Nauka przebaczania

Startował na olimpiadzie w Berlinie w 1936 r. W czasie wojny trafił do japońskiej niewoli, gdzie został poddany straszliwym torturom. Po wojnie przebaczył swoim oprawcom.

Historia życia Louisa Zamperiniego to temat na pasjonujący film o nawróceniu i przebaczeniu. Zresztą obecnie trwają zdjęcia do filmu o nim, którego premiera odbędzie się w październiku br. Zamperiniego zagra brytyjski aktor Jack O'Connell, a film reżyseruje Angelina Jolie. Louis Zamperini stał się jednym z wielkich bohaterów USA nie dlatego, że na berlińskiej olimpiadzie zajął 8. miejsce w biegu na 5 km. Zdecydowały o tym dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się później.

Najszybszy finisz

To, że w 1936 roku wystąpił na olimpiadzie w Berlinie, zawdzięcza po części starszemu bratu. Louis, jako nastolatek, wpadł w złe towarzystwo, opuszczał szkołę, palił i pił, a na dodatek wraz z kolegami dopuszczał się drobnych kradzieży. Raz nawet uciekł z domu. Pete, jego brat, miał tego dość. Z pomocą pewnego policjanta, który też miał dość kłopotów z 15-letnim chuliganem, postanowił zainteresować niesfornego brata sportem. Udało się. Louis zaczął trenować biegi w szkolnym zespole sportowym. Bieganie stało się jego pasją. Odnosił coraz większe sukcesy i ostatecznie zakwalifikował się do ekipy olimpijskiej. W 1936 roku w Berlinie wystąpił w finale biegu na 5 km. Zajął co prawda 8. miejsce, ale zwrócił uwagę publiczności fantastycznym finiszem na ostatnim okrążeniu, kiedy nadrobił prawie 50 m straty do prowadzących Finów. Po biegu odpoczywał wraz z innymi lekkoatletami w boksie sąsiadującym z tym, w którym siedział Hitler. „Podałem swój aparat fotograficzny Goebbelsowi z prośbą, by zrobił mi zdjęcie Hitlera. Goebbels zwrócił mi aparat i powiedział, że Hitler chce mnie zobaczyć – wspominał Zamperini olimpijski występ w jednym z wywiadów. – Przedstawił mnie jako najmłodszego biegacza w zespole amerykańskim. Hitler podał mi rękę i powiedział: »A, to ten chłopak z błyskawicznym finiszem«.

Po igrzyskach Zamperini odnosił sukcesy na krajowych stadionach i prawdopodobnie wystąpiłby na olimpiadzie w 1940 roku, gdyby nie wybuch wojny. W 1941 roku wstąpił na ochotnika do lotnictwa. Brał udział w działaniach wojennych na Pacyfiku jako bombardier B-52. Jeden z lotów okazał się fatalny.

Morska odyseja

Nad oceanem odmówiły posłuszeństwa dwa silniki. Samolot zaczął opadać, doszło do eksplozji. Z jedenastu członków załogi uratowało się tylko trzech, w tym Zamperini. Całej trójce udało się dostać na tratwę ratunkową. Zamperini był przekonany, że przetrwali tylko dzięki Boskiej interwencji. Zaczął się modlić, a wkrótce do modlitwy dołączyli pozostali. Dryfowali na tratwie przez 47 dni, dowództwo spisało ich już na straty. Żywili się żelaznymi racjami czekolady i łowili małe ryby. Udało im się nawet upolować trzy albatrosy. Jednak najbardziej dawał się we znaki brak świeżej wody. Groziło im całkowite odwodnienie. Wpadli na pomysł, by od czasu do czasu zanurzyć się w morzu. Nie było to bezpieczne, bo wokół tratwy krążyły rekiny. Ale i na to znaleźli sposób. Jeden z rozbitków zanurzał się na chwilę w wodzie, a dwóch pozostałych odganiało rekiny aluminiowymi łopatkami. Wiedzieli jednak, że bez wody pitnej długo nie przetrwają, więc wspólnie modlili się o deszcz. Pierwszy deszcz spadł po 7 dniach, a później szczęście dopisało im jeszcze trzy razy. Jednak wody nie starczyło na długo. W 27. dniu wodnej odysei zauważyli przelatujący samolot. Przekonani, że to amerykański B-52, wystrzelili flary sygnalizacyjne, jednak samolot zniknął. Po pół godzinie wrócił i ostrzelał tratwę. Jak się okazało, był to samolot japoński. Pilot zrzucił w pobliżu tratwy jeszcze trzy bomby i odleciał. Wyczerpanie dawało znać o sobie. Stan jednego z członków załogi, strzelca pokładowego, gwałtowanie się pogorszył. Zmarł w nocy, w 33. dniu dryfowania. Odmówili modlitwę i pochowali go w morzu. Na tratwie pozostali tylko Louis i Phil. Zrobili zakłady, kiedy dotrą do lądu. Zdawali sobie sprawę, że tratwa dryfuje w stronę wysp zajętych przez Japonię. Louis założył się, że ziemię zobaczą w 47. dniu podróży. I rzeczywiście. Po całonocnym sztormie nadeszły wysokie fale i kiedy tratwa znalazła się na jednej z nich, zobaczyli w oddali wyspę. Dostrzegli też zabudowania, bananowce i drzewa kokosowe. Wyczerpanych i wygłodzonych rozbitków przejął japoński statek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie