Tu jest wojna!

Ludzie z całej Kenii zjeżdżają do Subukii, bo chcą widzieć cuda. Widzą większe od tych, których się spodziewali.

O mały włos, a zaliczylibyśmy kolejną kraksę od czasu, gdy wyruszyliśmy z Nairobi do „wioski Maryi”. – Patrz go, nieśmiertelność mu się włączyła, ha...! – komentuje o. Arkadiusz Kukałowicz, franciszkanin, dając ostro po hamulcach. Ciężarówka wymija nas na wąskim odcinku, mimo iż z naprzeciwka nadjeżdżają kolejne. Patrzę na ciężarówkę przed nami. Na zderzaku wielkimi literami: „Try Jesus” (Wypróbuj Jezusa). Prawie... Szaleństwo na kenijskich drogach to chleb powszedni. – Wypadków sporo, nikt się tego nie doliczy. A jak już ci się trafi, to bywa, że cię jeszcze obrabują, zamiast wezwać pomoc – tłumaczy o. Kukałowicz. Przed oczami przebiega mi obraz mężczyzny w rowie, dostrzeżonego z autobusu pędzącego do Kakamega. Albo tego leżącego bez ruchu na stercie śmieci przy biurowcu. „Tu nikt się o ciebie nie zatroszczy. Zresztą może już nie żyje” – dźwięczą mi w uszach słowa znajomego.

Kolbego tu znają

Limuru to niewielka miejscowość około 35 km od Nairobi, stolicy Kenii. Jest tu klasztor, założony przez franciszkanów z prowincji gdańskiej, i kościół pw. św. Franciszka. 3 października 1993 konsekrował go kard. Maurice Michael Otunga, obecnie sługa Boży. – Kardynał zawsze dzwonił z życzeniami na św. Maksymiliana – mówi o. Arek. Działają tu też drukarnia i wydawnictwo „Kolbe Press” pod wezwaniem świętego. Nowoczesne maszyny, zlecenia na cały kraj, praca dla ludzi. – O Kolbem wiedzą tu sporo. Ale na wsi to nas kojarzą raczej z „Jezu, ufam Tobie”.

Franciszkanin zachwala lokalną herbatę. – Tu najlepsze pola uprawne. A od ludzi możemy się uczyć. Kenijczyk nie usiądzie nawet do herbaty, zanim się nie przeżegna. Z Limuru jedziemy do Subu- kii. Mijamy Nakuru, dawniej robotniczą osadę, obecnie trzecie co do wielkości miasto kraju. Droga prowadzi skalną półką wzdłuż malowniczej Rift Valley. Została wybudowana pod okiem Anglików w czasach II wojny światowej przez włoskich jeńców jako pierwsza asfaltowa droga w całej Czarnej Afryce. Włosi postawili tu też kapliczkę dedykowaną Matce Bożej. W dolinie Wielkiego Rowu jeziora Naivasha, Elementaita i Nakuru. Na horyzoncie kratery Longonot i, największy w Kenii, Menengai. Za oknem białe dachy obozów przesiedleńców. Smutne, wciąż zamieszkane pozostałości po krwawych wyborach z 2007 roku.

Obedrą cię ze skóry

Już w latach 1992, 1997 i 2002 dochodziło do zamieszek na tle wyborczym, ale wydarzenia w 2007 r. groziły piekłem wojny domowej. Około 1,5 tys. osób zginęło, a ponad pół miliona straciło dach nad głową, gdy na przełomie grudnia 2007 i stycznia 2008 płonęły domy, a sąsiad dobijał sąsiada. Raila Odinga, reprezentant Luo, zakwestionował wyniki wyborów, w których większość głosów zdobył Mwai Kibaki popierany przez Kikujów. Luo chwycili za broń. – W starciach plemiennych, gdy rozgrywają swe spory politycy, nikną więzy sąsiedzkie. Jesteś inny, więc cię zabiję – Sammy Njuguna z Elburgon tłumaczy mroczne mechanizmy trybalizmu, czyli myślenia plemiennego. Nie brał udziału w zbiorowej psychozie, ale był świadkiem tych wydarzeń. – Kostnice były przepełnione. W Nairobi ciała leżały na zewnątrz szpitala. Odór czuć było na ulicach. Napięcia, w różnym natężeniu, są wciąż faktem. Masajowie i Kalenjin przeciwko Kikuju, Kikuju przeciwko Luo... – Obecnie na północy Turkana wyżynają się z Samburu. Tego nikt nie kontroluje, bo to tereny pustynne. Walczą o bydło, wodę i ziemię. Mają kałasznikowy. Zdarza się, że torturują jeńców i obdzierają ze skóry – opowiada Radosław Malinowski z katolickiej organizacji Shalom Centre. W Kenii mieszka od 7 lat. Jeździ na północ, nawołując do pojednania. – Tylko czy to ma sens? Trudno zmienić mentalność plemienną. A poza tym kto się o to troszczy? Na północy jest wojna, w zeszłym tygodniu zabito tam kolejne 20 osób, a nikt o tym nie mówi. Samochód jego organizacji też ostrzelano. Dwa tygodnie po tym, jak wybito cały oddział policji, która miała rozbroić watażków. – Dziki Zachód... – gorzko ironizuje Polak. W stolicy życie lżejsze, choć samo miasto nerwowe. Kenijczycy mają nadzieję, że będzie lepiej. Marcowe wybory przebiegły wyjątkowo spokojnie. Od Kikujów słyszę superlatywy na temat Uhuru Kenyatty. Alicia z Luo jest już mniej wylewna. Syn pierwszego prezydenta niepodległej Kenii, Jomo Kenyatty, wygrał w pierwszej turze. Choć i tym razem Odinga zakwestionował wyniki. – Porównał swoją przegraną z osądzeniem Jezusa przez Piłata. Tak powiedział – mówi o. Arkadiusz.

Cudowna woda na froncie

Nie bez powodu Subukia została ogłoszona narodowym sanktuarium pojednania i pokoju. – Ludzie cały czas noszą w sobie zawiść i smutek. Zwłaszcza tam, gdzie doszło do eskalacji napięć, jak w Eldoret – zauważa s. Lucy Lando, która prowadziła jedną z debat telewizyjnych podczas ostatniej kampanii wyborczej. W Subukii uczą się otwarcia. „Przyjdźcie do źródła wody żywej” – mówi o. Arek, deklarując, że pomimo napięć „nie zamieniłby na nic swojej Kenii”. I ludzie przychodzą do wody – bo jest tu też źródełko. I to cudowne. – Chcą cudów. A ja im mówię: „Cuda to się dzieją, jak zakładam stułę”. Musieliśmy przenieść ciężar z cudownej wody na wodę żywą: sakrament pojednania, Eucharystię – tłumaczy franciszkanin. Ale cuda fizyczne też się zdarzają. – Jeden mężczyzna od lat miał astmę. Przyjechał do Subukii, napił się wody i minęło. Inna kobieta nie potrafiła chodzić. Zanurzyła nogi w tutejszym źródle i nad ranem jak ręką odjął. Powiadają też, że jak ludzie przy źródełku się kłócą, to woda nie płynie. – Nie wierzyłem, dopóki nie przekonałem się na własne oczy. Gdy pokłócone kobiety zaczęły się razem modlić, woda popłynęła. Ojciec Arek zwraca uwagę, że w Subukii najwięcej jest uzdrowień duchowych. – Ludzie przystępują do spowiedzi po 20, 40 latach. Raz spowiadałem kobietę, która dopiero przed śmiercią przebaczyła. Ile ona miała w sobie nienawiści. Zanim umarła, to już nie żyła! A ja jej mówię: „Kobieto, Jezus jest z Tobą, więc nie bój się. Pan cię dotknął swoją ręką, żebyś była szczęśliwa”. Jak ona zaczęła się modlić, to dostałem gęsiej skórki. „Tu jest wojna, prawdziwa wojna, więc sobie nie żartuj” – usłyszał raz o. Arek od kenijskiego zakonnika.

– Powiedział mi: „Co ty myślisz, że diabeł oddaje wam ludzi tak za nic? Tu jest wojna i to się czuje! A wy jesteście na pierwszym froncie!”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie