Gorączka

W kilkudziesięciometrowych biedaszybach pracują dorośli i dzieci. Kiedy przysypie ich ziemia, nawet nie wiadomo dokładnie, ilu zginęło.

Wystarczy popatrzeć na zdjęcia i od razu wiadomo, dlaczego ten region Burkina Faso nosi nazwę Ziemia Złota. Byłoby nawet dziwne, gdyby nazwano go inaczej. Od 10 lat proboszczem w tej okolicy jest o. Rafał Segieth, franciszkanin z prowincji św. Jadwigi Śląskiej. W Afryce Zachodniej pracuje od ponad 30 lat. – Dawniej ludzie też jakoś kruszec wydobywali, ale od paru lat panuje tu prawdziwa gorączka złota – mówi.

Eksploracja

W latach 2006–2011 lat produkcja złota w Afryce Zachodniej (w tym w Burkina Faso) wzrosła o ponad dwie trzecie – do 190 ton rocznie. Według analiz „World Gold Analyst” w tym okresie rozpoczęła tu eksploatację większość nowych światowych kopalń złota.

Co roku produkcja ma według prognoz wzrastać o 57 ton. W 2012 roku w Burkina Faso było 7 wielkich przemysłowych kopalń złota, a powstawało 7 nowych. – Państwo z kopalń, które są w rękach międzynarodowych koncernów, dostaje 10 procent. Szkoda, nie mają z tego prawie żadnej korzyści. Dobro narodowe się marnuje – mówi franciszkanin. Burkina Faso jest jednym z dziesięciu najbiedniejszych państw świata. Leży w podsaharyjskiej strefie Sahelu, częste susze powodują masowy głód. Rok temu zagrożone nim były 2 miliony osób. Dlatego zainteresowanie złotem w latach kryzysu i odkrywanie przez geologów nowych złóż powoduje w Burkina Faso gorączkę złota.

– Ludzie co parę dni odkrywają nowe miejsca, gdzie zaczynają kopać na własną rękę. To jest nielegalne. Rząd o tym wie i na to pozwala. W jednym miejscu na terenie mojej parafii znaleziono ogromne, ale głęboko leżące złoża, których na razie przemysłowo się nie eksploatuje. Jednak ludziom pozwolili kopać – opowiada o. Rafał Segieth. Złoto pozwala przeżyć, a nawet troszkę dorobić, ale przynosi problemy: pracę dzieci w skrajnie niebezpiecznych warunkach i demoralizację tych, którzy łatwo i szybko się wzbogacają.

Miasteczko poszukiwaczy

– Wrażenie jest niesamowite. Setki prowizorycznych namiotów, szałasów. Kurz jak sto diabłów, żar się leje, a dzieci z owiniętymi twarzami tłuką kamienie. Inni pod ziemią wydobywają kamienne bryły z żyłkami złota – opowiada o. Krystian Pieczka, dyrektor franciszkańskiego ośrodka misyjnego na Górze Świętej Anny, który po raz kolejny odwiedził Burkina Faso na początku tego roku.

Pracują starsi i dzieci. – Wkopują się pionowo w ziemię, robią szyb, a potem drążą boczne tunele – sztolnie. Wydobywają bryły kamieni, rudy złota, w których znajdują się żyłki kruszcu. Dzieci pracują najczęściej w tunelach, bo są drobne, zwinne, albo przy wyciąganiu brył z szybów za pomocą lin, prymitywnych kołowrotków i przy roztłukiwaniu brył rudy złota na drobne kawałki. Szukają zarobku, żeby pomóc sobie, a często też rodzinie – mówi o. Krystian. – To prawdziwa mordęga, pracować w takich warunkach na głębokości nawet 40–50 metrów, a czasem jeszcze głębiej. Wielkie ryzyko. Mówią, że dzieci w szybach nie pracują, ale ja w to nie wierzę. Nawet dzieci robią swoje grupki wydobywcze, po kilka osób, mają swoje dziury i kopią. Policja czasem je stamtąd odwozi do domów, ale wracają. Nie ma na to siły, taka jest ta gorączka złota – dodaje o. Rafał. Niedawno dwaj ministranci z parafii Korsimoro, gdzie jest proboszczem, byli na dole, w sztolniach. – Za ich plecami zaczęły spadać kamienie, uciekli i już tam nie wracają – mówi. Kiedy złoto się kończy, ludzie z miasteczka zwijają się i przenoszą na inny teren. Często zostawiają w ziemi towarzyszy swojej pracy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie