Korzenie pozostały polskie

Kiedy na 40-lecie przyjaźni polsko-radzieckiej zaproszono mnie do Polski, spotkałam się z Jaruzelskim. Zapytał: – Chcecie wrócić na stałe do kraju? Ja mu na to: – Nie. A on zdziwiony: – Dlaczego?!

Rosja. Syberia. Irkuck. Kiedy dziś z okien samolotu obserwuję sięgający po horyzont turkus Bajkału – najgłębszego i największego słodkowodnego jeziora świata – cieszy mnie rychłe spotkanie z historycznym Irkuckiem. Wiem jednak, że ci, którzy przybyli tu przed 150 laty, skuci kajdanami po upadku powstania styczniowego, innymi uczuciami darzyli drewniane miasto i przepływającą przez nie leniwie Angarę.

Różnie też potoczyły się losy 70 tysięcy Polaków, z których spora część nigdy nie wróciła do ojczyzny. Co ciekawe – część tej masy ludzi przybyła na Syberię z własnej woli, „za chlebem”, jak mawiano, inni – zrzuciwszy kajdany – uznali tę ziemię za drugą ojczyznę, znaleźli tu pracę, miłość i pasje. I pozostali.

Na piechotę w kajdanach
Zakończona w sierpniu wyprawa podróżnika i eksploratora Jacka Pałkiewicza „Śladami polskich badaczy Syberii” pozwoliła odświeżyć pamięć o tych zesłańcach, którym wiedza i hart ducha dały szansę zaistnieć w annałach historii nauki.

Przed 150 laty, gdy skazani powstańcy Jan Czerski, Benedykt Dybowski, Wiktor Godlewski czy Aleksander Czekanowski krążyli po łańcuchach górskich otaczających Bajkał, zmuszeni byli do przedzierania się przez dziewiczy las. Odnajdywali endemiczne rośliny i czaszki nieznanych ssaków, które poddawali rzetelnemu naukowemu opisowi. Mogli sobie na to pozwolić dzięki wsparciu irkuckiego oddziału Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego.

Dziś pod tą samą flagą Jacek Pałkiewicz chce przybliżyć Polakom kulturę i przyrodę Syberii, a Rosjanom życiorysy tych naszych rodaków, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do naukowego poznania Syberii i Dalekiego Wschodu.

Przed kamerami lokalnej telewizji w Irkucku podróżnik powiedział: – Pora porzucić pretensje i animozje. Nie zapominajmy o historii, ale nie próbujmy iść do przodu, wciąż oglądając się za siebie. Podajmy sobie dłonie!

Jednym z efektów wyprawy jest spotkanie w podirkuckim domku, na działce skąpanej w zieleni, gdzie precyzyjne dłonie 86-letniej Izoldy Nowosiołowej Koperskiej przycinają zbyt wysokie pędy pomidorów, pielą truskawki i przyrządzają domowy kwas chlebowy. Lato jest tu krótkie, ale tego roku szczególnie upalne. Komu Syberia kojarzy się wyłącznie z lodem i śniegiem, dziś, przy 30-stopniowym upale, czułby się zagubiony.

– Przyszedł tu na piechotę w kajdanach – w dusznej altance opowiada o losach dziadka wnuczka popowstaniowego zesłańca Stanisława Wojciecha Koperskiego. – Te na nogach ważyły 9 kilogramów, na rękach – 5. Nie zdejmowali mu ich, bo został skazany jako członek organizacji Sztyletników – wieszających żandarmów.
Trudno się dziwić, że więźnia uznano za terrorystę. Wspomniana organizacja taki właśnie miała charakter. Utworzona została przez polskie państwo podziemne w okresie powstania styczniowego. Powołana przez Komitet Centralny Narodowy, pełniący funkcję rządu powstańczego, miała za zadanie chronić własnych urzędników, ministrów oraz struktury sądowe, wojskowe i administracyjne powstania. Obowiązkiem jej członków było wykonywanie wyroków śmierci na szpiegach, zdrajcach powstania oraz egzekwowanie wyroków orzeczonych przez powstańcze sądy. Innym zadaniem agentów tej organizacji było terroryzowanie urzędników carskich. Ich ofiarą padło blisko tysiąc osób.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie