Bismarck za pół roku niepalenia

– Nie przywiązuję się do rzeczy – mówi Paweł Ogarek. – A do czego? – pytam. – Do ludzi. Kocham moją żonę – odpowiada, jakby wyjawiał największą tajemnicę.

Paweł Ogarek nienawidzi słowa margines. Ale przez dobrych kilka lat mówiono o nim, że żyje na marginesie. – To było włóczenie się – opowiada bez emocji, jakby tamta wyrwa w życiorysie nie istniała. – Ale minęło, należy do czasu przeszłego – zaznacza. – Liczy się teraźniejszość. Miałem szczęście, że znalazł się człowiek i odmienił moje życie, nadał mu sens. Teraz żyję czymś więcej niż tylko zarabianiem pieniędzy, jedzeniem i spaniem – podkreśla. Tym człowiekiem jest jego żona Iwona. Poznali się w domu Wspólnoty „Betlejem” dla bezdomnych w Jaworznie. Tworzyła ekipę, która zakładała tę placówkę razem z ks. Mirosławem Toszą. Pracowała tam jako księgowa. Od 7 lat są z Pawłem małżeństwem i cieszą się sobą jak pierwszego dnia. Choć czasem Iwona, jak mówi mąż, musi „rozmawiać z jego plecami”. Bo Paweł potrafi całe godziny spędzać pochylony nad sklejanymi modelami samolotów. Czasem przenosi się z tym do modelarni lotniczej „SieLata” przy Stowarzyszeniu Lotników Polski Południowej w sali domu przy sanktuarium MB Nieustającej Pomocy w Jaworznie.

Zwłaszcza gdy trzeba używać dużo kleju, bo wtedy tam zostaje jego ostry zapach. Modelarstwem zajmuje się od dzieciństwa, jakby w spadku po dziadku Bolesławie, który pracował w fabryce związków azotowych w Tarnowie, ale uwielbiał budować szopki. Potem rozdawał je do kościołów albo jako prezenty. Specjalnie dla wnuka robił samoloty. Paweł swój pierwszy plastikowy śmigłowiec SM1 skleił na początku podstawówki. – Modelik skala jeden do stu, produkcja w NRD – kraju, którego już nie ma, 600 zł dziś taki kosztuje – opowiada. Samoloty kleił nawet wtedy, kiedy wypuścił się w świat. Obdarowywał nimi poznane dzieci albo zostawiał w wynajętych mieszkaniach czy noclegowniach. Do plecaka wrzucał to, co najważniejsze – nożyczki, linijkę, ołówek, potrzebne do robienia nowych maszyn. – Te modele są fajne, ale do momentu przyklejenia ostatniej części – pokazuje na gotowy model U-Boota. – Potem przestają mnie fascynować. Bo najważniejsza jest praca nad nimi. Praca nad własnym życiem też jest fajna.

Nity na plecach

– Nieraz latałem jako balast na szybowcu – uśmiecha się. – W Bieszczadach koło Leska jest takie małe lotnisko. Tam lubię sobie polatać. Co się wtedy czuje? Powietrze! Nie potrafię tego opisać. To trzeba przeżyć. W tym roku pierwszy raz startowałem za wyciągarką, która ma duży silnik. Odległość od podłoża na wysokość 200 metrów pokonuje się wtedy w 4 sekundy. To jest tak duże przyspieszenie, że czuć wszystkie nity od spadochronu na plecach. W swoim życiu też nabrał przyśpieszenia, gdy trafił do Wspólnoty „Betlejem”. W ciągu kilku miesięcy wrócił do Pana Boga. – Przez lata nie chciało mi się chodzić do kościoła, wstrętnym leniem byłem – mówi. Razem ze Wspólnotą pojechał na wycieczkę rowerową do Ziemi Świętej i napisał z niej relację, według której powstała książka. Wziął ślub z Iwoną i zamieszkali na swoim. Wcześniej lata płynęły jedno za drugim jak powietrze nad leżącym bezwładnie kadłubem samolotu, któremu nie chciało się wznieść w powietrze. Dziadek Bolesław przeszedł traumę, kiedy walczył pod Pszczyną podczas kampanii wrześniowej, dlatego nie lubił za dużo opowiadać wnukowi o wojskowych samolotach. Paweł sam szukał wiadomości w książkach, bo zawsze lubił czytać. W noclegowniach nie mógł zrozumieć mężczyzn godzinami siedzących w milczeniu przy stole. On zwykle miał coś, żeby się zająć: modele do sklejania, lektury, ale i karty do gry. – Jak człowiek długo przebywa sam, zapomina, jak się mówi – opowiada. – Rozmawia ze sobą, a potem nie robi nawet tego, bo po co? Samotność spycha gdzieś na bok. W młodości był towarzyski. Uczył się w Zespole Szkół Ekonomicznych w Tarnowie i nieraz z kumplami jeździli na wagary do Krakowa. Po maturze zarabiał na życie, zbierając reklamy dla lokalnego radia. – Praca jak każda inna. Czy spawam, czy sprzedaję powietrze, czyli reklamę, to jest to samo. Trzeba to robić uczciwie – mówi. Nagle przyszło załamanie. – Świat mi się zawalił, a wkoło wszystko było jak przedtem. Straciłem sens – dodaje. Nie chce zdradzać szczegółów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie