Żółty sweterek

Miała cztery lata, gdy zesłano ją na Syberię. W żółtym sweterku. Ma go do dziś.

Krystyna Pryjomko-Serafin trafiła z piekła syberyjskiej katorgi do afrykańskiego raju. Spędziła tam 6 lat. Potem ponad 60 kolejnych w Anglii. Teraz wróciła do Polski… ale przecież nie do domu. Ten pozostał w Pińsku. – Nie mam już korzeni i jest mi z tym bardzo trudno – wyznaje. – Ale cieszę się, że mogłam po tylu latach spłacić dług wobec tych, którzy nam wówczas przywrócili radość życia – dodaje. Dziś podobną radość przywraca tanzańskim maluchom.

Tu przynależysz

– Dlaczego wróciłam po tylu latach? Wszyscy mnie o to pytają – uśmiecha się pani Krystyna. Rozmawiamy w domu, który wybudował dla niej syn, w przepięknej Dolinie Mnikowskiej pod Krakowem. – Parę lat temu przyjechałam odwiedzić swojego bratanka. I Kraków mnie zauroczył. Coś mi w duszy powiedziało: „Tu przynależysz”, więc wróciłam. W Anglii nigdy się na dobre nie zadomowiłam. Zawsze żyłam tam z piętnem uchodźcy. Moją rodzinę wojenne losy rozrzuciły po całym świecie, a serce oddałam Afryce.

Oglądamy fotografie. Najwięcej z Tanzanii. Wszędzie widać dzieci. Na jednych smutne, obdarte, na innych już radosne, w kolorowych sweterkach, w jadalni, w klasie, na placu zabaw. Są też starsze zdjęcia. Na jednym, gdzieś z początków ubiegłego wieku, pozuje piękna kobieta w szykownej sukni. – To moja mama – wyjaśnia nasza gospodyni. – Zdjęcie zrobiono w Pińsku. Była na nim jakaś dedykacja, już nieczytelna. Pochodzi z czasów, gdy mama wraz ze swoją starszą siostrą pobierała lekcje rosyjskiego od niejakiego Konstantego Mickiewicza. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że to dziś klasyk literatury białoruskiej, piszący pod pseudonimem Jakub Kołas, a jego najpopularniejsza powieść, trylogia „Na rostaniach”, opisuje m.in. właśnie naszą rodzinę. Bo on kochał się w siostrze mojej mamy. Jakimś cudem udało mi się zdobyć tę książkę. Trudno opisać, co czułam, jak ją czytałam…

Matce znajomość rosyjskiego bardzo się przydała. Tuż przed zesłaniem przypadkiem podsłuchała rozmowę dwóch enkawudzistów, którzy wyliczali nazwiska osób wyznaczonych do aresztowania, w tym jej męża. Zdążyła przekazać mu ostrzeżenie. Uciekł na stronę okupacji niemieckiej.

Pani Krystyna pokazuje nam także swoją najcenniejszą pamiątkę. Sweterek, który miała na sobie, gdy 10 lutego 1940 r. załadowano ją wraz z matką i trójką rodzeństwa do pociągu jadącego na Syberię.

Jak św. Maksymilian

Zachował się niezwykły dziennik tamtych wydarzeń. Jerzy Serafin, brat Krystyny, wówczas gimnazjalista, zapisywał każdą stację, drobne z pozoru szczegóły, stan zdrowia, jedzenie, które udało im się zdobyć. Matka prosiła, by tego nie robił. Gdyby dziennik wpadł w ręce NKWD, zostałby rozstrzelany na miejscu. – Znalazłam te niezwykłe zapiski podczas wizyty u mojego bratanka. Teraz czytam je na różnych spotkaniach. Bo nie trzeba dużo więcej. Pokazuję jeszcze ten sweterek. I kawałek chleba, który miał każdej z nas wystarczyć na siedem dni. Jestem nauczycielką, wiem, że to do młodych słuchaczy często przemawia mocniej niż słowa – mówi pani Krystyna.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie