Cmentarz pro life

– Co się z wami stało? – pytają reporterzy, którzy przyjechali obejrzeć 16 tys. krzyży ustawionych przez obrońców życia. – Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy w tym kraju.

W państwie, w którym prawo do aborcji jest czymś oczywistym i nikt nie dyskutuje o nim publicznie, nagle o przerywaniu ciąży zaczęły pisać niemal wszystkie gazety. Stacje telewizyjne organizują dyskusje, a minister pracy ostro komentuje działania prolajferów na Facebooku. Wszystko za sprawą organizacji Retten til Liv (Prawo do życia) i jej nietypowego happeningu zorganizowanego na środku pola.

Źle się dzieje w państwie duńskim

– Pomysł upamiętnienia dzieci zabijanych w Danii w wyniku aborcji pojawił się rok temu – mówi Ellen Højlund Wibe, sekretarz Retten til Liv, mama pięciorga dzieci. – W 2013 r. mija 40 lat, odkąd duński parlament wprowadził aborcję na żądanie do 12. tygodnia ciąży. Od tego czasu w Danii przeprowadzono ok. 770 tys. aborcji. To około 16 tys. rocznie! Chcieliśmy zwrócić uwagę ludzi na te zabijane dzieci. Przez wiele lat mówiono tylko o prawie kobiety do decydowania o własnym ciele. Osoby posługujące się takimi argumentami zapominają, że dziecko nie jest częścią organizmu matki. Ma własny kod DNA, często także inną grupę krwi. Chcieliśmy upamiętnić te dzieci. W Danii aborcja nie jest tematem debaty publicznej, dlatego zastanawialiśmy się, jak zwrócić uwagę mediów. Potrzebowaliśmy dużej przestrzeni, gdzie krzyże zobaczyłyby miliony ludzi. Ktoś zaproponował, żeby ustawić krzyże tak, jak są one umieszczane na cmentarzach żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej: drewniane krzyże ustawione w równych rzędach na otwartej przestrzeni. Gdy człowiek widzi taki obraz, to uderza go skala zjawiska. 16 tysięcy! Ta liczba musi wstrząsnąć społeczeństwem. Potrzebowaliśmy chrześcijanina, który zgodziłby się, aby to na jego polu umieszczono krzyże. Znaleźliśmy szybko człowieka w centralnej Danii, który miał świeżo zaorany kawałek ziemi, wzdłuż autostrady E45 w miejscowości Hedensted. Ta autostrada łączy Horsens i Vejle i przejeżdża nią codziennie 46 tys. kierowców – opowiada. Krzyże stanęły 21 września. Miały stać przez tydzień, jednak ilość mejli i telefonów w sprawie happeningu przekonała kierownictwo Retten til Liv, aby pozostawić je na co najmniej miesiąc. Właściciel pola zgadza się, żeby stały tam do wiosny, bo dopiero wtedy na pole wyjadą traktory. – Dziś dostałam zdjęcie zrobione przez naszego wolontariusza. Pewna kobieta, która przejeżdżała tą trasą, zatrzymała samochód i podeszła do jednego z krzyży. Zostawiła przy nim list i kwiaty. Żałuje aborcji, na którą zdecydowała się wiele lat temu. Napisała: „Moje kochane dziecko, przepraszam Cię za to, że nie byłam wystarczająco silna, aby Cię urodzić i wychować. Nie ma dnia, w którym nie myślałabym o tobie. Twoja mama”. Niektórzy twierdzą, że przez naszą akcję atakujemy kobiety. Tak nie jest. Bardzo szanujemy ich uczucia. Ta kobieta mogła wyrazić to, co czuła. Być może nosiła to w sobie wiele lat – mówi Ellen.

Pewien młody chłopak napisał, że gdy zobaczył 16 tys. krzyży, zmienił zdanie na temat aborcji. Wcześniej uważał, że to niekwestionowane prawo kobiety.

Precz z pouczeniami

Krzyże budzą emocje. Prowokują. Część z nich została poprzewracana przez nieznanych sprawców. Wydział Dróg otrzymał wiele telefonów od kierowców jeżdżących trasą E45, którzy twierdzą, że krzyże negatywnie wpływają na bezpieczeństwo na drodze. W Danii unika się umieszczania reklam wzdłuż dróg. Prawo dotyczące ochrony środowiska zabrania ustawiania na otwartej przestrzeni billboardów, plakatów i neonów, które reklamują jakąś ideę i mogą być odebrane jako propaganda. – Od tej zasady są jednak wyjątki. Przy tej autostradzie jest kilka billboardów reklamujących polityków i koncerty. Jest nawet ustawiony samolot! Metrowe krzyże nie ograniczają widoczności – mówi Ellen. Debata wokół happeningu objęła nie tylko tradycyjne media, ale i portale społecznościowe. Minister pracy Mette Frederiksen skomentowała sprawę na Facebooku: „Pomysł, żeby dziś stawiać wzdłuż drogi białe krzyże, wydaje się szalony. Prawo do aborcji jest częścią każdego wolnego społeczeństwa. Oszczędźcie nam moralizatorskich pouczeń ludzi, którzy myślą, że wiedzą lepiej”. Po tej wypowiedzi do Retten til Liv zgłosili się ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z ruchem pro life, ale uważają, że w demokratycznym kraju każdy powinien mieć prawo do wyrażania swoich poglądów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Rafał Sudoł
    18.11.2013 23:06
    Doskonała inicjatywa! W kraju tak zlaicyzowanym, tak ześwieczczonym, w tak anty humanitarnym, taki pomysł, to przykład wielkiego heroizmu i odwagi! Niech Bóg wspiera pomysłodawców, którzy dbają o to dzieło a rolnika, który udostepnił ziemię, niech Bóg ma w swej opiece! Wspaniała sprawa!
  • Mirek
    19.11.2013 07:09
    Piękna inicjatywa. Udostępniajmy to by w naszym kraju prawa do zabijania nigdy nie było. I znowu Marcin Luter Jego kościół.Poznacie ich po owocach (ew. św. Mateusz 7,15-16)
  • Piotr
    19.11.2013 08:28
    Szlachetną i piękną zrobili ,ale i tak pewnie jeszcze za mało krzyży stoi tam ,bo jeszcze ile to dzieci z ginie zanim się opamiętamy .
    Zmiłuj się nad nami Panie ,zmiłuj się!!
  • Elazbieta
    19.11.2013 12:38
    Nie dokonałam aborcji ale na każdy kroku ludzie, w osobie urzędników lub osób z małym poczuciem wartości przypominają mi, że mam za dużo dzieci.
    Dziecko to towar i coś musi z niego być, jakaś wymierna wartość. Takie oszołomstwo siedzi na stołkach w naszym kraju. Do gadani o obowiązkach rodzica ch pierwsi, do pomocy, do organizowania pomocy to już muszą wystarczyć opp.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie