w wieku 24–35 lat w ogóle nie wie o istnieniu zamienników.

Gorzej, w tej grupie wiekowej dominuje typowo rynkowy sposób myślenia: tańszy, to pewnie gorszy lek. Tymczasem zamienniki zawierają dokładnie tę samą substancję czynną i najczęściej różnią się jedynie nazwą handlową.

Co ty wiesz o leku?

Tylko skąd o tym wiedzieć, skoro przeciętny pacjent nie jest specjalnie zainteresowany informacjami o przepisywanym specyfiku. Z badania wynika, że co 4. o nic nie pyta lekarza, co 10. przyznaje się, że nie czyta ulotek załączonych do preparatu. Za to otwarcie deklarujemy duże zaufanie wobec „dobrych rad”, jakie w kwestii najskuteczniejszych leków i niezawodnych terapii znajdujemy na portalach społecznościowych lub stronach poświęconych medycynie. Hasłem najczęściej wrzucanym do wyszukiwarek jest „ból” (ok. 2,7 mln zapytań). Internet ma jednak to do siebie, że oprócz praktycznych i sensownych porad można tam znaleźć również kompletne bzdury. Dlatego Polskie Towarzystwo Oświaty Zdrowotnej stworzyło specjalny portal Pogromcy Mitów Medycznych, adresowany do pacjentów pragnących zweryfikować porady uzyskane od przyjaciół z Facebooka lub sąsiadek. Najczęściej w kolejce do lekarza. Jesteśmy ponoć społeczeństwem o najwyższym na kontynencie poziomie wzajemnej nieufności. Wygląda na to, że dotyczy to także lekarzy. I właśnie na owej nieufności zbudowany został wielki rynkowy sukces preparatów dostępnych bez recepty. Niech nas nie zwiodą pojawiający się w reklamach aktorzy przebrani w kitle, bo tak naprawdę zachęcają oni do wizyty nie u lekarza, ale w sklepie lub aptece. I do kupowania (w promocji!) większych opakowań leku. Tak na wszelki wypadek. Bo skoro pozbawiają one dolegliwości jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to wystarczy zaopatrzyć się w cudowny lek na kilka miesięcy z góry. I tak trzeba tyle właśnie czekać na wizytę u specjalisty…

Nie wierzę… ale kupuję

Reklamy leków atakują nas na wszystkich kanałach. Dowiadujemy się z nich o istnieniu cudownych środków przeciwbólowych, proszków leczących katar i udrażniających zatoki, pastylek uwalniających od chorób prostaty i reumatyzmu, pigułek gwarantujących spokojny sen i łagodne wypróżnianie. Niedawno CBOS zapytało Polaków, czy wierzą w to, co tam widzą? O dziwo, tylko jedna piąta badanych wskazała reklamę jako najważniejszy czynnik motywujący do zakupu leków. Byłby to dowód na jej stosunkowo małą skuteczność z jednej strony, a słabą podatność Polaków na perswazję z drugiej. Wystarczy jednak porozmawiać z pierwszym z brzegu farmaceutą, by podważyć prawdziwość tych danych. Sprzedawca w aptece nie musi oglądać reklam, by wiedzieć, jakiego leku kampania jest obecnie prowadzona w mediach. Trzech na czterech respondentów twierdzi, że nie ma zaufania do tego rodzaju przekazów, a ponad jedna trzecia odnosi się do nich wręcz wrogo. A mimo to decyzję o kupnie leku podejmujemy właśnie pod wpływem reklam. Świadczą o tym wciąż rosnące wyniki sprzedaży specyfików dostępnych bez recept.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie