Hillary i Tenzing – splątane ścieżki

„Nie myślałem o tym, kto będzie »pierwszy«, a kto »drugi«. Nie mówiłem sobie, że »tam leży złote jabłko. Trzeba odepchnąć Hillary’ego i rzucić się po nie«. Nie. Szliśmy wolno i równomiernie. Po chwili stanęliśmy na szczycie. Hillary pierwszy, a ja za nim”.

Tak Tenzing wspomina wejście na szczyt Everestu. Ci, którzy wiedzą, w jaki sposób posuwa się w wysokich górach związany liną zespół, zdają sobie sprawę z absurdalności pytania „kto był pierwszy?”.

Przez góry do siebie

Obaj napisali autobiografie. Przy czym Tenzingowi, który był przecież niepiśmienny, pomagał James Ullman. Gdy przyłoży się ich życiorysy do siebie, można zobaczyć pewne podobieństwa, mimo że wychowali się w innych kulturach i krajach – Tenzing w Nepalu, a Hillary w Nowej Zelandii. Tenzing wspomina, że był wstydliwym, trzymającym się na uboczu chłopcem, ale przez całe życie, jako dziecko, jako młodzieniec i jako człowiek dorosły, pragnął podróżować, być w ruchu, patrzeć i odkrywać. Pierwszą prawdziwą podróż odbywa w wieku 13 lat – ucieka z domu i dociera do stolicy Nepalu Katmandu. Od dzieciństwa słucha opowieści Szerpów, którzy uczestniczyli w europejskich wyprawach na najwyższe szczyty świata. Sam po raz pierwszy bierze udział w takiej ekspedycji jako 18-latek. Wczesne lata Edmunda Hillary’ego to mozolna walka z własnymi kompleksami. Jest chorobliwie nieśmiały. Przełom w jego życiu następuje dopiero, gdy odnajduje swoją górską pasję. Ma wtedy 20 lat. Podczas wakacji, widząc, jakim szacunkiem cieszą się wspinacze, sam postanawia zdobywać szczyty. Nieźle radzi sobie w wojsku, służy na Pacyfiku. Po wojnie ulega poważnemu wypadkowi podczas eksplozji motorówki. Ma poparzone 40 proc. powierzchni ciała. Gdy odzyskuje zdrowie, zdobywa nową drogą najwyższą w Nowej Zelandii górę Cooka. Pełnię bycia sobą obaj osiągnęli przez góry, to one ukształtowały ostatecznie ich charaktery. Everest stał się w pewnym momencie celem ich życia. Ale czy nie ważniejsza od celu była droga, którą musieli przejść przed słynną wyprawą i już po tym, jak przeszli do historii?

Po co zdobywać góry?

„Bo jest” – takimi słowami George Mallory w latach 20. ub. wieku skwitował pytanie dziennikarza, po co wspinać się na Everest. Sam zginął podczas próby wejścia w 1924 roku.

Do dziś spekuluje się, czy mógł wejść na szczyt. Dyskusja ta rozgorzała zwłaszcza po odnalezieniu jego ciała. Śladów, które zostawili Mallory i Andrew Irvine bezskutecznie szukali Hillary i Tenzing na szczycie Everestu 30 lat później. Z poprzednikami łączył ich wielki szacunek dla najwyższej z gór. Everest jest zbyt wielki, zbyt drogocenny, by nie zasługiwać na prawdę – mówił Tenzing. Tym motywował fakt, iż wbrew licznym naciskom powiedział, że weszli na szczyt wspólnie, a Hillary tuż przed nim. Gdy tylko znaleźli się na wierzchołku, uścisnęli sobie dłonie, a potem padli w ramiona. Była 11.30, 29 maja 1953 roku. Na szczycie spędzili raptem 15 minut. Hillary robił zdjęcia na dachu świata. Jedno z nich potem obiegło wszystkie media – Tenzing podnosi do góry czekan z przymocowanymi flagami: Narodów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Nepalu i Indii. Na szczycie Szerpa zostawił paczkę cukierków i ołówek swojej córki, a Hillary maskotkę – filcowego kotka. Sir Edmund położył też w śniegu mały krzyżyk. W podzięce za ten gest otrzymał później medalion od przedstawiciela papieża. Po oddaniu czci Czomolungmie nastąpił mniej patetyczny moment – obaj wspinacze ulżyli swoim pęcherzom. W nocy pili duże ilości gorącej lemoniady, bo na dużych wysokościach łatwo można ulec odwodnieniu. Znajdowali się w nastroju bliskim euforii. Tym tłumaczyć można historyczne słowa Hillary’ego po zejściu ze szczytu: „Załatwiliśmy skurczybyka!”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie