Kanada pachnąca wiarą

Co łączy francuskich jezuitów, którzy w XVII wieku przybyli do Indian Huronów, osadników z Polski, którzy w XIX wieku. założyli wioskę Wilno, oraz naszych rodaków spod Toronto, którzy na początku XXI wieku wybudowali „Villa Polonia”?

Geograficznie łączy miejsce zamieszkania: prowincja Ontario. Ale jest coś więcej. To wspólne przekonanie tych ludzi żyjących w tak różnych epokach, że ludzką wspólnotę można budować tylko wokół Kościoła. Ale spróbujmy po kolei. Kanada jest drugim pod względem powierzchni krajem świata, żyje w niej ok. 34 milionów ludzi. Toronto, stolica Ontario, to dziś najbardziej dynamicznie rozwijające się kanadyjskie miasto i zarazem najbardziej wielokulturowa metropolia świata. Montreal, największe miasto Quebecu, ze swoim nieco obsesyjnym przywiązaniem do języka francuskiego i tendencjami separatystycznymi, pozostał w tyle. – W każdą niedzielę odprawiamy Msze święte w 32 językach – podkreśla John Boissonneau, biskup pomocniczy Toronto. – To miasto przyciąga wciąż nowych ludzi z całego świata. Co roku poświęcamy w diecezji jeden nowy kościół. To wyjątkowe w Kanadzie, bo w Quebecu na porządku dziennym jest sprzedawanie katolickich świątyń.

Część naszych kościołów tworzy klasyczne parafie terytorialne, są też parafie etniczne – związane ze wspólnotą językową czy narodowościową. Najmłodszą polską parafią jest właśnie ta w Brampton, gdzie szaleje ojciec Adam. On nie ma umiaru, muszę go powstrzymywać – śmieje się biskup John.

Jan Paweł II podpowiedział

Mowa o ojcu Adamie Filasie, oblacie, którego wizji i góralskiej naturze należy zawdzięczać wybudowanie nie tylko świątyni, ale i całej „polskiej wioski”. Jak górale biorą się za coś na chwałę Bożą, to robią to z rozmachem i nie żałują grosza. Przekonali się o tym mieszkańcy Brampton, 400-tysięcznego miasta położonego kilka kilometrów od Torontu. Patronem kościoła jest św. Eugeniusz de Mazenod, założyciel Oblatów Najświętszej Maryi Niepokalanej (w skrócie OMI). Ewangelizacja Kanady jest w znacznym stopniu zasługą oblatów. Także większość duszpasterzy pracujących wśród Polonii to misjonarze tego zgromadzenia. Potężny pomnik św. Jana Pawła II stojący przed kościołem wskazuje od razu, do kogo należy to miejsce. Kiedy wejdziemy do środka, nie mamy już żadnych wątpliwości. W ołtarzu po prawej stronie ołtarz z figurą Matki Bożej Ludźmierskiej z koronami papieskimi, ołtarz świętego Jana Pawła II z relikwiami, Jezus Miłosierny. – Piętnaście lat temu była tu jeszcze farma i uprawne pole – zaczyna opowieść o. Adam. Dziś stoi w tym miejscu nie tylko potężny piękny kościół, ale cała „polska wioska”. Jak się to zaczęło? Polski kościół św. Maksymiliana Kolbego w sąsiednim mieście Mississauga dosłownie pękał w szwach. Polacy licznie migrowali wtedy z centrum Toronto do tego miasta. Kościół polski wybudowano tam według kanadyjskich standardów. Lekka, drewniana, niska konstrukcja, bez wieży Skromnie, przytulnie, ale – jak się szybko okazało – zdecydowanie za ciasno. Do dziś św. Maksymilian to największa parafia polska w Kanadzie. Zapisanych jest tam około 14 tysięcy rodzin. Może to nawet najliczniejsza parafia polonijna na świecie. Najwięcej osób – około 40–45 tysięcy – pojawia się tam, i nie tylko tam, na poświęceniu pokarmów wielkanocnych. Po jednej z wizytacji biskup zasugerował, że przydałby się nowy kościół. O. Filas, który był wtedy proboszczem w Mississaudze, wziął sprawy w swoje ręce. Pojechał do Rzymu po kamień węgielny z grobu św. Piotra, korzystając ze swojej znajomości z kard. Dziwiszem (pochodzą z tej samej wioski). – A co wy tam w tej Kanadzie budujecie? – zapytał Jan Paweł II przy poświęceniu kamienia. – Powiedziałem ojcu świętemu, że Polacy potrzebują nowej świątyni. A on mi na to odpowiedział: „Uczyńcie więc to dzieło milenijnym dziełem Polonii kanadyjskiej” – wspomina o. Adam. – Zacząłem więc z tym chodzić i zastanawiać się, co to ma znaczyć. Jak Polacy żyjący w Kanadzie mają upamiętnić rok 2000? Pomyślałem, że sam kościół to za mało, trzeba zbudować całe polskie osiedle. Chciałem, by to był czytelny znak, że „to są my” – czyli Polacy żyjący w kanadyjskiej wielokulturowości. Że chcemy pozostać wierni Bogu, ale także naszej polskiej kulturze, zwyczajom, tradycjom, historii. Był też wzgląd praktyczny. Polacy przemieszczają się w Kanadzie z miejsca na miejsce. Bywało tak, że wybudowali kościół, ale potem przenieśli się gdzie indziej i świątynia przechodziła w inne ręce. Chodziło mi więc o to, by ludzi związać z tym miejscem. By nowe pokolenia Polonii z dumą i honorem chciały tu pozostać, nadal rozwijając i umacniając dorobek swoich ojców. To można na emigracji osiągnąć tylko przez budowanie wspólnoty wokół kościoła! Stąd zrodził się pomysł zbudowania Villa Polonia, czyli polskiej wioski, a właściwie polskiego miasteczka wokół kościoła. Udało się pozyskać polonijnych inwestorów oraz przekonać lokalne kanadyjskie władze. Dzięki temu mamy dziś tuż obok kościoła Centrum Polskiej Kultury, centrum polskiego biznesu, gdzie są polskie sklepy, kawiarnia, biuro podróży, apteka, potężna sala na przyjęcia. Otwarliśmy dopiero co ten budynek, więc sprawa się rozkręca. Powstał także Dom Seniora oraz tzw. dom rodzinny, oba mające po sto mieszkań. Oba domy są już zamieszkane. Obok wyrosło osiedle domów z polskimi nazwami ulic. Tutaj oczywiście mogą osiedlać się wszyscy. Ale na ulicach Kraków czy Solidarności chętniej zamieszkają nasi rodacy. Działa już małe przedszkole prowadzone przez polskie siostry Misjonarki Chrystusa Króla, które lada moment zajmie kilka pomieszczeń w Domu Seniora. Młodzi będą się uczyć o starszych i od starszych, a starsi będą mieli udział w formacji dzieci. To ideał, o który mi chodzi. Proboszcz prowadzi mnie na wieżę. – Tutaj już nikt nie buduje dzwonnic, dlatego w pierwotnym projekcie było ich pięć. Dzięki temu na jedną się zgodzili – żartuje

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie