Trud nienadaremny

Życiową misją Wiesława Chrzanowskiego było wypełnienie testamentu tych, którzy wolnej Polski nie dożyli.

Niewielu jest w naszej najnowszej historii ludzi o takim autorytecie. Powstaniec warszawski, więzień stalinowski, człowiek ogromnej kultury i galanterii, marszałek pierwszego po wojnie Sejmu wyłonionego w wolnych wyborach. Wiesław Chrzanowski był politykiem prawicy, narodowcem i chadekiem, wiernym swoim poglądom nawet w najciemniejszych dla tej formacji latach. Politykiem nietypowym, osobnym, chyba trochę niedocenianym. Niesłusznie, o czym można się przekonać, czytając biografię Chrzanowskiego autorstwa Romana Graczyka.

Życie w potrzasku

Jego niepodważalną zasługą było stworzenie po wojnie oryginalnej politycznej syntezy dwóch prawicowych środowisk skupionych wcześniej wokół Stronnictwa Pracy i Narodowej Demokracji. Brzmi to jak definicja encyklopedyczna, ale w warunkach Polski powojennej wybór takiej misji wiązał się z dramatycznymi konsekwencjami. Chrzanowski próbował publikować, organizować ludzi, ale szybko zaczęły się represje. Musiał się ukrywać, podejmował też cztery próby ucieczki za granicę, a każda z nich to gotowy scenariusz sensacyjnego filmu. Pierwszą organizował król szmuglerów Stefan Rybicki, zwany Białym Kapitanem, były żołnierz Legii Cudzoziemskiej. Miał przemycić na Zachód Chrzanowskiego, a także Marię i Andrzeja Potockich, wraz z cennymi rodzinnymi zbiorami z Krzeszowic, ale UB wpadło na ich trop. Innym razem młody endek próbował emigrować (przez Szczecin) z grupą Żydów, też nie wyszło. Trzy razy cudem udawało mu się uniknąć aresztowania, raz wypuszczono go, bo sprawdziły się fałszywe papiery. Po amnestii w 1947 r. Chrzanowski ujawnił się i próbował wrócić do normalnego życia. Nie na długo. Rok później został aresztowany. Wolność odzyskał dopiero w 1955 roku.

Chciał licytować więcej

Bardzo ciekawa jest ta część książki Romana Graczyka, w której opisuje on lata 1946–1948, decydujące dla losu katolików w państwie komunistycznym. Ścierały się wówczas dwie koncepcje: minimalistyczna, zalecająca w realiach totalitarnych skupienie się na „ekspansji duchowej” i pogłębianiu osobistej wiary, oraz maksymalistyczna, zakładająca czynny udział laikatu w życiu publicznym. Między amnestią a więzieniem Chrzanowski był aktywnym uczestnikiem tego sporu, po stronie maksymalistów, głównie na łamach „Tygodnika Warszawskiego”. Pismo w 1948 r. zamknięto, a na całą redakcję spadły wieloletnie wyroki. Skuteczniejsza okazała się ostrożna taktyka obrana przez „Tygodnik Powszechny”. Chociaż nie od razu. Graczyk przypomina, że założyciel pisma, ks. Jan Piwowarczyk, nie chciał pogodzić się z propagowanym przez Stanisława Stommę i Jerzego Turowicza minimalizmem, co też stało się powodem jego rezygnacji. Ten sam spór – między chadekami a personalistami – powraca w 1956 r., gdy pojawia się szansa na legalną działalność laikatu. Ci pierwsi (ze zrehabilitowanym już Chrzanowskim) zakładają zupełnie nowy klub „Start”, drudzy mają wpływy i „Tygodnik Powszechny”. Nierówna walka toczy się o rząd dusz w powstającej wówczas federacji klubów inteligencji katolickiej. Chadecy zostają z niej skutecznie i trwale wypchnięci, o co Chrzanowski miał żal. Oceniał, że koncept polityczny grupy „Tygodnika” polegał na licytowaniu w relacjach z komunistami mniej, nawet gdy realne było licytowanie więcej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie