Niemcy nie zagranica

Przyjdą Niemcy i wykupią polską ziemię – straszyliśmy się nawzajem przed wejściem do Unii. Okazuje się, że to Polacy masowo wykupują niemiecką ziemię i opuszczone domy tuż za Odrą. Przywracają do życia miejsca, które dla Niemców były już nie do życia.

Wschodnie kresy dawnej NRD. Dla Niemców to koniec świata. Zwłaszcza dla młodych. Kto mógł, wyjechał do zachodnich landów. Albo do Szwecji, Holandii czy Stanów. Zostali starsi i tzw. socjal, czyli żyjące wyłącznie z zasiłków osoby bezrobotne, zamieszkujące opuszczone domy. Gdy umierają – domy zostają już zupełnie puste. Puste zostają też stare kuźnie, gospody, pałacyki. I właśnie w tę pustą przestrzeń wchodzą Polacy.

Roaming niepotrzebny

Najczęściej to osoby pracujące w Szczecinie lub równie blisko granicy. Przyciągają ich nieporównywalnie niższe ceny mieszkań i domów, na które w Polsce nie byłoby ich stać. Opuszczone mieszkania, domy, kuźnie, gospody, a nawet pałacyki można znaleźć w atrakcyjnych ofertach biur nieruchomości, które w 2013 r. zwiększyły swoje obroty. Nowi mieszkańcy pracują nadal w Polsce, a do centrum Szczecina dojeżdżają z niemieckiego Rosowa szybciej niż mieszańcy niejednej podszczecińskiej dzielnicy. Zaniedbane budynki zamieniają w ładne domy. Ich dzieci chodzą już najczęściej do niemieckich szkół – dzięki czemu nauczyciele mają pracę w wyludnionych miejscowościach. Inni przenoszą tutaj również swoją aktywność zawodową i w Niemczech zakładają firmy. Bezrobotny teren nagle staje się rozkręcającym się rynkiem pracy. Są też i tacy, którzy przyjechali tu tylko po „socjal” – z zasiłków na dzieci da się jakoś przeżyć. Są wreszcie ci, którzy szukali taniego lokum pod działalność naukową, a stali się… misjonarzami. Bo to jedyne miejsce na świecie, gdzie prawie nikt w nic nie wierzy. I nie jest to nawet ateizm, który też jest jakimś wyborem religijnym. To absolutnie wyjałowiona z wszelkich duchowych odniesień pustynia. I nagle mała parafia w Gartz rozrasta się o połowę – jedyny taki przypadek w całych Niemczech. A do I Komunii św. w Schwedt przystępuje aż 18 dzieci – najwięcej od 30 lat. W szkole nagle ktoś upomina się o gwarantowane prawem lekcje religii. Skutecznie. Okazuje się, że opuszczone w ciągu 20 lat przez 2 mln Niemców tereny nie są skazane na wymarcie. Dzięki Polakom, którzy za granicą czują się jak u siebie. Zresztą, za jaką granicą – przecież w Rosowie nawet roaming nie jest potrzebny, bo telefony łapią polskie sieci. W gminie Gartz, obejmującej 4 miejscowości, co 12 mieszkaniec jest Polakiem.

Polacy aktywniejsi

W Szczecinie za 2-pokojowe mieszkanie o powierzchni 60 mkw. trzeba zapłacić – w przeliczeniu – 80 tys. euro. Wystarczy jednak 20 minut drogi i po drugiej strony Odry, w malutkim Rosowie w takiej cenie można kupić dom o powierzchni 300 mkw., spory kawał ziemi i właściwie od razu się wprowadzić. Za 20–30 tys. euro można kupić domy do remontu. Działki mają co najmniej 1000 mkw., a najczęściej 2000 mkw. i więcej. Mieszkania 2-pokojowe można kupić już od 8–10 tys. euro w stanie do remontu. Cena nieosiągalna po polskiej stronie granicy. – Przyciąga różnica w cenie, ale też inna polityka rodzinna w Niemczech: jeśli ktoś w Polsce ma dwoje dzieci i chciałby kupić mieszkanie na kredyt, to ma z tym problem. Jeśli ktoś mieszka na terenie Niemiec, bez względu na dochody, otrzymuje dodatek na dzieci – 184 euro na każde uczące się dziecko do 25. roku życia. Jeśli ktoś weźmie tutaj kredyt, to te dopłaty spłacają mu praktycznie koszty kredytu – mówi Radosław Popiela, właściciel jednego z biur nieruchomości w Niemczech. Były dwie fale odpływu tutejszej ludności. Pierwsza po wojnie, kiedy powstawała NRD – w południe propaganda sowiecka ogłosiła, że kto chce, do północy może wyjechać. I wyjechali wszyscy bauerzy (niem. gospodarze). W Rosowie było 50 bauerów, zostało trzech. Między innymi została rodzina dzisiejszego burmistrza Karla Laua. Sąsiadka wyjechała z mężem i wróciła po 1990 r. Reszta wyjechała, zostawiając ziemię, którą przejęły LPG (odpowiedniki naszych PGR). Po 1990 r. część tych starszych już osób wróciła, żeby odzyskać domy. Natomiast druga fala odpływu to młodzi, którzy wyjechali stąd już po zburzeniu muru berlińskiego. Zanim Polacy zaczęli tu przyjeżdżać, gminy w pobliskich miasteczkach wyburzały całe bloki z mieszkaniami o bardzo dobrym standardzie, bo stały one zupełnie puste. Teraz to się zmieniło, bo w blokach są ludzie. Wcześniej Niemcy zamykali szkoły i przedszkola. Teraz okazuje się, że przedszkola się rozbudowują, w szkołach jest coraz więcej dzieci, nauczyciele mają pracę. Polacy wiele rzeczy robią sami, ale wielu nie mogą wykonać sami ze względu na przepisy: na przykład przyłącza energetyczne, wodne, to wszystko muszą robić niemieckie firmy, jest więc więcej pracy dla nich. Niemcy zauważyli, że im się obecność Polaków po prostu opłaca. – Oni widzą, że Polacy są szansą dla nich – mówi Radek Popiela.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie