Emigranci nie wrócą

O zaniżonych statystykach i straconych dla Polski młodych ambitnych z prof. Krystyną Iglicką-Okólską, demografem, rektorem Uczelni Łazarskiego

Jacek Dziedzina: Powoli, ale systematycznie… znikamy?

Prof. Krystyna Iglicka-Okólska: Oczywiście, że tak.

To wynik nie tylko niskiego przyrostu naturalnego.

Nie tylko. Po pierwsze mamy oficjalnie 2 mln 130 tys. Polaków pracujących za granicą przez okres powyżej trzech miesięcy. Trzeci rok z rzędu – po kryzysie tam i po najlepszych latach gospodarki tutaj – obserwujemy wzrost tej liczby. Mało tego, Główny Urząd Statystyczny podał też oficjalną liczbę rezydentów, czyli pracujących za granicą przez okres powyżej jednego roku: to 1 mln 600 tys. osób. W przypadku pracujących dłużej niż trzy miesiące mamy wzrost o 130 tys. w porównaniu z dwoma latami i o 70 tys. w porównaniu z 2011 rokiem. A ponieważ wzrosła też liczba rezydentów, czyli pracujących powyżej roku, można mówić o emigracji długookresowej i osiedleńczej. Gdyby, według metodologii Eurostatu, odliczyć tych, którzy płacą podatki za granicą, to populacja w Polsce wyniosłaby 36 mln z kawałkiem. I to już jest kurczenie się narodu. A te dane i tak są niedoszacowane.

Na jakiej podstawie Pani tak twierdzi?

Według danych GUS w 2012 roku w Wielkiej Brytanii było w sumie 630 tysięcy Polaków. Natomiast według danych brytyjskich, samych rezydentów, czyli przebywających ponad rok, jest 646 tysięcy.

Dlaczego brytyjskim danym bardziej Pani ufa?

Bo oni to bardzo dokładnie mierzą – to są twarde dane obejmujące osoby, które płacą podatki. A więc już sama liczba rezydentów jest wyższa niż ogólna podawana przez polski GUS. Do tego trzeba doliczyć tych, którzy przebywają na Wyspach krócej niż rok.

To bardzo trudno zmierzyć.

Tak, ale ich może być bardzo dużo.

W swoim raporcie pisze Pani, że dane GUS dotyczące emigracji są w ogóle niedoszacowane.

Tak, bo to widać nie tylko na powyższym przykładzie brytyjskim. I ponieważ tych przebywających krócej niż rok może być spokojnie drugie tyle co rezydentów, podawana przez GUS ogólna liczba 2 mln 130 tys. wszystkich Polaków przebywających za granicą jest z pewnością za niska. W rzeczywistości to może być nawet 500–800 tys. więcej ludzi. Przecież to, co się dzieje w polskich szkołach, w których brakuje dzieci, też pokazuje dramatyczny wzrost emigracji, a nie tylko niski przyrost naturalny. I te dane są bardzo niewygodne dla państwa.

GUS w tym roku wstrzymywał się z publikacją danych.

I to był skandal.

Poza tym, że dane mogły wizerunkowo zaszkodzić partii rządzącej przed referendum w stolicy, nie widać za bardzo sensu w opóźnieniu ich publikacji – zaledwie parę tygodni.

Dane za poprzedni rok GUS zawsze podawał we wrześniu. A tym razem zrobił to 7 października, i to też tylko dzięki interwencji osób, które nie mogły już dłużej tego tolerować.

Czy w przypadku innych krajów również opieramy się tylko na szacunkach?

W przypadku Norwegii Polska podaje ok. 90 tys., a oni uważają, że mają u siebie 180 tys. Polaków.

Na czym opierają się dane norweskie?

Na danych z różnych krajowych rejestrów, a więc na podstawie twardych danych, natomiast jeśli popatrzeć na GUS, to nie ma tam żadnej metodologii, bo nie ma na to pieniędzy, w departamencie, który się tym zajmuje, pracuje tylko kilka osób.

Z Pani badań wynika, że w ciągu 5 lat może wyemigrować kolejnych 800 tys. Polaków. To potężna liczba – na czym więc Pani opiera swoje obliczenia?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Monika
    09.11.2013 15:10
    Wrócą.Z tego co widać lukę w demografii chce rząd załatać obecnymi sześciolatkami, aby jeszcze przez 10 lat się bogacić.
    Byli agenci chcą być nową elitą Polski. Elita Polska została zamordowana, a wartościowi Polacy wypędzani. Dobrze ktoś napisał narzędziem walki jest bezrobocie odgórnie sterowane. Pan Bóg widzi łzy emigrantów.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie