Ojciec skrzydlatych jeźdźców

Zamykam w ogrodzie oczy, słucham wiatru. I oni wtedy przychodzą.

Wtym ogrodzie pełnym tui stacjonuje husaria. Żołnierze w karacenowych zbrojach doglądają koni, by ruszyć do walki. Ale odjechali wcześniej, niż dowódca kazał. Spłoszył ich kobiecy głos: „Mariusz, kolacja!”. I jesteśmy już nie gdzieś na przedpolach Kircholmu, ale w Strzeszkowicach Dużych pod Lublinem. Tutaj mieszka z żoną i dwójką dzieci Mariusz Kozik – artysta batalistyczny, którego prace znane są głównie za granicą. Specjalizuje się w ilustrowaniu wojen starożytnych.

Jestem studentem wrocławskim

Mariusz Kozik nie był najlepszym uczniem Liceum Plastycznego w Lublinie. Nie to żeby brakowało mu zdolności, wręcz przeciwnie, on tylko miał kłopot z frekwencją. Ale bez problemu dostał się na wrocławską Akademię Sztuk Pięknych, gdzie na drugim roku trafił pod skrzydła prof. Józefa Hałasa, a każdy orientujący się w temacie wie, że do Hałasa trafiali tylko ci, co sobie na to zasłużyli. – Mariusz Kozik należał do moich nielicznych wybijających się ponad przeciętność studentów i moim zdaniem rokuje nadzieję na interesujący rozwój – powiedział kiedyś prof. Józef Hałas. Emerytowany profesor dla kilku pokoleń jest mistrzem, przedstawicielem tzw. strukturalizmu wrocławskiego. Studenci chłonęli jego warsztat i słowa, choćby te: „Malując naturę, odkryłem, że w naturze wszystko jest sobie przeciwstawione: statyka, dynamika, kolory i kierunki. Dam przykład: horyzont –pień drzewa, przeciwstawiony poziomowi pion, w drzewie poziome gałęzie przeciwstawione znowu temu pionowi pnia, i żyłkowanie liści przeciwstawione sobie. I w ten sposób zbudowana jest cała natura, na konstrukcji, którą ja nazwałem »przeciwstawieniem« i zacząłem malować pod tym kątem”. Dzięki dobrej opinii prof. Hałasa Mariusz Kozik dostał propozycję pracy na uczelni. Odmówił. Bał się, że zrezygnuje z własnej drogi artystycznej, czyli z wielkoformatowych obrazów strukturalnych. Wrócił do Lublina. Trudno było tutaj wyżyć ze sztuki. Dostał pół etatu w Liceum Plastycznym – w tym samym, w którym zdawał maturę. Co miesiąc 440 złotych na rękę. Po pół roku zwolnił się i poświęcił tylko tworzeniu. Malował między innymi obrazy animalistyczne – sugestywne wizerunki zwierząt przedstawione w skali zbliżonej do naturalnych rozmiarów. Nie wygląda jak stereotypowy artysta, to znaczy nie ma długich włosów, nie ubiera kolorowych swetrów, nie nosi kapelusza, nie promuje siebie, tylko pilnuje, żeby szła robota. Według niego, to efekt wychowania wrocławskiej ASP.

Uciekam do ogrodu

Zainteresowanie historią i batalistyką przyszło z czasem. Uważa, że chwałę polskiego oręża trzeba uwieczniać w obrazach i docierać w ten sposób do ludzi – zwłaszcza do młodych. Maluje na płótnie, ale i na komputerze. Pracy bez farb musiał się uczyć. – Dla mnie zapach farb nie jest tak istotny. Zarówno przed komputerem, jak i przed sztalugą otwierają się w mojej głowie te same receptory. Receptory Mariusza otwierają się również poza pracownią. – Czasami uciekam do ogrodu. Żona i syn chyba już się przyzwyczaili – śmieje się Mariusz. – W ogrodzie wyobrażam sobie bohaterów. Zamykam oczy, słucham ptaków, wiatru. I oni wtedy przychodzą. Przyszedł Huzar, Grenadier, Banita, Towarzysz Pancerny, Ułan z ’39, Powstaniec z ’44, Żołnierz Grom-u i Żołnierz Wyklęty, Generał Ponsonby... Ale Kozik nie jest fantastą.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie