Cień rzeki

Nam się wydaje, że oni czekają, aż wymrzemy. i wtedy będą mieli święty spokój.

Proboszcz wyciągnął z szafy księgi, przewertował kartki i się przeląkł.

Płock

W połowie kwietnia ogłoszony został alarm przeciwpowodziowy w gminach Gąbin i Słubice pod Płockiem. Był to zarazem test dla nowoczesnego systemu ostrzegania ludności. Jego główna część znajduje się w Wydziale Zarządzania Kryzysowego płockiego starostwa, które w sytuacji zagrożenia uruchamia alarm. System ma 12 zakodowanych sygnałów ostrzegawczych obowiązujących w całej Unii Europejskiej, ale pozwala także na posługiwanie się komunikatami głosowymi. Mimo tych nowości mieszkańcy powiatu płockiego, których gospodarstwa w 2010 roku zalała Wisła, nie czują się bezpieczni.

Wiączemin Polski

Ryszard Olczak mieszka w Wiączeminie Polskim, w niewielkim domu pośród pól. Gdzie spojrzy – zielenią się jego buraki, a przy samym domu ma drzewa orzechowe. Co roku zbiera 2 tony orzecha i wozi przed Bożym Narodzeniem do Warszawy… Tak było kiedyś. Ryszard Olczak nadal mieszka w Wiączeminie Polskim, w niewielkim domu pośród chaszczy. Gdzie spojrzy – krzaki, a przy samym domu ma wysypisko śmieci. Wydobywa z ziemi stare narty, płaty asfaltu, rozbite butelki. Mieszka przy wale przeciwpowodziowym, blisko tego miejsca, gdzie w 2010 roku wylała Wisła. Razem z wodą szły śmieci, muł i piach. Po powodzi próbował usunąć z pól muł i piach, ale nie dał rady, więc sprzedał ziemię Skarbowi Państwa. Ten nie uprawia buraków ani truskawek ani nie sadzi obiecanych drzew, tylko pozwala, by na żyznych niegdyś ziemiach rosły chaszcze. – Ci, co tutaj zostali, mają problem z ziemią pod uprawę, bo ta z piachem nie nadaje się. Na szczęście państwo ją odkupiło – mówi Ryszard. – Mój dom i gospodarstwo też chcieli kupić, ale domu nie sprzedałem. Ma dla mnie wartość sentymentalną. Ci, co zostali, złożyli się na figurkę Serca Jezusowego. W trzecią rocznicę powodzi Chrystus stanie na wale i będzie obserwował rzekę. – Tylko w tym spojrzeniu ludzie pokładają nadzieję – mówi Ryszard.

Troszyn Polski

Mimo że minęły trzy lata od powodzi, proboszcz z Troszyna Polskiego widzi, że ludzie nadal są nerwowi. Trochę poleje i biegną na wały. W niedzielę po Mszy też biegną, niezależnie od pogody. Niektórzy rolnicy do dziś korzystają z pomocy psychologicznej. Są i tacy, którzy postanowili, że już nigdy nie wprowadzą do obory krów, żeby przypadkiem Wisła nie zalała inwentarza. – Gdy leje, to mężczyźni przeklinają, kobiety się modlą, a proboszcz robi wszystko po trochu – mówi ksiądz Stanisław Kruszewski. Jest tutaj proboszczem od ponad 30 lat. Pamięta powódź z 1982 roku, ale wtedy woda na plebanii nie sięgnęła stołu na pierwszym piętrze, a w 2010 roku go zatopiła. – Rozmiar ostatniej powodzi spowodował, że ludzie ciągle czują się zagrożeni. Ale nie myślą, żeby porzucić ojcowiznę i przeprowadzić się do bloków, przynajmniej ci starsi tego nie chcą. Trzeba to zrozumieć, oni od pokoleń są rolnikami, tutaj ziemia dobrej klasy – mówi proboszcz.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie