Polityk wagi ciężkiej

Mogę oddać Adamkowi tytuł mistrza świata, jeśli będę chciał. Ale nie chcę – mówił kiedyś Witalij Kliczko przed walką z polskim rywalem. Dziś ukraiński bokser wagi ciężkiej zaczyna być tak samo pewny siebie w polityce. Czy pozwoli Wiktorowi Janukowyczowi zachować tytuł prezydenta państwa?

Na Ukrainie nazwisko Kliczko coraz rzadziej kojarzy się tylko z imponującym dorobkiem sportowym: kilkadziesiąt zwycięstw i tylko dwie przegrane. Odkąd mistrz świata postanowił zostać politykiem, konsekwentnie pracuje na swój nowy wizerunek: stanowczego, ale i przewidywalnego męża stanu. Co na Ukrainie brzmi dość egzotycznie: mąż stanu w kraju rządzonym przez oligarchów to niemal jak wybory miss świata w Arabii Saudyjskiej. Kliczko jednak nie tylko że traktuje swoje zaangażowanie całkiem poważnie, to jeszcze ma szansę przełamać monopol oligarchów, którzy opanowali całą rzeczywistość życia politycznego i gospodarczego. Jeśli i na tym polu odniesie sukces – będzie jeszcze ciekawiej, gdy ukraińskim mężem stanu zostanie… bokser.

Doktor Pięść

Lepiej mówi po niemiecku niż po ukraińsku. Polski rozumie nie tylko dzięki znokautowanemu Adamkowi. Jego pierwszym językiem jest jednak rosyjski, stąd m.in. wymowa nazwiska Kliczko, które po ukraińsku powinno brzmieć Kłyczko. Rocznik 1971, urodził się w Kirgiskiej Republice Radzieckiej. Po długiej tułaczce po całym ZSRR rodzina sprowadziła się na Ukrainę. Naturalne więc było, że w domu mówiło się po rosyjsku. Zawodowo boks zaczął uprawiać w 1996 r. Młodszy brat, Władimir, jest również mistrzem świata w kilku kategoriach boksu. Był czas, że obaj bracia praktycznie zmonopolizowali podium w tej dziedzinie sportu. Witalij ogłosił zakończenie kariery sportowej w grudniu 2004 r., ale cztery lata później wrócił na ring. Na nieszczęście m.in. Tomasza Adamka, którego Kliczko znokautował w walce we Wrocławiu we wrześniu 2011 r. Wtedy od roku był już liderem założonej przez siebie partii politycznej: Ukraiński Demokratyczny Alians na rzecz Reform, zwany w skrócie UDAR, co oznacza „cios”. Na tle innych sportowców wyróżniał się nie tylko działalnością polityczną, ale również tytułem naukowym doktora filozofii. Nie, nie – rozprawa doktorska nie dotyczyła bynajmniej paradoksów Zenona z Elei czy też wyższości Arystotelesa nad Platonem, tylko sposobów oceniania bokserów w „systemie wielostopniowej selekcji”. Dzięki „uniwersyteckiemu obyciu” Kliczko zyskał przydomek „Dr Żelazna Pięść”. Natomiast dla śledzących jego najnowszy rozdział kariery nie bez znaczenia jest temat pracy magisterskiej: „Zarządzanie rozwojem społecznym”. Być może była to zapowiedź ambicji, które zaczęły ujawniać się wraz z założeniem partii UDAR. Na tym polu jednak przyszło mu przeżywać nie tylko sukcesy. Dwukrotnie próbował zostać merem Kijowa. Bezskutecznie. W końcu udało mu się zostać radnym. Smak sukcesu w polityce poczuł dopiero niedawno, gdy UDAR stał się trzecią siłą polityczną w parlamencie ukraińskim – po rządzącej Partii Regionów Janukowycza i Batkiwszczynie więzionej Julii Tymoszenko.

Pokonać sułtana Doniecka

Kliczko od dłuższego czasu nie ukrywa swoich ambicji: celem jest fotel prezydenta Ukrainy. Jego pozycja wzrosła zwłaszcza ostatnio, w czasie masowych protestów w Kijowie przeciwko odstąpieniu przez Janukowycza od podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. To Kliczko najczęściej spośród polityków opozycyjnych przemawiał na kijowskim Majdanie Niezależnosti. To on powstrzymywał demonstrantów przed uleganiem agresji prowokatorów. Gdy byłem na Majdanie dwa tygodnie temu, demonstranci podpisywali się na kilkunastometrowym białym płótnie, nazywanym przez nich petycją do „wielkiego sułtana Doniecka”, jak ironicznie określali Janukowycza. Rozłożone płótno zanieśli pod siedzibę prezydenta – na czele demonstrantów szedł właśnie Witalij Kliczko. W przeprowadzonych jeszcze przed protestami sondażach bokser wygrywał z innymi potencjalnymi kandydatami na prezydenta, łącznie z urzędującą głową państwa. W tych zawodach mistrz wagi ciężkiej ma jednak przeszkodę na razie nie do pokonania: prawo wyborcze od niedawna zabrania startu w wyborach prezydenckich osobie, która nie płaci podatków na Ukrainie. Kliczko od dawna płaci podatki w Niemczech, gdzie jest zameldowany. Co ciekawe, autorem poprawki, wprowadzającej takie obostrzenie, jest jeden z liderów Batkiwszczyny – partii opozycyjnej, która teraz ramię w ramię z UDAREM Kliczki domaga się ustąpienia rządu i prezydenta Janukowycza. W rzeczywistości jednak Batkiwszczyna bała się rosnącej pozycji Kliczki tak samo jak Partia Regionów Janukowycza, więc każdy wiedział, że poprawka jest wymierzona właśnie w Kliczkę. Na razie te animozje w obozie opozycji są wyciszone, bo jednoczy je wspólny wróg. Ale kłoda, którą bokserowi rzuciła pod nogi Batkiwszczyna, może skutecznie utrudnić mu realizację celu, jakim jest prezydentura.

Ustrój: oligarchia

Jeśli jednak w jakichś okolicznościach Kliczce udałoby się zmienić prawo (jego partia ma spore szanse na dobry wynik w kolejnych wyborach parlamentarnych) i gdyby został prezydentem, miałby szansę na wprowadzenie nowej jakości w ukraińskiej polityce. Nie tylko z powodu swojego europejskiego obycia i znajomości czterech języków. Kliczko byłby pierwszym ukraińskim przywódcą spoza oligarchicznego układu, który trzyma w postsowieckim paraliżu całą Ukrainę. Ludzie mają do Kliczki zaufanie także dlatego, że… jest bogaty. Przy czym ważne jest to, że w jego przypadku wiadomo, skąd pochodzi fortuna sportowca, podczas gdy wystawny styl życia np. Janukowycza budzi niesmak nawet wśród dobrze sytuowanych Ukraińców. Kliczko ma szansę zostać pierwszym – jeśli nie prezydentem, to przynajmniej premierem, który nie wywodzi się z przeżartego korupcją systemu, widocznego na każdym poziomie. „Korupcja na Ukrainie jest związana z całym życiem człowieka, od narodzin aż do śmierci. Trzeba zapłacić i za poród, i za pogrzeb, i za miejsce na cmentarzu. W międzyczasie też płacimy łapówki” – mówi Ołeksij Chmara z Transparency International w wydanej niedawno znakomitej książce Piotra Pogorzelskiego „Barszcz ukraiński”. Nie da się zrozumieć dzisiejszej Ukrainy bez znajomości tego fenomenu, jakim jest tamtejsza oligarchia. Jak pisze Pogorzelski, większość oligarchów „dorobiła się swoich fortun w latach 90. (…). Był to okres młodego, dzikiego kapitalizmu, ze strzelaninami, zasadzkami i pościgami jak w hollywoodzkich filmach oraz wystawnym życiem (…). Sytuacja uspokoiła się na początku XXI w., gdy właściwie niemal wszystko, co się dało zabrać państwu, już zostało zabrane. Zmienili się także oligarchowie. Oczywiście to są wciąż ci sami ludzie, ale wyglądają teraz inaczej. To już nie tamci grubi faceci w koszulach rozpiętych na trzy guziki i ze złotymi krzyżami na gołych torsach, ale mężczyźni, którzy obstalowują garnitury u najlepszych europejskich krawców. Za tą fasadą kryją się jednak dawne wzorce działania. W sytuacjach konfliktowych wykorzystuje się sądy (ten ma rację, kto da więcej) oraz »sportowców«, którzy czasem muszą pomóc oponentowi zrozumieć istotę sprawy. Najważniejszą rolę odgrywają jednak związki z władzą”, pisze wieloletni korespondent Polskiego Radia na Ukrainie.

Ring na szachownicy

Znajomość tego kontekstu jest ważna, aby zrozumieć część motywów, jakimi kierują się zwolennicy Kliczki. Mający świetne kontakty na Zachodzie sportowiec-polityk jawi się bowiem jako nadzieja dla wszystkich, którzy chcieliby ściągnąć zagraniczne inwestycje na Ukrainę. Od czasu bowiem, gdy prezydentem jest Janukowycz, nie pojawił się tam praktycznie żaden znaczący inwestor zachodni, bo przetargi notorycznie wygrywają firmy powiązane personalnie z politykami partii rządzącej. Co gorsza, nawet tzw. zwykli obywatele wiedzą, że alternatywą dla obecnego stanu rzeczy nie jest żaden ze znaczących polityków powiązanych z oligarchią. A perspektywę ewentualnego uwolnienia Julii Tymoszenko niektórzy kwitują ironicznym komentarzem. – Toż ona taka sama jak Janukowycz – usłyszałem ostatnio w Kijowie. Prawda jest taka, że choć Tymoszenko jako premier wzięła się ostro za oligarchów, to… sama wywodziła się z tego światka. Być może chciała później odkupić swoje winy, a może po prostu próbowała w ten sposób pozbyć się dawnych rywali. Kliczko wie, że jego niezwiązane z polityką dochody, których nie musi ukrywać, działają na jego korzyść, co widać w sondażach. Nie ma żadnych biznesowych patronów, którym musiałby spłacać dług po dojściu do władzy. Teraz na jego reputację pracuje także zaangażowanie w drugą „pomarańczową rewolucję”, jak chcieliby niektórzy nazywać trwające od kilku tygodni demonstracje. Jego rywale polityczni pewnie dobrze wiedzą, że Kliczko jest nie tylko świetnym bokserem, ale też lubi grać w szachy, które jego zdaniem mają wiele wspólnego z boksem. W jednym z wywiadów dla polskich mediów mówił: „Przecież szachownica swoim kształtem przypomina ring. W obu przypadkach decyduje strategia, przygotowanie, początek walki. W boksie, podobnie jak w szachach, trzeba planować kilka kroków do przodu. Trzeba szukać słabych storn rywala i  umieć je wykorzystywać”. W polityce Kliczko z pewnością nie będzie bokserem – w czasie niedawnej bójki w parlamencie stał z boku i przyglądał się tylko bijatyce deputowanych. Ale szachistą w polityce najwyraźniej ma zamiar zostać.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie