Paciorki z celi

Z porozsypywanych paciorków powstają nowe, piękne różańce. Z rozsypanego życia powstaną nowi ludzie?

Zaczęło się od czerwcowego bierzmowania więźniów. Do Aresztu Śledczego na Białołęce przybył ksiądz biskup i przyniósł więźniom dary największe – dary Ducha Świętego. Ale i przedstawiciele Fundacji Tulliano, opiekujący się więźniami, przywieźli dary niezgorsze. Każdy z bierzmowanych, prócz nowego imienia, otrzymał ręcznie robione różańce. A część z osadzonych, po subtelnej zachęcie, zaczęła sama kolejne różańce „dłubać”.

Więzienna redakcja

Marzanna Mańkowska, wychowawca ds. kulturalno-oświatowych oraz zastępca oficera prasowego Aresztu Śledczego w Warszawie-Białołęce, zaprasza za mury. Jedne drzwi, drugie, ciężkie kraty. Proceduralne sprawdzanie dokumentów, przepustka. Szczękają klucze. Długim korytarzem do środka. Na ścianach wiszą rysunki więźniów. Niektóre, rysowane kreską niemal profesjonalną, przyciągają uwagę. Główne motywy prac: religia oraz damy w negliżu. Na piętrze (za zamkniętymi drzwiami) niewielka redakcja „Głosu Białołęki”, dwumiesięcznika penitencjarno-kulturalnego oraz więziennego radiowęzła. Pracują wyłącznie skazani. – Dzień dobry, proszę spocząć. Kawy, herbaty? Coś zimnego? – pytają szarmancko i zapraszają na wygodny fotel. A mały rudy kot (jak mówią – jako jedyny ma tu dożywocie) przymilnie wskakuje na kolana, mruczy i od razu zasypia. – Na terenie placówki mamy też psa, wilczura niemieckiego – informuje pani Marzanna.

– Pies został wyszkolony do pracy z więźniami, którzy wykazują tendencje do depresji, samobójstw lub też odsiadują wyroki za… przemoc. Dogoterapia jest naprawdę skuteczna przy resocjalizacji. Redakcyjna praca wre. Domknąć trzeba kolejny numer, a i przygotować najświeższe informacje do radiowęzła. Pan Jakub pracuje skupiony przy komputerze: niedoszły socjolog (na studia zdał, ale pieniędzy na naukę nie było) dopiero w więzieniu odkrywa nowy talent i stawia pierwsze kroki w dziennikarskim fachu. Zostało mu kilka tekstów do zredagowania. Obok, w gabinecie pani Marzanny, pani oficer prasowa przynosi niewielkie pudełko. Pudełko jak wystawa straganu z dewocjonaliami w Częstochowie. W środku kolorowe paciorki, krzyże małe i duże, różańce popsute, stare korale i biżuteria. To wszystko, co dobrzy ludzie przynieśli Fundacji Tulliano. Wszystko, co potrzebne, by zrobić nowe różańce. – Przepiękny, prawda? – pani Marzanna pokazuje duży różaniec przekazany więźniom prawdopodobnie z misji. – Ten jest gotowy, nawet nie wiem, skąd pochodzi. Zostanie w naszej kaplicy więziennej. Podczas czerwcowego bierzmowania, gdy więźniowie otrzymali od Fundacji Tulliano ręcznie robione różańce, w głowie pani Marzanny zapaliło się zielone światło: skoro różańce są wykonywane z odzysku, przez wolontariuszy fundacji, to dlaczego o pomoc w składaniu kolejnych nie poprosić więźniów? Czasu mają dostatek, często narzekają na nudę. Może chociaż kilku zechce pomóc? Jan Tul, założyciel fundacji, zgodził się. I działa to tak: Fundacja Tulliano zbiera zepsute dewocjonalia, różańce, koraliki i dostarcza zebrane dobra do Białołęki. Część paciorków pochodzi też z przetopionych nakrętek od plastikowych butelek. Chętni więźniowie otrzymują paczki z koralikami, gumkami, krzyżykami i robią z nich od nowa różańce oraz tzw. koronki medjugorskie. Potem przedstawiciele fundacji zabierają gotowe dewocjonalia i rozdają innym więźniom lub też pielgrzymom w miejscach świętych. Zachęcają również pielgrzymów do tzw. Duchowej Adopcji Więźniów – modlitwy za konkretnego osadzonego, który wyrazi na to zgodę.

Praca, czyli bonus

Areszt Śledczy Warszawa-Białołęka to największy tego typu ośrodek w Polsce i jeden z największych w Europie. Obecnie przebywa w nim ok. 1600 osadzonych mężczyzn. Tymczasowo aresztowani czekają na wyrok. Ale są też i oddziały dla skazanych już odbywających karę pozbawienia wolności. Więźniowie osadzeni na Białołęce to mężczyźni zarówno odsiadujący wyroki za niepłacenie alimentów, drobne oszustwa finansowe czy tzw. kolarze (pijani rowerzyści), jak i więźniowie „N”. Niebezpieczni. Ci ostatni objęci są specjalnym nadzorem, odsiadują karę w osobnym budynku na końcu szeregu więziennych bloków. Więźniowie „N” to skazani za porwania, działalność w tzw. zorganizowanych grupach przestępczych czy morderstwa. – Wszystkich naszych osadzonych na podstawie wielu programów obejmujemy pracą resocjalizacyjną. Do różnych osób staramy się docierać w najróżniejszy sposób. Wiadomo, że inaczej pracuje się z osadzonymi za lekkie przewinienia, inaczej z osobami bardzo niebezpiecznymi. Inne ku temu są formy i środki – opowiada oficer Mańkowska. – Mamy tutaj sztab ludzi, którzy poświęcają wiele, by osadzonych przywrócić społeczeństwu, a im samym przywrócić godność, w którą czasem sami przestali wierzyć… A podobno najlepszym sposobem na odzyskanie godności i zyskanie wiary w siebie, lepszą przyszłość jest… praca. Część więźniów pracuje więc w kuchni, sprząta wnętrze więzienia. Skazani wychodzą też do świata i porządkują ulice czy parki. Niektórzy wolontaryjnie pomagają w schroniskach dla zwierząt albo reperują dziecięce wózki inwalidzkie. – Praca jest tu wybawieniem. Nic nie robić przez rok, dwa czy więcej? Od rana do nocy? Ktoś, kto jest poza murami, nigdy tego nie zrozumie. Więc jak jest praca, to człowiek żyje jak… człowiek. Od poniedziałku do piątku czas w miarę szybko płynie – mówi pan Jakub. – Gorzej, gdy przychodzi weekend. Gdy ktoś tego nie przeżył, to nie zrozumie. Czas się wlecze, człowiek tęskni, odznacza dni do końca wyroku. Wtedy właśnie chętnie siadamy do tych naszych różańców. To daje wyciszenie…

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie