Radość na dwie ręce

Mimo okrucieństwa, jakiego doświadczyła w obozie koncentracyjnym, zachowała wolność od nienawiści i dożyła 110 lat. Co było jej siłą?

To byłaby wymarzona rozmowa! Inteligentna, dowcipna i niezwykle utalentowana rozmówczyni. 110 lat na karku. Grała i śmiała się nawet wtedy, gdy wydawało się to niemożliwe. Mając 109 lat, codziennie ćwiczyła przez 3 godziny na stojącym w rogu pokoju pianinie. Dzięki muzyce przeżyła pobyt w obozie koncentracyjnym. Potrafiła zainspirować ludzi. Do tego stopnia, że nakręcono o niej film, który w tym roku nagrodzono Oscarem w kategorii „najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny”. Twórcy filmu podkreślają, że poznanie jej i opowiedzenie jej historii było doświadczeniem, które zmieniło ich życie. Myślę, że w czasie naszej rozmowy nie usłyszałabym ani jednego słowa narzekania. Ale tej rozmowy już nie będzie. Za późno. Ona jest już gdzieś indziej. I z pewnością rozkoszuje się muzyką.

Alicja w krainie muzyki

Alice Herz-Sommer, bo to o niej mowa, była uważana za najstarszą osobę, która przeżyła Holocaust. Zmarła 23 lutego br. – tydzień przed rozdaniem Oscarów. Mieszkała sama w małym mieszkaniu w Londynie. Pełna energii staruszka, która regularnie pływała i chodziła (oczywiście pieszo) na zajęcia z filozofii. Urodziła się w Pradze. W wieku 6 lat zaczęła uczyć się gry na fortepianie. Już jako nastolatka zaczęła koncertować i uczyć gry innych. Była jedną z najlepiej zapowiadających się pianistek w Czechosłowacji. Rozwijającą się karierę przerwała wojna. Gdy Alice miała 39 lat, razem z matką, mężem (skrzypkiem) i synem trafiła do obozu w Terezinie (Theresienstadt). Wkrótce jej matka została odesłana z transportem więźniów do Treblinki, gdzie zginęła w komorze gazowej. Mąż trafił do Auschwitz, a następnie do Dachau, gdzie zmarł na tyfus. W Terezinie zginęło prawie 35 tys. osób. Alice i jej syn Rafał spędzili tam 2 lata. Znaleźli się w grupie ok. 20 tys. więźniów obozu, którym udało się przeżyć. Po sowieckiej akcji wyzwolenia obozu w 1945 r. Alice udało się wrócić z synem do Pragi. Cztery lata później przeprowadziła się do Tel Awiwu, aby być bliżej swojej siostry bliźniaczki. Tam uczyła gry na fortepianie w Akademii Muzycznej i występowała przed publicznością. W 1986 roku wyemigrowała do Wielkiej Brytanii i zamieszkała w północnym Londynie. W roku 2001 zmarł jej syn Rafał, znany czeski wiolonczelista. Gdy oglądam wywiady, których Alice udzieliła, mając ponad 100 lat, nie mogę uwierzyć własnym oczom. Jak to możliwe, że kobieta, która spędziła 2 lata w obozie koncentracyjnym, miała w sobie tyle energii, podkreślała, że przebaczyła oprawcom, a z jej twarzy nie schodził uśmiech?

Z pasją!

Tym, co ocaliło Alice, była muzyka. Talent Alice okazał się przydatny dla pragmatycznych Niemców. Niemcy kręcili w Terezinie filmy propagandowe, które miały ukazywać, w jak dobrych warunkach przebywali Żydzi. Gdy tatuowano nowo przywiezionych więźniów, pytano ich, czym zajmowali się wcześniej. Gdy Niemcy zorientowali się, że Alice jest utalentowaną pianistką, przydzielili jej miejsce w obozowej orkiestrze grającej muzykę do filmów. W czasie pobytu w obozie Alice zagrała ponad 100 recitali. Grała z pamięci etiudy Chopina, jedną za drugą. Dzięki temu ochroniła swoje dziecko. Gdy z obozu zabrano jej matkę, a męża przewieziono do Auschwitz, mogła się załamać. Codziennie rano przytulając syna, wiedziała, że jeśli nie zagra wystarczająco dobrze, to zarówno ona, jak i jej syn zostaną zabici. Grała więc najlepiej, jak tylko umiała. Wkładała w to całe swoje serce. – Muzyka dawała mi radość. Już sama myśl o konkretnych utworach sprawiała, że czułam się szczęśliwa. Powtarzałam sobie, że jeżeli jeszcze mogłam grać, to nie było aż tak źle – wspomina Alice w wywiadzie udzielonym twórcom filmu „The lady in number 6” (Pani w pokoju numer 6). Możliwość grania koncertów utrzymywała ją przy życiu. Alice nie grała tylko dla siebie. W koncertach obozowej orkiestry uczestniczyło wielu więźniów. Dla nich nie była to tylko rozrywka. To były dźwięki, które podtrzymywały ich na duchu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • adas
    11.04.2014 13:36
    super!
    w końcu jakiś ludzki artykuł w Gościu. Więcej takich rzeczy! Zamiast powielać antkowe dyrdymały w stu pięćdziesięciu różnych wariantach - pokazujcie ludzi, którzy swoją wewnętrzną siłą oparli się nieszczęściu i złu, nie rozsiewając przy tym nienawiści do innych!
    Więcej takich tekstów!
  • Verdi
    12.04.2014 14:03
    Piękne świadectwo pięknego Człowieka. Albo dziś nie ma już takich ludzi, albo my już straciliśmy ostrość widzenia i jesteśmy ślepi, jak dziennikarze...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie