Biało-czerwona Lady

Trudno uwierzyć, że do tej pory nie powstał film fabularny o Lady Ryder. Życiorys „angielskiej Matki Teresy” to materiał co najmniej na hollywoodzką produkcję.

Margaret Susan Ryder. Tak funkcjonowała w metryce urodzenia i oficjalnych dokumentach. W pamięci osób, które miały szczęście ją spotkać, pozostała jako Sue Ryder. Drobna, ciepła, ale ponadprzeciętnie twarda i aktywna kobieta skończyłaby w tym roku 90 lat. Filantropka i założycielka setek domów pomocy, szpitali i ośrodków rehabilitacyjnych na całym świecie. Organizatorka pomocy dla walczącej w powstaniu Warszawy. Współpracowniczka cichociemnych. Po wojnie przygarniająca ocalałych więźniów obozów koncentracyjnych, a jednocześnie ratująca życie skazanym na śmierć w obozach alianckich w Niemczech... Lista jest jeszcze dłuższa. Chciała umrzeć w Polsce, swojej „adoptowanej”, drugiej ojczyźnie. Nie zdążyła kupić biletu w jedną stronę. Zmarła w Wielkiej Brytanii w 2000 roku. Wystarczy jednak posłuchać osób znających Lady Ryder i spojrzeć na „spis treści”, który po sobie zostawiła, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że z tym umieraniem to tak nie do końca...

Polskie drogi

Urodziła się we wschodniej Anglii, w rodzinie ziemiańskiej. Nie oznacza to bynajmniej, że wzrastała w środowisku arystokratów oderwanych od „zwykłych zjadaczy chleba”. Przeciwnie, w jej domu czymś naturalnym była wrażliwość na los pokrzywdzonych.

Margaret, mając zaledwie 16 lat, tuż po wybuchu II wojny światowej wstąpiła ochotniczo do Formacji Pielęgniarek Pierwszej Pomocy. Polacy zapamiętali ją jednak przede wszystkim ze służby w polskiej sekcji brytyjskiego Zarządu Operacji Specjalnych (SOE), zajmującej się dywersją w okupowanej Europie. To tam poznała cichociemnych, którzy wywarli na niej ogromne wrażenie. Od nich też nauczyła się polskich pieśni wojennych, które później śpiewała ze swoimi podopiecznymi w Polsce. W sierpniu 1944 roku organizowała zrzuty broni dla walczącej Warszawy. Kiedy wojna dobiegła końca, z grupą wolontariuszy przyjechała do stolicy Polski, żeby zorganizować stałą pomoc. Owocem było powstanie kilkudziesięciu ośrodków o różnym profilu medycznym i socjalnym. Te wszystkie wydarzenia zaważyły na całym jej późniejszym życiu. Z jednej strony zapraszała do swojego domu w Anglii ocalałych z obozów zagłady – organizując tego typu wypoczynkowe turnusy, chciała przywrócić ich do życia. Z czasem takie urlopy rehabilitacyjne były organizowane w Niemczech i w Danii. Wyjazdy trwały aż do 1978 roku. Skorzystało z nich ok. 8 tys. osób, z czego większość stanowili Polacy.

Ofiarom wojny

Jednocześnie po wojnie bardzo aktywnie działała na terenie Niemiec, pomagała zwłaszcza tzw. displaced persons – czyli wojennym uciekinierom i przesiedleńcom, byłym więźniom obozów koncentracyjnych, ocalałym z Holokaustu, robotnikom przymusowym i weteranom wojennym. Wielu z nich pochodziło z krajów, które znalazły się w sowieckiej strefie wpływów. Z całymi rodzinami przebywali na terenie Niemiec i Austrii w specjalnie zorganizowanych dla nich obozach, administrowanych przez wojska alianckie. Brak dokumentów, pracy i zamknięta droga powrotu do kraju wpychały ich w działalność przestępczą. Sue Ryder najbardziej bolało to, że ludzie, którzy już sporo ucierpieli jako ofiary wojny, byli później skazywani na długoletnie kary pozbawienia wolności, dożywocie, a nawet na karę śmierci. Stale wizytowała ponad 120 alianckich więzień w okupowanych Niemczech. Występowała również z apelacją od wyroków śmierci i udało się jej uratować 110 osób, głównie młodych Polaków.

W 1952 roku dla opuszczających więzienia zorganizowała pierwszy Dom Sue Ryder na przedmieściach Frankfurtu, a następnie w budynkach byłego więzienia usytuowanego w uzdrowisku Bad Nauheim. W taki sposób rozpoczęła się jej międzynarodowa działalność, ukierunkowana od początku na pomoc dla osób, które ucierpiały w czasie wojny. Z myślą o byłych więźniach obozów i weteranach wojennych otworzyła także pierwszy Dom Sue Ryder w Anglii w Cavendish, w hrabstwie Suffolk, w domu swojej matki. Rok później zarejestrowała międzynarodową Fundację Sue Ryder. Przez 30 lat po zakończeniu wojny „brytyjska Matka Teresa” ciągle wizytowała więzienia w Niemczech. Miała niezwykłą zdolność gromadzenia wokół siebie wolontariuszy. Dzięki temu w samej Anglii powstawały kolejne ośrodki opieki hospicyjnej i długoterminowej. Fundacja zaczęła działać m.in. w Irlandii i we Włoszech oraz w krajach, które po wojnie trafiły do sowieckiej strefy wpływów. Jak mówiła, chciała w ten sposób wesprzeć „zapomnianych sojuszników”, co było gorzkim komentarzem do zachowania Wielkiej Brytanii i Francji, które zostawiły Polskę samą sobie w obliczu niemieckiej agresji i okupacji. Domy Sue Ryder powstawały również w Jugosławii, tylko w Czechach było to możliwe dopiero w latach 90. XX wieku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie