Duma i hańba Włoch

Kto stoi za śmiercią Aldo Moro? Sprawa zamordowania pięciokrotnego premiera Włoch ponownie ujrzy światło dzienne. Są nowe okoliczności i nowi podejrzani, w tym były szef Komisji Europejskiej. Jednocześnie trwa proces beatyfikacyjny włoskiego polityka.

Mimo że minęło 35 lat od wydarzeń, które wstrząsnęły opinią społeczną Włoch, trzeba wyjaśnić sprawę Moro do końca. Są nowe okoliczności, zrobimy wszystko, by dojść do prawdy. Należy się ona Włochom, samemu Aldo Moro i jego rodzinie – tłumaczą w rozmowie z „La Stampą” Giuseppe Fiorini i Gero Grassi, deputowani Partii Demokratycznej. Poparła ich większość włoskich parlamentarzystów. – Przypadek Moro jest nadal pełen tajemnic – podkreślają politycy.
Jedną z nich jest postać włoskiego polityka Romano Prodiego. To były szef Komisji Europejskiej wskazał miejsce pobytu zwłok zamordowanego Moro. Prodi będzie więc przesłuchiwany. Komisja śledcza dla ponownego rozpatrzenia sprawy Aldo Moro ma powstać w najbliższych tygodniach. Jej zadaniem będzie wyjaśnienie, czemu państwo zaniechało sprawy Moro, podczas gdy mogło i powinno zrobić wszystko, by uwolnić go z rąk Czerwonych Brygad.
Czemu morderstwo sprzed 35 lat tak żywo do dziś interesuje Włochów? Kim był Aldo Moro, skoro obecnie jesteśmy świadkami jego procesu beatyfikacyjnego?


Porwanie
Rzym, 16 marca 1978 r. – Było ok. 7.45, kiedy zaspany minąłem łazienkę. Tata stał przed lustrem z twarzą na pół przykrytą spienionym mydłem i z brzytwą w ręku – jak zawsze golił się. Rzuciłem obojętne „cześć” i wyszedłem. Nie mogę wybaczyć sobie, że nie pożegnałem się z nim lepiej – mówi w rozmowie z „La Repubblica” Giovanni Moro, syn zamordowanego premiera, wtedy dwudziestolatek. – Pamiętam dobrze ten ranek, to był czwartek. Moja mama wyszła z domu biegiem na lekcje katechezy, których udzielała w naszej parafii. Ojciec zwykle zamykał za nami dom. Budził się najpóźniej, ale wracał do domu zwykle koło północy... – dodaje.

Giovanni Moro o porwaniu ojca dowiaduje się już w siedzibie Movimento Febbraio ’74, na Via Gregorio VII. – Nie mieliśmy tam wtedy telefonu – opowiada. – O 9.30 ktoś przybiegł i osobiście powiadomił mnie o wypadku, chyba człowiek z mojej ochrony. Wtedy wszyscy, mama i moje siostry też, zresztą na życzenie ojca, nie ruszaliśmy się bez ochrony z domu.

Syn Moro wybiega z budynku swojej partii i siada za kierownicą samochodu. Pędzi w kierunku domu. – Kiedy dojechałem do rogu Via Fani, gdzie porywacze dopadli ojca, roiło się tam od policji. Moja matka stała przy otwartym samochodzie – wpatrywała się w siedzenie ojca. Nie było tam śladów krwi. Zrozumieliśmy, że ojca porwano. Ale obok leżało pięć ciał jego ochroniarzy. Płakaliśmy, bo znaliśmy ich rodziny, nieraz bywali u nas na obiedzie, z żonami i dziećmi. Uczestniczyli z nami we Mszach niedzielnych, spędzaliśmy razem wakacje.

W poszukiwania zaginionego włącza się 50 tysięcy policjantów. – Pukali od drzwi do drzwi, a stamtąd, gdzie im nie otwierano, po prostu sobie szli – dodaje Moro. – To co to za poszukiwania?

Do porwania przywódcy Chrześcijańskiej Demokracji wkrótce przyznaje się lewacka organizacja terrorystyczna Czerwone Brygady. Zresztą porywacze
20 kwietnia ujawniają zdjęcie Moro na tle ich flagi z napisem „Brigade Rosse”. Premier, mocno umęczony, trzyma w rękach rozłożoną jakby specjalnie gazetę – widać tylko jej tytuł „La Repubblica”. Co to ma znaczyć?

Porywacze domagają się uwolnienia z więzienia swych 13 towarzyszy. Gdyby – jak oficjalnie informowano – włoski rząd na to przystał, w istocie musiałby zgodzić się na negocjacje z terrorystami. Ale czy chodzi tylko o to?

Wiadomo, że w bagażniku limuzyny porwanego premiera były dwie walizki. Jedna z lekarstwami, które Moro brał w sporych ilościach – był schorowany – a druga zawierała m.in. tajne dokumenty dotyczące Sifa (Servizio Informazioni Forze Armate), a więc tajnych służb wojskowych Włoch.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie