Pociąg do kolei

Są ich tysiące. Tworzą bardzo aktywną społeczność. Mówią o sobie: Miłośnicy Kolei.

Można ich spotkać wszędzie tam, gdzie znajdują się tory. Nawet te od lat nieużywane. Najczęściej pojawiają się w grupach, z nieodłącznymi aparatami fotograficznymi. Pociągi to ich pasja. Sieć się kurczy, połączeń ubywa, ale szeregi miłośników kolei (MK) mimo to rosną. Fascynuje ich świat, który nieuchronnie przechodzi do historii. Choć akurat z tym przechodzeniem nie chcą się pogodzić. Czasami nawet udaje im się cofnąć czas…

Temat strategiczny

Pociąg do kolei nie jest polskim wynalazkiem. Ruch miłośników jazdy po torach istnieje w wielu krajach, i to od dziesięcioleci. Pisarz i podróżnik Karol Olgierd Borchardt opisuje, jak w latach 30. ub. wieku w Anglii spotkał ludzi, którzy w specjalnie do tego celu drukowanych książeczkach zapisywali, gdzie i jakie parowozy widzieli. U nas przez wiele lat MK działali w odosobnieniu i w ukryciu, a w sposób bardziej zorganizowany ujawnili się dopiero pod koniec lat 70. Bo do samego końca komunizmu kolej traktowano jako obiekt strategiczny. – Paradoksalnie przed wojną też, dlatego praktycznie nie ma dobrych zdjęć pociągów z dwudziestolecia międzywojennego – zauważa Tomasz Wiścicki, publicysta „Więzi”, prywatnie miłośnik kolei z ponad 40-letnim stażem.

Miłośnicy tworzą społeczność bardzo zróżnicowaną wiekowo. Pociągi ścigają gimnazjaliści i starsi panowie. Raczej mężczyźni, choć wśród MK są i dziewczęta. To środowisko było zżyte na długo przed pojawieniem się Facebooka. Miało swoich bohaterów, jak Andrzej Rakowicz z Poznania. Dziś już nie żyje, ale miał wielki mir i znany był jako „Senior”, bo pamiętał pociągi z lat 40.

Stali w uczuciach

Jak każda społeczność, MK mają swój slang. Różne są też odmiany kolejowej pasji. „Focista” na przykład uwiecznia pociągi we wszystkich możliwych miejscach i konfiguracjach. Potrafi spędzić pół dnia gdzieś przy torach, czekając na „Byka” bądź „Gagarina” (typy lokomotyw). „Podróżnik” jest w stanie w jeden weekend przejechać kilka tysięcy kilometrów starannie przygotowaną trasą. Pociąg opuszcza tylko po to, by się przesiąść do innego. Są też „zaliczacze” (od „zaliczać”), którzy za punkt honoru stawiają sobie przejechanie każdym istniejącym w Polsce kawałkiem torów (potem przerzucają się na kraje ościenne). Jeszcze inni MK namiętnie kolekcjonują rozkłady jazdy.

„Miłośnik” nie jest absolutnie słowem na wyrost. Są fani poszczególnych rodzajów lokomotyw, którzy niewiele różnią się w swej namiętności od fanek piosenkarzy rockowych. Tyle że ich uczucie jest bardziej stałe. „Drezyniarz” potrafi wciąż powracać na ukochaną linię kolejową, o której wszyscy miejscowi użytkownicy busów już dawno zapomnieli.

Poznać tajny kod

Dla wielu rodaków kolej jest dyżurnym tematem kpin i niewybrednych żartów. Symbolem zacofania, niesolidności i bałaganu. Ale dla nich to obiekt prawdziwej fascynacji. Dlaczego? – Bo kolej działa na wyobraźnię – odpowiada Tomasz Wiścicki. I wylicza: – Po pierwsze to technika, w dodatku bardzo użyteczna. Po drugie, można ją oglądać w ruchu, po trzecie jest spektakularna, bo połączona w system. To nie tylko parowozy czy wagony, ale cała infrastruktura oplatająca świat: tory, druty. System na tyle skomplikowany, że każdy może w nim coś dla siebie znaleźć. Jeden fotografuje lokomotywy na tle krajobrazu, bo urzeka go taki widok. Drugi pasjonuje się technicznymi rozwiązaniami, trzeciego pochłaniają tajemnice systemu sygnalizacji, ten tajny kod przesądzający, gdzie jaki wskaźnik stoi i co oznacza. Tylko znawca przedmiotu wie, dlaczego za tym słupem, a nie przed nim, dlaczego po prawej, a nie po lewej jego stronie. MK znają się na sygnalizacji tak jak maszyniści, którymi nigdy przecież nie byli. A są jeszcze fani rozkładów jazdy albo kolekcjonerzy biletów…

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie